środa, środeczka, środunia..

 

 

Teraz to na pewno wiem, że tydzień składa się  prawie z samych śród.
Ta następna już prawie przedświąteczna też pewnie będzie już jutro, skoro tak ten czas szybko leci……

Dzisiaj dla Ciebie Ulu znalazłam w moim archiwum Picassa zdjęcie pięknego różanego pączka, które wykonałam już dawno, dawno temu.
Leżał sobie w moim Lamusie, a dzisiaj go stamtąd zabrałam, by cieszył Twoje oczy.
Pączek to nadzieja na piękny kwiat, który z niego się rozrośnie, niech dzisiaj i ta nadzieja na to, że doczekamy się wreszcie tych ciepłych
wiosennych, pełnych słonecznych dni, gdy znów uśmiech będzie na Twojej i mojej twarzy, dzisiaj niestety przez niezbyt sympatyczną aurę
nieco skrzywiony.Tak, padający deszcz ze śniegiem nie jest zbawienny dla nieco starszych już kości, taka jest prawda.
Całuski jak zwykle z prawie zimowego, a jednak chłodnego Krakowa, mimo, że słonko chce koniecznie przebić się nam przez chmurki.

Wczoraj byłam u fryzjerki, pani Krysi i już mam w związku z tym świąteczną fryzurkę, taką, jaką najbardziej lubię, czyli krótkie włoski.
Najważniejsze, że czesać się nie trzeba rano.
To fakt, do wczoraj wyglądałam jak wkurzony Chopin po koncercie, każdy długi i prosty jak drut włos  sterczał w inną stronę, nijak nie można
było tej szopy na głowie opanować, nawet żel nie wiele pomagał. Ale teraz na razie mam na dwa miesiące spokój.

Wracałam sobie wczoraj późnym już popołudniem, prawie, że wieczorkiem do domu. Chwilkę przysiadłam na ławce i spojrzałam,
jak pięknie wygląda ten oświecony lampami i światłami ulic Kraków.


Niestety było zbyt chłodno, by nieco dłużej posiedzieć i podziwiać Kraków by night.
Szkoda, bo to były naprawdę piękne widoki.

A dzisiaj idę na popołudniu do pracy, więc zdążę sobie jeszcze „wskoczyć” do przychodni pierwszego ratunku, sorry, czyli do lekarza pierwszego kontaktu.
Muszę sobie jeszcze zrobić  test odpornościowy na żółtaczkę, żeby w porę ( lub nie) się zaszczepić na żółtaczkę.
Czyli cykl leczniczy  trwa….. Jeszcze dzisiaj z koleżanką zrobimy sobie zdjęcie klatki piersiowej, najpierw ja jej, potem ona mi, też będzie potrzebne mi to rtg do operacji,
Zresztą dawno już się „wewnętrznie nie fotografowałam”, no właśnie przysłowiowy szewc bez przysłowiowych butów chodzi 🙂

Miłej środy wszystkim życzę

No to już wszystko jasne!

 

 

