Środa popielcowa

Koniec hulanek i swawoli, nadszedł dzień zastanawiania się nad tym, że czas przemija, trzeba więc łapać każdy dzień i wykorzystać go dla siebie i dla bliskich, bo to co nieuchronne, nadchodzi.
Takie jest przesłanie dnia dzisiejszego : Pamiętaj, że umrzesz, że kiedyś dojdziesz do końca drogi życia i pomału zaczniesz się wspinać po drabinie aż do nieboskłonu, gdzie twój los osądzony będzie już na wieki.
Mało jest takich dni w roku, gdy takie zastanowienie nas opadnie, gdzie mimo codziennej krzątaniny masz ten moment tylko i wyłącznie dla siebie, gdy wszystko nagle wszystko staje się  ważne i nieważne zarazem.
I jutro co prawda ten dzień przeminie, podobnie jak i inne dotychczas przeminęły, ale pewnego rodzaju pył niepewności, przyszłości pozostaje gdzieś w kątku naszej duszy.
I może to właśnie  jest ten sens życia, którego ciągle usilnie poszukujemy, lecz znaleźć nie możemy??

W ogromny pesymizm dzisiaj zapadłam, no dzień ku temu skłania, ale jednak pamiętam, że są i w tych smutniejszych dniach promyczki radości.

A takim promykiem jest zawsze w każdą środę moje spotkanie na blogu z Przyjaciółką Ulą.
Hallo Ulu! Dzisiaj posyłam Ci tą różę białą jak śnieg, jak nadzieja na dobre i uśmiechnięte jutro, jak kwiat bez skazy, który tylko Przyjacielowi ofiarować można.
Carpe diem Ulu, bo każdy taki dzień odpoczynku  jest ważny, ciesz się pięknym widokiem, świeżym powietrzem, spacerami i miłym towarzystwem uroczego buldożka.

Wczoraj były całkiem miłe ostatki: przyszedł Xawer z Dianą, Jim, i Kasia z Jędrkiem, jedliśmy pizzę i faworki a potem graliśmy w fajną, ale nieco zwariowaną grę  pod tytułem Dixit. To takie połączenie gry w karty z grą planszową, jedna osoba wymyślała hasło i kładła  powiązaną z tym hasłem zakrytą kartę na środek, pozostali gracze ze swoich sześciu kart wybierali po jednej ze swoich  zbliżonej wg. nich do hasła i też zakrytą kładli na pierwszej karcie. Następnie rozkładało się te wybrane karty na stole i każdy  sztonami optował , która z tych kart była postawiona przez gracza wymyślającego hasło. A potem wg zdobytej punktacji, trzy punkty za dobre obstawienie karty wymyślonego hasła i po jednym punkcie, gdy ktoś postawił na przeze mnie wybraną kartę przesuwało się na planszy punkty – zajączki.
Utrudnieniem było to, że karty miały troszkę futurystyczne obrazki i całkiem nie łatwo było dobrać albo odgadnąć właściwą kartę , czasami było nawet kilka możliwych prawdopodobieństw obstawiania. Ale gra była przyjemna, trzeba było jednak było do niej podchodzić z humorem i na pewno z wyobraźnią.

Ta środa jest pogodowo ponura, jakby do przesłania dnia się przystosowała. Ale tak już jest, ponure dni przeplatane są słoneczną pogodą, więc jutro już będzie na pewno lepiej.
Na razie

Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrraauuuu

Dzisiaj obchodzimy   ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA

Co prawda ten, kto mnie zna wie, że preferuję psy, ale z kolei te koty, które znałam, lub nadal znam też były bardzo milutkie.
To tylko kwestia gustu.
Nigdy nie zapomnę kota z Ciechocinka, gdzie  ongiś byłam na kuracji sanatoryjnej.
Mieszkający tam kot był na wpół dziki, ale bardzo przyzwyczaił się, że kuracjusze go karmili i zawsze na jakieś smakołyki do nas na taras przychodził.
Pewnego razu wróciłam z jakąś przekąską dla kici ( a czarny był jak smoła), ale kota nigdzie nie było widać.
Więc zawołałam głośno : kiciu, gdzie jesteś i po chwili  za moimi plecami usłyszałam głośne, zdecydowane  pojedyncze MIAU!
Tak jakby chciał powiedzieć, tu jestem, tuż za twoimi plecami, czekałem na ciebie, co masz dla mnie pysznego?
Oczywiście, koty też są fajne, lubią się przytulać, ale tylko wtedy, gdy to one na to mają ochotę, inaczej potrafią pokazać swoje pazurki.
Wiele tych miłych kotków wspominam, chociaż niektóre z nich wiedzione instynktem łowieckim, lub samczym  traciły swój krótki żywot pod kołami na modlnickiej szosie. Żal mi ich potem było ogromnie, ale nic na to poradzić nie można było, kot przez płot i dziurę przelezie, nie upilnujesz go za nic.
Głaszczę więc dzisiaj  „imieninowo” wszystkie kotki i życzę im bezpiecznych i  udanych kocich podbojów – marzec , koci miesiąc już za pasem  i fajnych i obfitych połowów.

