Bo ile można jeść, pić i znowu jeść?
Wczoraj wypróbowaliśmy karczek przeze mnie zapeklowany i upieczony. Był na prawdę przepyszny!
No nie, nie dlatego to piszę, bo to było od początku do końca moje dzieło, ale fakt jest jeden: bardzo się udał!!!!
Wczoraj też wypiliśmy do ostatniej kropli mój ajerkoniak ( też własnej roboty), bardzo wszystkim smakował! A i z tortu kokosowego pozostało nie wiele, będzie na pyszny deser po dzisiejszym obiedzie, a może i starczy też na jutro?????
A tak w ogóle, to taki jajeczny napój alkoholowy jest zwyczajowo podawany w USA, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia.
W drugi dzień świąt już nic nie piją, bo biedni Amerykanie muszą iść już do pracy. Ale za to mieli wcześniej, jeszcze pod koniec listopada dwa dni świąteczne, związane z Bożym Narodzeniem ( bo od tego dnia liczą oni już się tylko same świąteczne dni) – Dzień Dziękczynienia, który traktują i obchodzą tak samo uroczyście jak my Wigilię. A niech sobie mają, ja tam zdecydowanie wolę Wigilię i potem razem połączone te dwa świąteczne dni, niż jedno święto w listopadzie, a drugie w grudniu. Ale każdy ma to, co lubi, lub musi lubić. TRADITION – jakby zaśpiewał Tewje Mleczarz ze „Skrzypka na dachu”. TRADYCJA!!!!!.
Co prawda ich tradycja obchodzenia Dnia Dziękczynienia jest o wiele krótsza nich nasza Wigilia. Ich święto było ogłoszone przez Abrahama Lincolna w 1863 roku, na pamiątkę pierwszej uczty urządzonej w 1621roku w pierwsza rocznicę wylądowania Pielgrzymów na Skale Plymouth i przetrwania tam właśnie pierwszego ciężkiego dla nich roku, gdy musieli dostosować się do całkiem dla nich nowych warunków
Wigilia , czyli czuwanie, oczekiwanie na Mesjasza – zgodnie z wiekową tradycją trwa już od 2014 lat i jest wspólną ucztą przed pójściem o północy na Mszę św tzw Pasterkę, aby powitać z radością i weselem nowo narodzone Dzieciątko.
Ale te święta już za nami i gdyby nie to, że dzisiaj mamy sobotę, a jutro niedzielę, musielibyśmy już troszkę znów popracować.
Ale kalendarz w tym roku dał nam niezwykłą niespodziankę, odpoczynek i od stołu i od pracy jeszcze przez dwa dni weekendu 🙂
Teraz możemy tylko podziwiać te wspólne, rodzinne chwile, udokumentowane na zdjęciach, które każdy z nas pewnie w sporej ilości zrobił, aby pokazać je kiedyś w przyszłości potomnym.
A za oknem regularna zima, śniegu troszkę nam napadało, wczoraj Jasiek z Jackiem nawet urządzili małą bitwę na śnieżki, tylko tak do końca nie wiem, który z nich zwyciężył, bo każdy z nich mówił, że to właśnie on 🙂
Dzisiaj już co prawda śnieg już nie pada, ale trzyma silny mróz ( rano było minus jedenaście – ewenement tej zimy) i jest i biało i mroźnie i ślisko, na szczęście nie muszę z ciepłego domku wychodzić, oczywiście nadal jestem w Modlnicy, pewnie do jutrzejszego popołudnia.
A tej nocy, a właściwie to około 4 nad ranem obudziła mnie jakaś dziwna kolka i nadal trzyma, chociaż na szczęście już nie tak mocno. Nie mniej świadomie zrezygnowałam dzisiaj z porannej kawusi i zjadłam kromkę suchej chałki. Oj, kapusta z grzybami chyba mi się nie bardzo przysłużyła, chociaż bardzo ją lubię, no i była bardzo pyszna. Ale może o jeden dzień za długo ją jadłam? Taki teraz mam kapryśny ten żołądek!!!
To tyle na sobotni zapis, życzę wszystkim miłego leniuchowania i poświątecznego odpoczynku.