Nareszcie mogę wyjawić moją tajemnicę.
Może nie powinnam, ale co mi tam, tyle już o tej tajemnicy pisałam, a jak się mówi „A” trzeba i „B” powiedzieć, prawda?
Czy ktoś z Was słyszał o operacji bariatrycznej? To takie pomocne ramię dla tych, którzy się odchudzają, odchudzają i odchudzają i nijak nic z tego im nie wychodzi, zawsze efekt JOJO niweczy wszelakie mordęgi. Tak, mordęgi, bo naprawdę to nie jest takie łatwe odchudzić się, przy dość sporej masie ciała.
Niestety ja też należę do takich osób, wiele razy próbowałam i…waga powracała.
Zresztą już wiele razy słyszałam, że taka spora tusza jest również zarazem chorobą, którą bardzo trudno i  psychicznie objąć. Bo wszystkie problemy takiego człowieka siedzą głównie w jego głowie, stąd jest tak wiele porażek u ludzi permanentnie odchudzających się, chociaż w najbliższej rodzinie mam przypadek, gdy jednemu jeszcze młodemu człowiekowi udało się nie tylko stracić około 50 – 60 kg, ( oczywiście bez interwencji chirurga), ale i nadal taką wagę utrzymuje.
Ale to jest naprawdę ewenement! Mnie się niestety  nie udało się  skutecznie przeprowadzić  takiej sztuki opanowania odruchu JOJO.
Niedawno przyszła do mnie do Rtg młoda dziewczyna, która była dość okrągła, więc przed wykonaniem zdjęcia spytałam jej, czy przypadkiem nie jest w ciąży.
I właśnie ona opowiedziała mi o swojej historii: była młodą mężatką o bardzo sporej wadze, która nie pozwalała jej na zajście w ciążę. Ponieważ bardzo wraz z mężem dzidziusia pragnęli, szukała każdej metody, aby stracić te zbędne kilogramy. W końcu trafiła do Krakowskiej III Kliniki Chirurgicznej ( tzw Czerwonej Chirurgii) i po konsultacjach zdecydowała się na taką operację bariatryczną. Co prawda w ciążę jeszcze nie zaszła, ale po około pół roku po operacji „straciła” ponad 60 kg wagi i..nadal ją traci. Opowiedziała mi dokładnie na czym ta operacja polega. Ba, właściwie to ona namawiała mnie, żebym się zdecydowała też poddać takiemu zabiegowi.
Przyznam, zasiała w moim sercu ziarnko niepokoju, bo już co prawda dawniej myślałam o tej metodzie, ale jakoś choroba wrzodowa XII-cy ( która teraz odpuściła) mnie zniechęcała, niepotrzebnie zresztą.
Skonsultowałam się z moimi najbliższymi, powstały dwa obozy, jeden zdecydowanie na NIE (w nim jest np Maciek i moja bratowa), drugi na zdecydowanie TAK  (w tym obozie jest Magda i nieprzekonana tak do Końca Monika, oraz Łukasz i jego żona). Ważne, nie ważne, przecież to i tak ja mam podjąć w sumie tą decyzję, prawda? Bo to ja mam przecież leżeć na tym stole operacyjnym.
No, a skoro podjęłam taką decyzję, trzeba było kuć żelazo. No i zaczęłam kuć. Oczywiście trochę znajomości trzeba było użyć, ale się opłacało.
Pan doktor okazał się szalenie sympatyczny, dokładnie opowiedział mi, na czym ta operacja będzie polegała :będzie to rodzaj bypassa łączącego część żołądka od razu z jelitem cienkim i to będzie ta część czynna mojego przewodu pokarmowego, reszta żołądka po prostu sobie będzie, ale i tak jedzonko do niego spływać nie będzie. Tak więc będzie skrócony proces trawienia, żołądek będzie mały i w związku z tym mniej będzie potrzebował pożywienia, część przewodu odpowiedzialna za łaknienie będzie „uśpiona”. W związku z tym w dość niedługim czasie dojdzie do bardzo wydajnego spadku kilogramów ( może być nawet i 50 – 60kg), znikną prawie, lub prawie że  kłopoty z cukrzycą i nadciśnieniem, zaniknie mi refluks żołądkowo –  przełykowy no i oczywiście będzie mniejsze obciążenia dla mojego kręgosłupa, stawów kolanowych i stóp. Oczywiście muszę uważać na dietę i na ruch, który będzie łatwiejszy przy mniejszej wadze. Czyli wydatnie polepszy mi się luksus życia, już nie mówiąc o tym, że  tyle chudnąc, przedłużam sobie to życie o około 10-20 lat. Niestety, otyłość to choroba (!!!) zagrażająca życiu!!! To jest dowiedzione! Czyż nie warto zatem zaryzykować? Oczywiście nic samo w życiu nie przychodzi, muszę liczyć się z konieczności zmiany trybu mojego życia, nie tylko związanej z odpowiednią dietą już na całe życie, ale i sposobem pozytywnego myślenia, co potem przełożyć musi się na całkiem inną rzeczywistość.
No są też i minusy tej operacji, o której  też przemiły doktor zmuszony był powiedzieć. Łącznie z tą najgorszą, możliwością śmiertelnego zejścia, ot, przy każdej operacji jest taka możliwość , tak, jak i są możliwości na różne powikłania.
Z tą wieścią o możliwej śmierci na moment zesztywniałam  i tak sobie pomyślałam, że w przyszłym roku, właśnie w kwietniu, kończę to magiczne dla naszej rodzinki 65 lat. Tyle miała moja siostra i mój brat, gdy umarli, tata o rok więcej. Czyżby…….. ech, lepiej tak nawet nie myśleć, przecież to ja mam być tą, która przełamie tą okropną cyfrę 65 lat. I na pewno przełamię, ja jeszcze wszystkim pokażę. Nie, nie chce być nieśmiertelna, ale miło by obchodzić na przykład setne urodziny 🙂
A więc do rzeczy : dostałam dwa terminy, jeden na 29 marca na Klinikę Wewnętrzną, gdzie poleżę około 3 dni i zrobią mi wszystkie potrzebne przed operacyjne  badania, przynajmniej nie będę musiała latać od przychodni do przychodni i denerwować się, czy wszystko zdążę załatwić na czas, a potem wyjdę na około tydzień i 8 kwietnia, czyli 2 dni po Świętach Wielkanocnych muszę się zgłosić już na Klinikę Chirurgii Bariatrycznej, gdzie ( pewnie na drugi, dzień) zrobią mi operację.
Czyli od dziś za 4 miesiące będę najprawdopodobniej operowana. Przyznam, boję się, ale…
Już się zdecydowałam i już, nie ma zmiłuj się, odwrót od tej decyzji jest niemożliwy!!!
Czas szybko płynie, zanim się obrócę…. będę piękna i chudsza he, he, szkoda tylko, że nie młodsza 🙂
Ale prawda, że jest to ( tak jak kiedyś pisałam) rewolucyjna zmiana w moim życiu????
A na wszelki wypadek na szczęście umieściłam dzisiaj w blogu śliczną koniczynkę. 🙂