Znów miałam tej nocy kłopoty ze snem, spałam od godziny pierwszej  w nocy do godziny czwartej rano, potem sen prysnął niczym mydlana bańka.
No to oglądałam sobie na necie film „Wesele w Sorrento”, taka bardzo miła, romantyczna komedia w doskonałej oprawie. A widoki z Włoch zapierają wprost dech w piersiach, to złote, piaszczyste  wybrzeże, lazurowe morze i piękna soczysta zieleń drzew i wszelakiej roślinności. I te rosnące na drzewach cytryny i pomarańcze, które są tam po prostu na wyciągnięcie ręki.

Wczoraj znów miałam dzień wspomnieniowy. Opowiadałam Dianie o wspaniałych balach i rautach, którzy moi rodzice wyprawiali w Zakładzie Rentgena, który jest w tej samej kamienicy, gdzie mieszkamy.
Trzy gabinety przygotowane były dla gości, którzy przepięknie ubrani: panie w krynolinach, przystrojone kosztownościami i panowie w smokingach, ich właśnie  gościli  moi rodzice na salonach.
Oczywiście były wspaniałe srebrne półmiski z różnego rodzaju mięsiwami, sałatki, owoce, czyli stoły były bardzo bogato zastawione, a wszystkich gości obsługiwali kelnerzy w pięknych frakach, lśniących białością koszulach i oczywiście obowiązkowo z białymi muchami, a przez ich rękę przewieszone były białe  jak kreda serwety. Kelnerzy z wielką gracją podawali różne napoje alkoholowe, sprawnie  zmieniali talerze i  po przystawkach podawali pieczyste , a potem przeróżne wymyślne desery.
Oczywiście muzyka uwieczniała te bale, a w ich takt panowie i panie wirowali w rytmie  walca  i innych modnych wtedy tańców.
Takie bale trwały do bardzo późnych godzin nocnych. Ja jako dziecko byłam tylko obecna tam zawsze przez bardzo krótki czas, dosłownie kilkanaście minut, rodzice sprowadzali mnie na dół do Rentgena, oczywiście pięknie ubraną, abym zobaczyła, jak wyglądają przybrane sale i abym  przywitała się z  gośćmi, potem byłam odprowadzana już na górę do naszego mieszkania, bowiem dzieci nie mogły brać udziału w takich balach. To było dozwolone tylko dla osób dorosłych.

Kiedyś już wspominałam o tym w moim blogu, ale przypomnę, że żadne domowe przyjęcia, obojętnie, czy to były święta, czy imieniny rodziców, nigdy  nie odbywały się w towarzystwie dzieci. W tym dniu wszystkie dzieci, a więc kuzynki, kuzyni i ja mieliśmy swój dziecinny stół w drugim pokoju, który zawsze był podobnie zaopatrywany jak stół starszych (no oczywiście z wyjątkiem alkoholu), co chwilę rodzice albo któraś ciocia zaglądała , czy czegoś nam nie brakuje, ale nigdy nie uczestniczyliśmy w rozmowach starszych przy stole, albowiem według rodziców, nie wszystkie rozmowy były dostępne dla dziecinnych uszów.
Po prostu byliśmy inaczej wychowywani niż dzisiejsze dzieci i dzisiejsza młodzież i pewnie miało to swój sens, ale nie mnie o tym decydować.
Dlatego i w takich wspaniałych przyjęciach w Rentgenie też jako dziecko brać udziału nie mogłam.

Główna sala balowa była w pięknie przystrojonej olbrzymiej poczekalni, w której pomiędzy dwoma oknami stało olbrzymie lustro a na szafkach obok stały wspaniale  mosiężne kandelabry ze świecami, tworzyło to  romantyczny nastrój balu, płomienie świec odbijały się w lustrze, dodając uroku i tak odświętnie wyglądającej  sali.
Stoły dla gości  porozstawiane były w następnych dwóch pokojach, tam ucztowano, a na tańce wszyscy przechodzili do sali z kandelabrami.

Ciekawe, że w tej samej poczekalni odbywały się wiele lat później inne zabawy, na przykład ja, jako już dorosła młodzież urządzałam tam z różnych okazji prywatki. I znów lustro przystrojone były tymi samymi kandelabrami, tylko wystrój i nastrój panujący w tym pomieszczeniu były już całkiem inne, bardziej nowocześnie. W tejże samej sali wszystkie przyjęcia urządzali moja bratowa i mój brat, podczas gdy już w tym mieszkaniu mieszkali. I te przyjęcia też były huczne i bardzo eleganckie, chociaż nie było już kelnerów w czarnych smokingach…..

Wiele mam jeszcze takich fajnych wspomnień z lat mojego dzieciństwa i lat młodzieńczych, może jeszcze kiedyś w swoim blogu o nich wspomnę, ale już nie dzisiaj, bowiem idę na poranną zmianę, to raz, a po drugie nie mogę wszystkich zanudzać swoimi przydługimi opowiastkami, szybko zniechęciłabym swoich czytelników :-)

Cieszę się Ulu, że Twoja  Magda i jej rodzinka zadowolona jest z tego zimowego wyjazdu do Istebnej, to przecież przepiękna okolica, życzę im wspaniałych ferii, pełnych śniegu i innych wyjazdowych radości, aby zdrowi, pełni zapału powrócili potem  do codziennych obowiązków. Bo taki zastrzyk świeżego, górskiego  powietrza świetnie im na pewno zrobi. Tobie zresztą też łyk wiejskiego powietrza pozwoli odpocząć od miastowego kurzu i hałasu.
Więc Tobie wraz z czworonogiem życzę miłego pobytu na wsi.

