ech, świętowanie

A właściwie to już koniec mojego świętowania.

Wczoraj z Magdą poprzez słuchanie starych przebojów z naszych lepszych lat , wspominałyśmy i na zmianę pytałyśmy siebie, a pamiętasz to, czy tamto.
Miło czasem pozwolić sobie na takie wspomnienia…
Dzisiejszy dzień to już mój ostatni akcent świąteczny, dzisiaj około 14 jedziemy do siostry Jacka, a potem już stamtąd odwożą mnie ( radośnie??) do mojego domu. Bo miły gość, to gość nie na długie dni – stara moja maksyma
A jutro szara rzeczywistość do okien zapuka, czyli dzień jak co dzień. Na całe 3 dni, potem znów dzień wolnego, czyli dzień leczenia  po sylwestrowego kaca .
Mnie to na pewno nie czeka,albowiem jak co koku na tzw Białą Salę się wybieram i będę sobie smacznie spała, gdy inni będą musieli gimnastykować w tańcu swoje nogi i gimnastykować swoje ręce w podnoszeniu następnego kielonka, aby dzień później odpoczywać sobie cały dzień.
Mnie już taka wersja nie cieszy.
Za oknami nadal biało i zimno – minus cztery stopnie.
Popatrzcie przyjechałam do Modlnicy ciepłą jesienią, a wracam mroźną zimą, chociaż to tylko była różnica 6 dni.
Dzisiaj nie za wiele mam do pisania, więc idę się cieszyć ostatnimi godzinami spędzanymi w niezwykle gościnnej Modlnicy, no trzeba powiedzieć, że prawie w moim drugim domu
Miłej niedzieli