A co dzisiaj? za oknem tak nijako, ni to jesień, ni to zima, chociaż ta druga oficjalnie, kalendarzowo  jeszcze do nas nie przyszła.
Podobno wieje Halny, czyli można liczyć w Krakowie na nieco wyższą temperaturę, a może i na kilka słonecznych promyków?
Dzisiaj idę rano do pracy, a potem muszę iść pod „kosiarkę’, czyli do fryzjera, okropnie już zarosłam, a w ten  piątek. mamy wigilijną firmową imprezę, Nie mogę przecież straszyć ludzi 🙂
No to ciepło  życzę miłego dzionka

Dzisiaj wcześniej

 

Przyznaję, że zaczęłam ten blog już na wszelki wypadek wczoraj pisać, bo bardzo się boję, żebym nie nie spóźniła się dzisiaj na tą wizytę. Bo jakże to tak by miało się, umówiłam się po godz 8-smej i się spóźniłam. Ale i tak podejrzewam, że chwilkę w kolejce posiedzę, nic to, wezmę jakąś gazetę ze sobą. Grunt, żebym była przyjęta. Nie wiem jakie tam są zwyczaje, czy mam się rejestrować? A co będzie, gdy się dowiem, że nie ma już miejsca do tego pana doktora? Mam mówić, że jestem z nim umówiona? – chyba tak.
Przyznaję, trochę się boję, czy to wszystko mi się uda. Boję się?… nie jestem wręcz przerażona, mam wprawę.
Więc znów wszystkich o te zaciśnięte na szczęście kciuki proszę, odwdzięczę się jakimś dobrym słowem, ładnym zdjęciem……
Już dzisiaj takie piękne, słoneczne kwiatki zamieściłam, jako dobry znak.
Jeszcze jeden dobry znak odczytałam wczoraj.
Wczoraj, na jubileuszowym Konkursie Miss Polski została moja imienniczka Ewa.
Bardzo się cieszę,  śliczna dziewczyna, nagroda jej się należała.
Chociaż trzeba przyznać, że dosyć trudno ( no, może z jednym wyjątkiem dziewczyny o brzydkiej, krzywej twarzy) było wybierać.
Ale skończyło się, jak się skończyło, konkurs przeszedł do Lamusa, tzn przez rok dziewczyna trochę pojeździ i będzie  twarzą -sponsorką jakiś tam imprez, potem sprawa ucichnie, a za rok znów będziemy mieli czym się ekscytować.

Reasumując: jestem po średnio przespanej nocce, bo po pierwsze bardzo długo nie mogłam zasnąć, a niestety  włączył mi się mój budzik wewnętrzny o godzinę wcześniej, niż ten nastawiony na Iphonie, ot jak człowiek ma nastawienie na czuwanie, żeby gdzieś nie spóźnić się.
Do tego nerwy, nerwy, nerwy, a w moim brzuchu gra cała orkiestra filharmonii, tak mi moje kiszki burczą i się przelewają. Wszystko to ze strachu.
Może już wyjdę do tego pana doktora ??, tylko jest za wcześnie i przychodnia na pewno jeszcze na siedem spustów jest zamknięta, a na dworze zbyt chłodno, żeby aż do ósmej czekać, Na razie jeszcze nie ma nawet szóstej, a proszę i nawet blog już swój dokończyłam….
Dobrego poniedziałku dla wszystkich

nie było tak źle

 