Dzisiaj ostatki, ostatni raz  jemy słodkie  pyszności, pączki i faworki, jutro już Środa Popielcowa, czas posypania popiołem naszych głów, a potem już przed nami czterdziestodniowy post i oczekiwanie na Wielkanocne Święta.
No to miłych ostatków i miłego wtorku.

wiosennie

 

A za oknem tak pięknie, słonecznie, wiosennie, aż musiałam Dawidkowe tulipany umieścić w swoim blogu.
I niech u mnie będzie tak bajkowo i kolorowo. Boże, jakie one są śliczne.
Na pohybel zimie, niech sobie już spływa do tego morza.
Ja wiem, jeszcze jest troszkę za wcześnie, ale…..
Jak tak dłużej pięknie będzie, to może i bociany zaczną do nas już powoli powracać?????

No to ad vocem : zimę już praktycznie mamy za sobą.

Chociaż bałwanów w Polsce jeszcze wiele pozostało…..

Życzę bardzo przyjemnej niedzieli i miłych, słonecznych spacerków.
A dzieciakom z Małopolski fajnych ferii, jeszcze na pewno  na oślej łączce  trochę śniegu pod deski gdzieś znajdą.

tajemiczy las Dawidka i Dzień Zakochanych


W takim pięknym śnieżnym lesie spacerował Dawidek jeszcze całkiem niedawno spacerował z rodzicami.
Zaczarowany las, prawda?

 

Ale dzisiaj o zimie już nie myślimy, bo dzisiaj jest dzień wiosenny, szczególnie w naszych sercach.
Dzisiaj bowiem mamy W A L E N T Y N K I –  DZIEŃ ZAKOCHANYCH.
A każdy z nas jest przecież zakochany, nieprawdaż?

Walentynki (ang, Valentine’s Day) – coroczne święto zakochanych przypadające 14 lutego. Nazwa pochodzi od św Walentego, któregowspomnienie liturgiczne w w Kościele Katolickim obchodzone jest również tego dnia.

Zwyczajem w tym dniu jest wysyłanie listów zawierających wyznania miłosne (często pisane wierszem). Na Zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, czczono św. Walentego jako patrona zakochanych. Dzień 14 lutego stał się więc okazją do obdarowywania się drobnymi upominkami.

Rozmiar: 20036 bajtów

Posąg św. Walentego z kościoła Whitefriar Street w  Dublinie        14 lutego, w dniu św. Walentego, przypada Święto Zakochanych. Tradycja ta wywodzi się z XIV- wiecznej Anglii. W Polsce ten obyczaj, obchodzony od kilkunastu lat, cieszy się coraz większą popularnością, zwłaszcza wśród młodzieży.
[Rozmiar: 26148 bajtów]        Św. Walenty, patron zakochanych, był chrześcijańskim kapłanem, który, według legendy, za czasów cesarza rzymskiego Klaudiusza II udzielał potajemnie ślubów. Robił to wbrew cesarskiemu edyktowi, zabraniającemu udzielania małżeństw (imperium potrzebowało młodych mężczyzn do zaciągu do wojska). Został zamordowany w 270 roku.
       Dzień św. Walentego obchodzony jest jako święto zakochanych od XIV wieku. Zwyczaj łączenia tego święta z dniem zakochanych narodził się na Wyspach Brytyjskich. Stamtąd, wraz z osadnikami, trafił do Ameryki, gdzie stał się szczególnie popularny.
       W przeszłości najsłynniejszym walentynkowym upominkiem było jabłko pokryte różowym lukrem, ułożone w hebanowej szkatułce wysadzanej perłami – takie król brytyjski Henryk VIII podarował Annie Boleyn.
       Tradycja Dnia Zakochanych była tak powszechna, że znalazła wyraz u Szekspira w „Hamlecie”. „Dzień dobry, dziś święty Walenty, dopiero co świtać poczyna, młodzieniec snem leży ujęty, a hoża doń puka dziewczyna” – śpiewa o tym dniu Ofelia.
       Zwyczaj wysyłania kartek-walentynek sięga 1848 roku, gdy panna Esther Howland z Worcester w stanie Massachusetts założyła firmę produkującą specjalne kartki na dzień św. Walentego. Niezależnie od tego, czy wysyła się je dla żartu, czy daje upust swoim prawdziwym, skrywanym uczuciom – nadawca musi pozostać anonimowy.
[Rozmiar: 17257 bajtów]        Dziś ukochanej osobie wysyła się przeważnie pocztówkę-walentynkę zdobną w serduszka, koniczynki, gołąbki i wiersze. Gazety pełne są życzeń dla „rybek, misiaczków, koteczków, pieseczków”. Zakochani spotykają się w kawiarniach i pubach, na walentynkowych seansach filmowych. W teatrach i kinach przypomina się w tym dniu najsłynniejsze światowe romanse, a w radiu – piosenki o miłości.
       Prezentem można obdarować również ulubionego nauczyciela, rodziców, koleżankę z pracy, przyjaciół. Mężczyzna kupuje swojej sympatii najczęściej pudełko czekoladek w kształcie serca, wręcza czerwone róże.
[Walentynkowe ciasteczka]        W walentynkowych zalotach coraz większą rolę odgrywa internet. Klikając komputerową myszą można łączyć się w cyberprzestrzeni z milionami ludzi. Internauci zaczynają wymieniać liściki pocztą elektroniczną.
       Na Walentynkach korzystają też operatorzy telefonii komórkowych. Z roku na rok rośnie w Polsce ilość sms-ów, wysyłanych w tym dniu przez zakochanych.
       Choć Walentynki cieszą się u nas coraz większą popularnością, wielu uważa, że nie do końca pasują one do naszej tradycji. Niektórzy sądzą nawet, że zostały sztucznie wypromowane, głównie w celach komercyjnych.
       Tymczasem walentynkowa tradycja rozszerza się na całym świecie, także w krajach niechrześcijańskich – choć św. Walenty był katolikiem.
       Celebrują dzień św. Walentego Amerykanie. Przeciętny mieszkaniec USA wydaje co roku na prezenty dla wybranki (wybranka) prawie 100 dolarów.
       Dzień św. Walentego z każdym rokiem staje się coraz popularniejszy w Rosji, chociaż sondaże wskazują, że Dzień Zakochanych uznaje jedynie niespełna 50 proc. Rosjan.
       Walentynki nie ominęły nawet rządzonego od 23 lat przez szyickie duchowieństwo Iranu, gdzie klimat społeczny stał się w ostatnich latach bardziej tolerancyjny dla nowinek z Zachodu.
       Ortodoksyjni Hindusi palą karty i upominki walentynkowe w proteście przeciw świętu, ale i w tym kraju Walentynki stają się popularne wśród młodzieży. Nie ma takich problemów w Tajlandii, gdzie 14 lutego szczególnie tłoczno jest w urzędach stanu cywilnego.

