a dzisiaj już całkiem ( no prawie całkiem) normalnie.

 

Bo jeszcze troszkę ta magia świąt trwa, przecież już pojutrze Sylwester, a potem znów jeden dzień świąteczny.
Dopiero dzisiaj rano wróciłam do Krakowa. Miała mnie wczoraj Magda odwieźć, ale wczoraj dom  Magdy był pełen gości, było wesoło, i gwarnie, głównie przez sporą ilość dzieciaczków, ale nie tylko, dorośli też  w humorach dopisali. Był pyszny obiad, a potem na deser  jeszcze  oczywiście mój tort i wspaniały sernik Basi.
Jak miałam więc wczoraj opuścić ten gościnny dom?
No, ale czas świąteczny kiedyś dobija końca, trzeba z wielkim żalem było się pożegnać i wrócić w domowe pielesze, a popołudniu trzeba iść do pracy.
Śniegu jeszcze jest sporo, nie tylko w Modlnicy, gdzie ulica Magdy co prawda nazywa się Ulubiona, ale tak całkiem nie jest przez kierowców ulubiona, bo ścięta jest lodem i trochę trudno jest nią przejechać, na szczęście do głównej trasy Olkuskiej nie jest daleko, ta już jest posypana solą, więc jest całkiem czarna.
W Krakowie ulice może są i czarne, chodniki nie wszędzie są jednak ogarnięte, więc będę znów miała kłopoty z powrotem z pracy do domu, tak bardzo boję się tych śliskich chodników i  ewentualnych upadków, ale jakoś będę sobie musiała z tym poradzić. Podobno nadchodzi polepszenie pogody, która ma znów powrócić „na plusy”.
No to wracamy na te dwa dni na ziemię, potem niektórych czeka sylwestrowe szaleństwo, ja takiego nie planuję, najchętniej spędzę go pod kołderką.
Dzisiaj dostałam jeszcze resztę prezentów imieninowych, zapachowe świeczki ze specjalnym  pojemniczkiem, olejki eteryczne i co najważniejsze piękną pościel.
Imieniny to fajna rzecz, szczególnie, gdy się je obchodzi w święta i ma się na imię EWA.
Widać, że Rodzinka jednak trochę mnie kocha………

Nie specjalnie długi ten mój dzisiejszy wpis, ale muszę jeszcze przed wyjściem się rozpakować, posegregować rzeczy do prania, ale wcześniej chciałam jeszcze napisać swój dzisiejszy blog.

Miłego poniedziałku i całego tygodnia życzę