Chyba jednak jestem grzeczna „dziewczynka”, bo ten Święty z białą brodą jednak do mnie zaglądnął i prezent pozostawił.
Zdrzemnęłam się lekko w południe, a tu budzi mnie jakiś podejrzany szelest koło mojego łóżka. Patrzę i oczom nie wierzę, ale na stoliku przy łóżku leży torba z napisem dla Ewy. Wyskoczyłam szybciutko do drzwi wejściowych, ale niestety już po św Mikołaju nie pozostało ani śladu.
Zaglądnęłam do mojej paczki, a tam w niej piękna pościel, ale się ucieszyłam, rzeczywiście św Mikołaj odgadł moje życzenie
Szkoda tylko, że teraz szyją takie „skąpe” te pościele, jedna poszwa i jedna mała poszwa na  poduszkę. A co robić, gdy ktoś na dwóch poduszkach lubi spać? Trzeba będzie jakoś wykombinować, albo…dokupić poszewkę na poduszkę w podobnym kolorze. Nie wiem, dawniej zawsze sprzedawali pościel z dwoma poszewkami na pościel, a może się mylę?

Wczoraj miałam „dzień dla spania” – przesypiałam różne kostne bóle, plus oczywiście zażyłam sobie Nimesil i wyraźnie mi to pomogło.
Tylko tyle, że znów w nocy byłam bezsenna, ale za to oglądnęłam sobie na komputerze, na Iptaku, bardzo fajną komedię „Lepiej późno, niż późnie”j z fantastyczną obsadą Jackiem Nicholsonem i Dianą Keaton.
Okazuje się, że na miłość nigdy nie jest za późno, nawet w wieku powyżej 60 lat. I nawet w tym samym wieku ma się podobne miłosne dylematy i zachowania, jak w wieku młodości. Miłość to miłość i już, nawet, gdy się uważa, że ona nie istnieje.

Dzisiaj następna ponura, ale chłodna niedziela, na szczęście nie muszę dzisiaj nigdzie wychodzić.
Właśnie wypiłam kawusię poranną ( no prawie poranną, ale przecież przez późną porę snu- prawie nad ranem i dłużej spałam) i zaczynam się duchowo przysposabiać do jutrzejszej wizyty u pana doktora, chirurga.
Ale się będzie działo…….. trzymajcie za mnie kciuki już od samego ranka.
Życzę miłego niedzielnego  popołudnia, bo poranek już właśnie odpłynął w siną dal.

dzyń dzyń dzyń

 

 

Dzyń dzyń dzyń,  dzyń dzyń dzyń dzwonią dzwoneczki……..
dzyń dzyń dzyń dzyń dzyń dzyń jadą saneczki……….
dla tych grzecznych dziś prezenty Święty  piękne ma
a niegrzecznym dziś Mikołaj tylko rózgę da.

No tak, nadszedł ten magiczny dzień, na który czekało miliony dzieci na całym świecie.
Jedne z nich będą dzisiaj zachwycone prezentami i opychać się będą cukierkami i czekoladami, do niektórych, tych biednych, Święty dzisiaj nie zawita.
I to jest ta niesprawiedliwość na świecie, a przecież każde dziecko jest ważne.
Niestety, niektóre z nich w biednych urodziły się domach i o słodkim cukierku pomarzyć tylko sobie mogą.
To tylko smuga smutku nad tym radosnym dniu dla większości.
Pomyślmy dzisiaj o tym, chociaż przez chwilę……….

A jakie jest moje największe marzenie na ten dzień??
Żeby wreszcie przestały mnie boleć te cholerne kości!!!!
Ale to chyba dopiero spełni się wiosną……
Życzę przyjemnej soboty wszystkich i przepięknych prezentów.

 

a dzisiaj piątek…

Tak, dzisiaj PIĄTEK, PIĄTECZEK, PIĄTUNIO !!!!!!! jak mawia  nasz JAŚ.
Nic dodać, nic ująć, tylko cieszyć się należy.
Kończy się pracowity tydzień i zaczyna błogie lenistwo.
A od poniedziałku wszystko znów od nowa się zacznie.
Dla mnie ten  poniedziałek to będzie akurat  bardzo ważny dzień, bo rano idę na wizytę lekarską do mojego całkiem nowego pana doktora – chirurga ogólnego od…. a to dopiero powiem we wtorek.
Mam nadzieję, że będzie bardzo sympatyczny, bo tylko z takimi mam ostatnio do czynienia,  a co następny lekarz, to bardziej sympatyczny.
Jednym słowem jestem szczęściarzem, przynajmniej tak było do tej pory i sądzę, że tak nadal będzie. Przez telefon pan doktór miał bardzo miły głos, a to  już jest bardzo dobrym symptomem. Tylko czy będzie chciał i umiał mi pomóc?????

A co poza tym? no cóż, dzisiaj w nocy przychodzi do nas Święty Mikołaj.