No to szczęśliwego Dnia Zakochanych Wszystkim życzę. Pogoda jest taka piękna, prawdziwie wiosenna….



 



 





Palindrom

 

A TO KŁAMAŁ KOŃ, OKŁAMAŁ KOTA
Takie zadanie –  układanie palindromów miała wczoraj Mia. Fajna zabawa!!!!
Czytanie od początku do końca literki brzmią tak samo, jak czytane od końca do początku.Kiedyś uwielbiałam takie zabawy.
Wczoraj Mia miała porozsypywane wyrazy i musiała je odpowiednio poustawiać. W ten sposób zapisała trzy, czy cztery zdania.

Przyznaję się bez bicia, wczoraj zjadłam aż dwa pączki z różą, jeden z lukrem, drugi z  cukrem pudrem, zdecydowanie ten z lukrem był lepszy, a potem  zjadłam jeszcze jedną oponkę, usmażoną przez naszą Zojkę. Pyszna była, polewana z wierzchu czekoladą. Ale i tak potem było mi okropnie słodko w ustach, tak więc dzisiaj  rano  na wszelki wypadek nie próbowałam nawet zmierzyć sobie poziomu  cukru, po co się denerwować?
A co mi tam, przecież za rok, w tłusty czwartek już nie będzie żadnych słodkości, będę przecież po operacji bariatrycznej, więc jeszcze na koniec musiałam sobie osłodzić życie.
Tu muszę jeszcze dodać gratulacje dla atojaxxl za wytrwałość w smażeniu pączków i faworków i róż karnawałowych, wspaniała dziewczyna, wspaniałe słodkości!
No i brawa dla naszej Basi, która też wczoraj pączki smażyła. Widać, że są jeszcze prawdziwe gospodynie w tym naszym zabieganym życiu.
Ja do nich nie należę, więc w drodze do pracy ‚”zahaczyłam” o cukiernię Buczka, gdzie pączki są naprawdę pyszne, kupiłam ich  kilka do pracy, żałowałam tylko, że akurat zabrakło faworków, a na nową dostawę trzeba było poczekać około pół godziny – nie miałam już tyle czasu, więc musiałam obejść się ze  smakiem.

Za to przez cały wczorajszy dzionek tak pięknie słonko świeciło, że nawet wyszłam na moment przed przychodnię, by pooglądać sobie zachód słońca.
Ale wieczorem i tak kolana „darły” mnie niemiłosiernie, musiałam zażyć Nimesil – czyżby to była jakaś zapowiedź zmiany pogody???
A przecież zapowiadają, że cały weekend ma być słoneczny. No to kto się myli? Przepowiadacze pogody, czy moje kostki? Zobaczymy, wolałabym jednak ciepły i słoneczny weekend, chociaż na siedzenie i picie kawy  na tarasiku jeszcze stanowczo jest za wcześnie:-)

A dzisiaj jest trzynastego i to w dodatku piątek, ale podobno  trzynastego każda droga jest prosta, a świat jest w różowym kolorze.
Tak właśnie śpiewała Kasia Sobczyk, zresztą sami posłuchajcie : 
https://www.youtube.com/watch?v=BdzgrVMOlqc  
Tak więc mam nadzieję, że nawet ten czarny kot, który leży koło tego ślicznego konika przyniesie nam  dzisiaj wszystkim tylko szczęście.
A może ten czarny kot ma przynieść na przykład szczęście w lotku? Trzeba dzisiaj koniecznie obstawić porządne cyferki.

Dzisiaj od rana też świeci słonko, ciekawe czy wytrzyma tak świecić cały dzień.
Szczęśliwego piątku życzę

kąpiel z bąbelkami i tłusty czwartek

Dawidek w bąbelkowej kąpieli, ale frajda, co?
Sama bym do takiej kipieli z wielką przyjemnością wskoczyła.
Od razu przypominają mi się Święta Wielkanocne, spędzane kilka lat temu w Bukowinie Tatrzańskiej, podczas których chodziliśmy do Bukowińskiej Termy.
Wspaniała sprawa, basen na zewnątrz budynku z cieplutką wodą, na buzi lekko odczuwalny chłód powietrza i widok na śnieg lezący na szczytach gór.
Bo akurat tamte święta były na samym początku kwietnia i były śnieżne. Pewnie i w tym roku też będzie śnieżnie, bo Wielkanoc wypada bardzo wcześnie.
A taka kąpiel bardzo by mi się przydała, to wspaniały masaż na moje obolałe kolana i mój biedny, schorowany kręgosłup.
Tylko do Bukowiny jest kawałek drogi, muszę gdzieś bliżej sobie znaleźć podobne wodne zabiegi.

Dzisiaj tłusty czwartek:

Tłusty czwartek jest dniem, rozpoczynającym ostatni tydzień karnawału. Data tłustego czwartku jest ruchoma, ponieważ zależy od daty Wielkanocy. Wypada on niecały tydzień przed środą popielcową, po której następuje czterdziestodniowy post. W tym roku tłusty czwartego przypada na 12 lutego. Obecnie ten dzień z powodzeniem można nazwać świętem pączka. Są one wówczas wszechobecne, królują na ladach i wystawach, kusząc swoim zapachem i wyglądem. Ale nie zawsze tak było.
Tłusty czwartek najprawdopodobniej wywodzi się od „tłustego dnia”, obchodzonego raz w roku w starożytnym Rzymie. W tym dniu Rzymianie hucznie świętowali odejście zimy i z radością witali pierwsze dni nadchodzącej wiosny zabawami, zawodami i biesiadami. Na ucztach spożywano tłuste potrawy, mięsa, wino oraz „pączki” zrobione z ciasta chlebowego, nadziane słoniną i smażone na tłuszczu. Chrześcijanie zaakceptowali ten zwyczaj i wpletli go w rok liturgiczny.

Tłusty czwartek w Małopolsce zwany też był „combrowym czwartkiem”. Znana jest legenda o krakowskim burmistrzu, żyjącym w XVII w., który szczególnie srogo i surowo traktował kobiety targujące na krakowskim rynku. Burmistrz zmarł w tłusty czwartek. Od tego czasu przekupki świętując „odejście” znienawidzonego człowieka, co roku urządzały na rynku zabawy i tańce. Jego nazwisko miało brzmieć właśnie „Comber”.

Tłusty czwartek jest zwiastunem zakończenia karnawału, który trwa do tradycyjnego wtorkowego „śledzika” przed środą popielcową. Potem następuje Wielki Post trwający od środy popielcowej do mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek. Dawniej Wieki Post w tradycji chrześcijańskiej był czasem szczególnym. Był to okres pokuty i oczyszczenia oraz modlitwy i przemyśleń. W okresie postu nie spożywano mięsa i tłuszczy, obowiązywała wstrzemięźliwość od wszelkich uciech. Pewnie dla tego karnawał, a szczególnie jego ostatni tydzień, zwany „tłustym tygodniem” obfitował w huczne biesiady. Przed postem opróżniano spiżarnie z mięsa i tłuszczy. Bogacze suto się objadali, pewnie trochę „na zapas”. Biedni często musieli pozbyć się zwierząt, ponieważ na przednówku brakowało już paszy.

No to nie zważając na żadne diety ( dzisiaj jest specjalna dyspensa) oddajemy się dzisiaj rozkoszy podniebienia i  wcinamy nie tylko pączki, ale również i pyszne, delikatne faworki, zwane także chrustem.
Dawniej prawdziwe gospodynie same smażyły pączki i nadziewały je prawdziwą ucieraną różą, same tez smażyły faworki, a w domu rozpościerał się wspaniały zapach tych pyszności.”
Dzisiaj panie domu pracują zawodowo i nie mają czasu na przesiadywaniu w kuchni, bo takie wypieki potrzebują sporo czasu, dlatego dzisiaj licznie oblegane są wszystkie cukiernie, gdzie przez całą poprzednią noc wypiekane były przez cukierników te pyszności.
W niektórych większych miastach w gazetach ukazują się rankingi najlepszych pączkowych wyrobów. Pączki są badane organoleptycznie i pod względem wagi i lekkości wyrobu a też i na zawartośćnadzienia w pączku. A najlepsza cukiernia dostaje specjalny dyplom uznania. Nawet sposób rozmieszczenia farszu w pączku i jego zawartość  mają wpływ na dobrą ocenę. Marmolada jest zdecydowani nie wskazana. Najlepsze są te   prawdziwe  z ucieraną różą, potem może być czekolada, ajerkoniak, kawa, już nawet nie wiem co jeszcze można wymyślić.
Pamiętam, jak moja ukochana ciocia Irena zawsze zbierała w Zawoi kwiaty róż, a potem je ucierała z cukrem i potem do pączków dodawała.
Zawsze od niej taki słoiczek z ucieraną różą dostawałam.