Do mnie na pewno nie przyjdzie, wiem już to z góry. Nie, nie dlatego, że byłam niegrzeczna, ale chyba do ludzi w  moim wieku już taki miły Święty nie zagląda.
Więc zamieszczę  tylko taki mój liścik, który już też umieściłam na moim Face Booku, ale bardzo mi się spodobał no i jest na tzw czasie.
A może i Święty Mikołaj go jakimś cudem  odnajdzie?

No właśnie, zawsze ta czwarta możliwość jest najbardziej prawdopodobna!!!

Ale dzieci na pewno będą go z wielkim niepokojem oczekiwali i pod poduszki, albo do  skarpet zaglądali.
I to jest właśnie początek zapowiadającej się magii Świąt Bożego Narodzenia, na którą wszyscy, czy mali, czy starsi czekamy.

No dobra, przestaję marzyć i idę w tą zimną i okropnie mglisto-mżystą rzeczywistość. A wczoraj chociaż przez moment słonko świeciło!!!
Jak to dobrze, że dzisiaj, piątek, piąteczek, piątunio

Basia, Basia, Basia….

Wiadomo, dzisiaj imieniny obchodzą wszystkie Basie.
Z tej okazji życzę Basiom wszystkiego, co uważają dla nich  za najlepsze i najszczęśliwsze.
Szczególne z życzeniami zwracam się do mojej Bratanicy – Basi, wiernej mojej czytelniczki.
Basiu, prócz tradycyjnego zdrówka i powodzenia w Twoich życiowych i służbowych  sprawach przede wszystkim życzę Ci spełnienia tego największego i najważniejszego dla Ciebie marzenia. Wiem, że żyjesz już maturą swojej córki i na pewno już się denerwujesz, nie potrzebnie, zobaczysz, wszystko ułoży się po Twojej myśli i zanim się obejrzysz już będziesz miała panią doktór w domu. Myślę, że będę mogła prosić Ciebie  wtedy o protekcję o leczenie u niej swoich schorzeń 🙂

4 grudnia to szczególny dzień dla górników, którzy dzisiaj hucznie obchodzą swoje święto „Barbórkę’

Ciekawostki z Wikpedii:

Barbórka (dawna pisownia Barburka), Dzień Górnika – tradycyjne święto górnicze, obchodzone w Polsce  4grudnia w dniu święta św Barbary z Nikomedii, patronki dobrej śmierci i i trudnej pracy. Również w t6ym samym dniu swoje swita obchodzą geolodzy i inne osoby wykonujące zawody związane z poszukiwań
paliw kopalnych.

 

Barbórka: Lis Major prowadzi górników na uroczystość wręczenia szpad górniczych

W tradycji górniczej Barbórka rozpoczyna się poranną uroczystą mszą w kościele lub w cechowni, przy figurze św. Barbary. Następnie orkiestra górnicza maszeruje grając m.in. swój hymn w osiedlach zamieszkanych przez górników i ich rodziny (np.familok)) oraz pod domami dyrekcji. Odbywają się uroczyste akademie oraz spotkania. Z okazji tego dnia organizowane są również:  koncerty, występy artystyczne, zabawy oraz bale, w których uczestniczą całe rodziny górnicze.

W dniach poprzedzających to święto organizowane są tzw. karczmy piwne, w których biorą udział górnicy oraz osoby związane z górnictwem (emeryci, pracownicy firm kooperujących z kopalniami, naukowcy z wydziałów górniczych wyższych uczelni oraz osoby tam studiujące). Karczmy piwne przeznaczone dla dozoru górniczego organizowane są przez Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa (SITG).
Odpowiednikiem karczmy piwnej są organizowane dla kobiet tzw. combry babskie.

Karczma piwna odbywa się według pewnego, stałego, rytuału. Uczestnicy zasiadają przy dwóch długich stołach, starsi (stare strzechy) oraz młodsi (młode strzechy), dzielą się na tzw. tablice lewą i prawą, współzawodniczą ze sobą na punkty, władzę nad tablicami sprawują tzw. Kontrapunkty powoływani przez Wysokie Prezydium w sprawach piwnych i nie tylko piwnych, nigdy nieomylne. Karczma oficjalnie rozpoczyna się odśpiewaniem hymnu górniczego. Podczas biesiady śpiewane są pieśni i piosenki górnicze, opowiada się dowcipy, zasłużonych nagradza się szpadami górniczymi, wręczane są również prezenty nawiązujące w jakiś sposób do śmiesznych wydarzeń mających miejsce od ostatniej biesiady.