Za oknem nareszcie słonko pięknie świeci, jak radośnie.
Życzę więc radosnego i słonecznego Tłustego Czwartku

 

 

Środowa niespodzianka dla………. oczywiście, że dla Uli :-)

 I want some red  roses for a Blue Lady…….

http://youtu.be/GuTS5nG-HfU

Gdy robisz komuś niespodziankę, sam(a) masz dwa razy przyjemność.
Pierwszy raz, gdy tą niespodziankę wynajdujesz, zamieszczasz i wiesz, że komuś sprawisz przyjemność, a drugi raz, gdy już wiesz na pewno, że Ktoś tą niespodziankę odnalazł i na pewno się cieszy.
Więc i ja dzisiaj mam podwójną radość, bo znalazłam tą piękną, niecodzienną różę i link do pięknej piosenki i już wiem, że Uli i ta piosenka i ta piękna róża radość przyniosła.
A więc za jednym razem sprawiłam i Uli  i sobie  przyjemność w ten nasz piękny, wspólny, środowy dzień.

…… Mr. Florist take my order please!! …..

Tak więc Panie Kwiaciarzu,  weź proszę to  moje zamówienie i zawieź tą piękną różę wraz z piosenką do Poznania, do bardzo miłej i sympatycznej Pani o imieniu Urszula.
Uleńko! znów serdecznie Cię z mżystego Krakowa pozdrawiam i całuski do Poznania posyłam

A teraz coś z reali naszego życia

Oszustwo po pisiemu : Kandydat na prezydenta niejaki A.Duda chwalił się wszystkim, jaki to on jest nowoczesny kandydat, bo całe swoje przemówienie mówił z głowy, tym czasem okazało się, że używał…….. promptera.

Prompter (także teleprompter, autocue) – urządzenie służące do wyświetlania wcześniej zapisanego tekstu, który jest czytany przez osobę stojącą przed kamerą.

Ekran promptera jest montowany w pozycji poziomej przed obiektywem kamery, a wytwarzany przez niego obraz jest odbijany przez lustro fenickie umieszczone na osi optycznej kamery. Osoba czytająca tekst z promptera może patrzeć wprost w obiektyw, co daje złudzenie naturalnego mówienia z pamięci.

I niech mi ktoś powie teraz, jaka jest różnica czytania  przemówienia przez kandydata Komorowskiego z kartki, a  kandydata Dudy z promptera?
Na pewno żadna, tylko tyle, że prezydent Komorowski robił to uczciwie i nie skrywał swojej metody przemówienia przed publicznością, a Duda i pis chwalili się nie prawdą, że przemówienie ich kandydata było takie wspaniałe , nowoczesne, z pamięci wygłaszane, podczas gdy prezydent Komorowski nawet sam niczego z pamięci powiedzieć nie umie.
No, ale kłamstwo ma krótkie nogi, oczywiście Pis i Duda oficjalnie temu zaprzeczają, ale niestety to było dokładnie widać, jak Duda raz po raz na pulpit spogląda.
Jeżeli na samym początku swojej wyborczej kampanii Duda posługuje się kłamstwem i  szkaluje przy tym  pomówieniami swojego przeciwnika, to jak zapowiada się jego wiarygodność jako ewentualnego prezydenta?
Ciemny lud uwierzył, ale reszta…..


Wczoraj zakończył się pierwszy etap konkursu na Blog Roku 2014.
W swojej kategorii Życie i społeczeństwo Dawidek zajął drugie miejsce – otrzymał 574 głosy. GRATULACJE!!!!!
A ogólnie pośród wszystkich blogów miał miejsce 20 –  ste. – też bardzo ładnie!
Teraz będzie drugi etap, podczas którego Kamil Durczok wybierze trzy najfajniejsze blogi z pierwszej dziesiątki.
Trzymamy kciuki za naszego Dawidka!!!!!
W ostatnim jego blogu jest sporo nowych jego fotek,, zrobionych podczas jego turnusu rehabilitacyjnego. Mimo ogromnego kataru, co dla Dawidka jest bardzo wielkim kłopotem, naprawdę pięknie i wytrwale ćwiczył, dając z siebie wszystko. Zuch chłopak, prawdziwy Mały Wojownik!!!!!.
Dla przypomnienia podaję link jego blogu    http://dawidekspalek.com.pl.

No i to by było dzisiaj na tyle
Na polu ponuro i nieprzyjemnie, ale do wiosny za to coraz bliżej.

Miłej środy życzę wszystkim.

To był bardzo udany dzień

 

Dziwne, ani pogoda temu specjalnie  nie sprzyjała, ani zbyt wczesna pora wstawania, ale jednak ten poniedziałek bardzo mi się udał.
Obudziłam się bardo wcześnie, bo coś o piątej z kwadransem, ale postanowiłam już wstać, jako  że wcale już mi się spać nie chciało.
Myślałam, że gdy zasiądę przy komputerze po niecałej godzinie mnie sen zmorzy i jeszcze chwilkę, tak do 9 rano się zdrzemnę ( miałam popołudniowa zmianę), ale nie, dalej spanie mnie nie interesowało, może już przez sobotę i niedzielę „swoje” odespałam?
Zresztą nie miałam czasu na spanie, bo inne zajęcie mnie dopadło, któremu oddałam się z całym sercem, ale na swoją godzinę 13.30 i tak do pracy zdążyłam.
A śnieg sobie padał i padał i było go coraz więcej, tak, że gdy wyszłam po godzinie 17.00, całkiem niemało go na chodnikach leżało, więc zrobiło się nieco ślisko,
bo na rozmokły poprzedni śnieg, lekko już zamarzły, napadało nowego puchu. Ale na szczęście nie było zimno, a taki lekko mroźny, orzeźwiający  dzionek i wieczorek, podczas którego wracałam, bardzo dobrze na cerę robi.
No i tak ma jeszcze przez kilka dni posypać nam śnieżkiem, może i dobrze, bo właśnie wielkimi krokami zbliżają się ferie dla dzieci z Małopolski, niech też troszkę na nartach poszaleją.
A taki dobry poniedziałek to jest po prostu dobra zapowiedź na bardzo udany tydzień, chociaż nie wiem, co takiego miłego może mnie w nim spotkać.
Główna wygrana w Lotka, ponad 30 milionów już w ubiegłą sobotę poszła w inne ręce, do Słupska, a więc dzisiaj będzie mała kumulacja, „tylko” 2 miliony złotych.
Daj Panie Boże i te 2 miliony wygrać, wcale bym nimi nie pogardziła.
Tą wygraną trójkę w wysokości 24 zł już dawno przegrałam, stawiając na nowe kupony, teraz muszę sięgnąć do własnej kieszeni i wyjąć z niej cztery złote, bo ja, w odróżnieni od innych nie szaleję, daję tylko po jednym losowaniu na zwyczajnego Lotka i jednego losowania na Lotka plus. Nic więcej, wychodzę bowiem z założenia, że skoro mam z góry przeznaczone wygrać, to nawet przy takiej niewielkiej stawce i tak wygram 🙂
Zresztą nie może być innej opcji, ja to po prostu wiem.
Ale o ile wygram i tak się nikomu nie przyznam – zgodnie z zaleceniem „lotkowych” psychologów, pośpiech jest złym doradcą, trzeba przespać się z wiadomością o  wygranej, rozładować entuzjazm, broń Boże nie chwalić się ani rodzinie, ani przyjaciołom i dopiero potem na zimno wykalkulować, co z tymi pieniędzmi zrobić, gdzie i jak je ulokować, aby ich głupio nie roztrwonić.
Dobra, teoria swoje, a praktyka?, okaże się, gdy wygram, a raz jeszcze powtarzam, że wiem, że wygram na pewno!!!!!
No cóż, widać, że ten poniedziałkowy optymizm jeszcze mnie całkiem nie opuścił, mówiłam, że to dobry znak na cały tydzień??
I jeszcze wieczorem ta pęknięta żarówka, w moim pokoju oczywiście.. Jeszcze takiej eksplozji nie widziałam. Wywaliło stopki, z hukiem trzasnęła żarówka tak, ze szkło posypało się na ziemię, mimo, że okalał ją klosz. Trzeba przyznać, dziwna sprawa, żarówka w drebiezgach, a klosz cały. Po prostu żarówka wyskoczyła z klosza jak z procy.
Nie dziwne?
Ale podobno szkło też tłucze się na szczęście. Przynajmniej mam taką nadzieję i w to wierzę.

Z ciekawostek: Wczoraj odbyła się impreza rozdania Telekamer Teletygodnia 2015.
Ku mojej wielkiemu zdziwieniu, ale przyznam, że i wielkiej radości Telekamerę w dziedzinie prezenter informacji  otrzymał…Jarosław Kuźniar.
Dlaczego zdziwieniu?, bo wiem, że naraził się wielu osobom i wydawało się, że jest mało lubiony, a jednak !!
Gratulacje Jarku, wysłałam na pana smsa i trzymałam za pana kciuki  i miło, że wreszcie dowiedziałam się, że  imię pana ukochanej dwuletniej córeczki –  jest Zosia, piękne imię.
Ze stacji TVN-24 również Telekamery Teletygodnia w kategorii prezenter pogody otrzymała Agnieszka Cegielska, a Agnieszka Chylińska jako super juror.
To się będzie dzisiaj w TVN-24 działo!! A tak wielu nienawidzi tej stacji!!!!
Z innych ciekawych Telekamer to statuetkę najlepszej aktorki otrzymała Barbara Kurdej Szatan, która niedawno dołączyła do serialu „M jak Miłość”, a już zyskała wielką popularność i sympatię telewidzów. Za to „wredny” profesor Falkowicz z „Na dobre i na złe”, czyli Michał Żebrowski, otrzymał,Telekamerę w kategorii najlepszy aktor – nawet ta „wredota” mu nie zaszkodziła, mam wrażenie, że dodała mu tylko splendoru 🙂
Jeszcze wspomnę, że Telekamerę Osobistość roku otrzymał znany telewizyjny prezenter  Tadeusz Sznuk. Wspaniale prowadzi program „jeden z dziesięciu”, bardzo elegancki, grzeczny wobec zawodników, zawsze bardzo taktowny, naprawdę na tą nagrodę zasłużył.
Nie będę wymieniała wszystkich  laureatów Telekamer, bo sporo ich było, najlepszym serialem zostało „Ranczo”, a serialem para fabularnym „Na sygnale”
Inne wyniki proszę poszukać sobie w dzisiejszych dziennikach, wymieniłam te, które dla mnie były najważniejsze.