Górnicy podczas karczmy piwnej są obowiązkowo ubrani w mundur górniczy. Za nieprawidłowo skompletowany mundur, np. za źle dobrane skarpetki, Górnicze wysokie prezydium karze zakuciem w  dyby, lub wypiciem piwa z solą.

Nowi adepci przyjmowani są uroczyście do braci górniczej zwyczajem wywodzącym się z średniowiecza, najpierw odbywa się ślubowanie, następnie ma miejsce symboliczny skok przez skórę , którą trzyma dwóch seniorów stanu górniczego oraz uderzenie szpadą po ramieniu adepta przez Lisa major, który następnie przypasowuje górnikowi skórę i w tej chwili jest przyjęty do stanu górniczego.

No i nie sposób nie wspomnieć, że za dwa dni przychodzi do nas jeden starszy miły Pan z brodą, ale co tam broda, najważniejsze te prezenty, które w olbrzymim worze będzie ze sobą targał. Niektórzy czekają go już w nocy z 5 na 6 grudnia, no tak, musi mieć przecież kilka dni na rozwiezienia wszystkich prezentów.

No to w oczekiwaniu na św Mikołaja pędzę do pracy a wszystkim życzę miłego czwartku





dopiero co


Dopiero co składałam życzenia Solenizantce Matyldzie i słałam uśmiechy do Poznania, a tu już nadeszła pora na następną różyczkę w moim blogu, oczywiście dla Ulki. No tak, znowu mamy następną środę. Mam nadzieję, że nie bardzo marzniesz Uluś, chociaż przestrzegają, że mrozy i śnieg dopiero nadciąga. Już nasi sąsiedzi doznali tych zimowych przyjemności, przed nami jeszcze jest wszystko:-)
Ale na szczęście bywa ten najmilszy dzień tygodnia, który jest taki ciepły, że wszelkie mrozy usuwają się w dal i stają się niegroźne, lody za oknem  się rozmrażają, przynajmniej tutaj i mogę się  Ulu co najmniej jak w tropiku pod palmami z Tobą „spotkać”. Posyłam Ci dużo optymizmu, który w ten zimny czas wszystkim jest potrzebny, no i oczywiście tradycyjne uśmiechy i całuski z Krakowa.
A swoją drogą, może kiedyś uda nam się razem pod te palmy pojechać i pyszne drinki z lodem i obowiązkowo z papierową, kolorową  parasolką sączyć????

A ponieważ ten czas pędzi coraz szybciej, zanim się obrócimy już będą Święta Bożego Narodzenia. Podobno jest szansa, by były tradycyjnie białe, chociaż byli tacy, który „straszyli” nawet 16 stopniową temperaturą. Oczywiście na plusie.
Wczoraj przeglądałam sobie nawet w necie propozycje świąteczne i noworoczne. Kiedyś, jak pamiętacie, wyjeżdżałam z Rodzinką nawet do Zakopanego na te kilka świątecznych  dni, ale to jednak jest zbyt droga impreza, pewnie przydałby się jakiś sponsor, albo…… wygrana w lotka, ale ponieważ i jedno i drugie jest raczej dla mnie niedostępne, będziemy musieli się zadowolić świętami w Modlnicy. Zadowolić, ale skąd, na pewno będzie bardzo fajnie, tylko „na wyjeździe” nie trzeba się martwić o aprowizację, gotowanie, smażenie, pieczenie no i mycie na okrągło naczyń ( jak to dobrze, że jest przynajmniej automatyczna zmywarka, jest jednak nieco mniej kłopotów z tym myciem), ale za to jest bardziej rodzinnie, no i oczywiście można postarać się tak te święta zaplanować, żeby nie trzeba było cały czas za stołem siedzieć. W każdym bądź razie na nudę raczej narzekać nie będę.
Oglądałam też propozycje sylwestrowe, zapowiadają  fajne bale, nie tylko w Krakowie zresztą, ale to też nie dla mnie, bo po pierwsze nie mam chętnego na takie balety partnera (ten z andrzejkowej wróżby jakoś jeszcze się nie pokazał), a poza tym spędzić całą noc poza domem? – nie to już nie jest dla mnie. Byłabym bardzo zmęczona.
W nocy to i owszem mogę posiedzieć we własnym fotelu z myślą, że tuż obok jest mój wygodny tapczanik, na który w każdej chwili mogę się przesunąć 🙂
Ale gdzieś szlajać się po obcych parkietach???? Zgroza!!

To nie te czasy Arlekinie, nie te czasy……………. niestety…….

Dzisiaj środa, a więc idę na popołudniową zmianę, czyli znów będzie ciemno podczas mojego powrotu do domu.
Ale jeszcze troszkę trzeba poczekać, bo na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok, czyli już dłużej popołudniu będzie jasno. Teraz są dni najkrótsze i słonko już zachodzi ( o ile w ogóle się na niebie zdąży pokazać)  przed godziną czwartą popołudniu – straszne!!!

Miłego dnia wszystkim życzę.

zimno w łapki

Co prawda  wczoraj śniegu nadal nie było w Krakowie, a temperatura oscylowała w okolicy -3, -4, ale wiał bardzo nieprzyjemny, wręcz lodowaty wiatr.
Chwila oczekiwania na przystanku autobusowym i łapki już zaczęły dobrze mi marznąć, mimo, że uzbrojone były w rękawiczki, chyba dzisiaj muszę ubrać te cieplejsze, bo to bardzo nieprzyjemne, gdy palce w rękawiczkach aż do bólu sztywnieją.
Niby byłam ciepło ubrana, ale ten wiatr obniżał odczucie chłodu. Potem musiałam chwilkę postać przy przejściu Alejami, bo światła tam są tak krótkie, że nie da się za jednym razem przekroczyć obie nitki alei. No chyba, że się jest młodym sprinterem i od razu przy pierwszym świetle włączy się sprint, sale nawet czasami tym młodym się to nie zawsze udaje. Więc gdy chwilkę poczekałam na zmianę świateł na tym wygwizdowie, to nawet mój wspaniały futerkowy komin nie pomagał i uszy też zaczęły mi odpadać. Na szczęście od przystanku do domu nie jest bardzo daleko, ale co zmarzłam, to moje.
Trudno, taki mamy klimat, jest zima przecież.Dzisiaj jest podobnie, jak wczoraj,, jakoś temperatura „zaczarowała się” i wciąż nas tej magicznej trójce z minusem stoi. Czy w ogóle kiedyś będzie wiosna???

Dzisiejszy dzień, jak co dzień, różne wiadomości i dobre i złe przynosi, ot, tak już jest w życiu.
Ale nic  szczególnego  w moim życiu się nie dzieje, no może z wyjątkiem tego, że w przyszły poniedziałek jestem zapisana na wizytę u tego mojego nowego  chirurga ogólnego w jednym z krakowskich szpitalu, który ma zadecydować o dalszych moich losach, co oznacza, że następny odcinek serialu „Ewusia u lekarza”ciągle trwa, ale wątek serialu  wciąż jest jeszcze zatajony. A czemu? Po prostu nie jestem pewna, czy wszystko podzieje się po moich planach, więc lepiej nie zapeszać. W poniedziałek się coś więcej na ten temat dowiem, wtedy się wiadomościami podzielę.
Ale zresztą, czy to jest takie ważne, żeby moich czytelników zanudzać swoimi problemami.? Dla mnie tak, dla innych… nie wiem.
Ale taki jest mój blog, czasami piszę o sobie, czasami o innych….

Życzę miłego wtorku. Trzymajcie się cieplutko w te niezbyt miłe, chłodne dni. Kiedyś w końcu przecież przeminą…….

a jednak się cieszę

 

 

Pis dostał wczoraj sążnistego łupnia we wszystkich miastach wojewódzkich i niektórych mniejszych.
A tak im coś się  tych ich w pisich łebkach roiło……….
Co najlepsze, to stracili dwa swoje bastiony Radom i Elbląg. Widocznie tam się już rozeznali, co Pis potrafi.
Dla byłego prezydenta Elbląga, pana Wilka to może i lepiej, przynajmniej nie będzie musiał latać z tą łopatą, by kanał do Mierzei Gdańskiej przekopywać.
No i w Warszawie Kolumna Zygmunta będzie stała na swoim miejscu, nikt, przynajmniej chwilowo, nie zmieni jej patrona.
A co do Krakowa? Też się cieszę, że pozostał prof Majchrowski na prezydenckim fotelu, może niektórzy sądzą, że mało zrobił, ale tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Mamy pięknie odnowione ulice, nowy tabor tramwajowy, ładne Rondo Mogilskie i bardzo sprawnie i bezkolizyjnie  przejezdne Rondo Ofiar Katynia, mamy w końcu otwartą nową, wspaniałą Arenę Kraków, czy to naprawdę jest nic?, no nie powiedziałabym. Fakt, jest wiele rzeczy, które powinny się zmienić, np. b. drogie bilety tramwajowe i autobusowe, ale jest możliwość wykupienia biletów godzinowych, gdzie możesz nawet kilkoma tramwajami, czy autobusami i na tym samym bilecie  w ciągu jednej godziny się poruszać, co dla osób młodych i zdrowych pewnie jest nawet pewnym udogodnieniem ( starzy nie bardzo chcą się przesiadać), ale za to na trasy licznie wprowadzane są tabory niskopodłogowe, co z kolei ułatwia podroż osobom niepełnosprawnym, przy darmowej  komunikacji ( co proponował kontrkandydat) nie można by było  zakupywać nowego taboru, a ten, który jest obecnie szybko by się zniszczył. Znane jest bowiem powiedzenie, że co tanie, to drogie i drugie, że to co łatwo darmo przychodzi, szybciej się niszczy, bo ludzie mniej o to dbają.
A że niektórzy oskarżają prezydenta o układy i układziki? A czyż na tym właśnie władza nie polega???, czasami trzeba iść na kompromis, trzeba znaleźć dobry dostęp, aby to co było zaplanowane szybciej i sprawniej było przeprowadzone. Ale jakoś do tej pory wcale nie słyszałam, żeby prezydent czy Rada Miasta Krakowa była oskarżana o jakieś korupcje. No i zupełnie nie wiem, czy dobre byłoby dla Krakowa to budowanie pomników, zamiast na przykład szkół, czy przedszkoli? Zresztą ktokolwiek by rządził i tak znajdzie się cała masa niezadowolonych, bo Polacy już tak mają, nie potrafią się cieszyć tym co mają i uwielbiają narzekać.
Obiecywać w wyborach wszystko można, tylko sztuka potem się z tych obietnic wywiązać.
Dlatego cieszę się, że w Krakowie zdecydowanie wygrał poseł niezrzeszony, prof. Jacek Majchrowski.
Sensacją wyborów na pewno było to, że prezydentem Słupska został  Robert Biedroń, zdecydowany  przedstawiciel ludzi o innej seksualnej orientacji, co świadczyć może o tym, że nie jest to jedynym kryterium, żeby głosować przeciw.

Dzisiaj ważny dzień dla naszego premiera Donalda Tuska, dzisiaj w Brukseli obejmuje on fotel prezydenta Europy. Oby wszystko zawsze szło po jego myśli.
Fakt jest jeden, że rzeczywiście udało mu się, jak obiecywał,  dobrze opanować  język angielski i już w tym języku udzielił pierwszych wywiadów i dzisiaj na pewno też tyn językiem będzie się posługiwał podczas uroczystego przejmowania władzy , no i oczywiście ten język będzie jego urzędowym językiem podczas sprawowania swojej władzy.

Nareszcie mamy GRUDZIEŃ, czyli mój znielubiony listopad przeszedł już do lamusa. Teraz tylko same chwile przed nami : za kilka dni Barbórka, potem przyjdzie z prezentami i rózgami św Mikołaj, no i w końcu ten czas przedświątecznej krzątaniny, magiczny Wigilijny wieczór, święta i…Sylwester zakończy nam i grudzień i ten rok.
Przyjdzie następny, który nie wiadomo jeszcze co nam przyniesie…..
Ale póki co, prawie wszyscy, prócz oczywiście mnie i jeszcze kilku znajomych mi osób, czekają na śnieg, ale z kolei jak by miało wyglądać Boże Narodzenie bez śniegu?????
Na te 2-3 dni  śniegu nawet się zgadzam. Inaczej nie można byłoby zanucić melodii Białe Boże Narodzenie.

Dzisiaj, jak zwykle w poniedziałek mam zmianę popołudniową, tak, że mam jeszcze chwilkę na „pozbieranie się”. Czemu tak piszę? Otóż znów rozregulowałam sobie nocne godziny i do godziny 4-5 po prostu nie mogę zasnąć. Nawet „usypiacz” nie do końca działa, to znaczy Ipla musi włączona być cały czas, bo gdy tylko wyłączam komputer, sen natychmiast odpływa. Dziwne, że w dzień nie mam podobnych kłopotów, gdy jestem senna natychmiast zasypiam i śpię kamiennym snem 1-2 godziny. A może to dlatego, że w nocy wszystkie myśli są czarnego koloru???
W Krakowie mróz, cóż, nadeszły te gorsze dni……

No to teraz tradycyjne moje życzenia, tym razem aż potrójne: Miłego poniedziałku, dobrego całego tygodnia i bardzo udanego miesiąca grudnia.
Świątecznie będę życzyć nieco później.

P.S. a ten zamieszczony motylek to moja nadzieja, że wszystkie moje i nie tylko moje myśli zakończą się optymistycznie.
Motylek w grudniu?????? A czemu by nie???????