Przypominam, jeszcze dzisiaj do godz 12 można głosować na Blog Roku 2014 Dawidka Spałka, cena sms 1zł. 23 grosze
na numer 7122 treść sms:  C11296  Dziękuję.

A dzisiaj za oknem okropna pogoda: mżawka deszczu ze śniegiem, mokro i ślisko. Dlatego dzisiaj już nie wstałam z takim entuzjazmem, jaki miałam wczoraj, ale…
Pogoda jest jaka jest i na to nic nie poradzimy, a do pracy już pomału muszę się zbierać.
Trzeba tylko dzisiaj uważać, żeby gdzieś   upadając się nie połamać, no i trzeba  ciepło i nieprzemakalnie się ubrać, bo to świetna okazja dla wszystkich złych wirusów, a te niestety coś się wokoło wesoło (dla nich)  rozproszyły.
Miłego wtorku

a w poniedziałek………

 

Jeszcze raz proszę o głosowanie na blog Dawidka Spałka na nr 7122 treść : C11296.
Losowanie jest tylko do 10 lutego do godz 12. Jak na razie Tylko blog Matki Kurki wyprzedza blog Dawidka. Dziwne, że wygrywa ten, który tylko umie pluć na innych ( np bardzo ośmiesza w swoich wpisach Owsiaka), taka nasza polska rzeczywistość……. Teraz prawicowy czy to dziennikarz, czy to bloger tak musi,bezpodstawnie oskarżać,  inaczej się udusi……. a ile ma się to do rzeczywistości, to inna sprawa.

A więc z tego mojego komunikatu wynika też, że nic złego z Dawidkiem się nie działo, po prostu zachorował i chyba z tego powodu musiał skrócić swój turnus, jeszcze dokładnie nie wiem, bo może akurat ten turnus rehabilitacyjny miał trwać tylko tydzień? Ale Dawidek już jest w swoim domku, niestety katarek jeszcze u pozostał, tak to już z dzieciaczkami bywa, że jak się rozchorują to na całego 😦
Nie potrzebnie o niego się martwiłam, ale Dawidek jest jednak dzieckiem specjalnej troski, dla niego nawet najprostsze dziecinne choroby mogą być zagrożeniem.
Na szczęście tak się nie stało, z czego bardzo się cieszę.

Ciekawostki, skąd się biorą niektóre znane powiedzenia:

Na szarym końcu :

Podczas szlacheckich biesiad przy stole panowała ściśle ustalona hierarchia. Najdostojniejsi goście w szykownych, zwykle czerwonych strojach, zajmowali najlepsze miejsca na przedzie stołu. Barwnik do uzyskania czerwonego koloru był bardzo drogi, a więc na tak wytworne szaty stać było tylko zamożną szlachtę. Dalej, na końcu stołu, siedzieli biedniejsi szlachcice, w niezbyt imponujących żupanach, wykonanych m.in. z szarej, niefarbowanej wełny

Spalił na panewce
Panewka to wyżłobienie w górnej części lufy dawnej broni, na którym umieszczano proch. Po jego podpaleniu, ogień przenosił się do ładunku umieszczonego w lufie, co powodowało wystrzał. Zdarzało się jednak, że proch wypalił się (spalił) na panewce, a ładunek nie wystrzelił

Wyrwał się jak Filip z konopi:
Filip to dawne określenie zająca. Słowo prawdopodobnie wywodzi się z gwary myśliwskiej. Podczas polowania psy traciły węch w intensywnie pachnących konopiach, więc nie mogły łatwo wytropić ukrywającego się w nich zająca. Dlatego przedwczesne ”wyrwanie się”, czyli ucieczka zająca z tej kryjówki nie była najlepszym pomysłem

Nie zasypiaj gruszek w popiele

Według profesora Mirosława Bańko, powiedzenie to nawiązuje do dawnego zwyczaju suszenia gruszek w rozgrzanym popiele. Jeśli ktoś zasnął podczas ich ”pilnowania”, z owoców pozostawał tylko węgiel. Niepoprawny jest zatem często używany zwrot „nie zasypiaj gruszek w popiele”

Palma mu odbiła:

Słowo ”palma” określało dawniej symbole zwycięstwa, czyli np. wieniec, laur, wawrzyn (”palma pierwszeństwa”), którymi nagradzano m.in. sportowców na starożytnych igrzyskach oraz wybitnych poetów i uczonych. Czasem jednak sukces (palma) powodował, że zwycięzca zbyt mocno upajał się swoim triumfem i traktował innych pogardliwie. Niekiedy też zdobywca palmy nie był w stanie psychicznie poradzić sobie ze zwycięstwem i popadał w szaleństwo – stąd drugie znaczenie wyrażenia ”palma mu odbiła”

Błękitna krew:

Wygląd osób ”błękitnej krwi” znacznie różnił się od śniadej skóry robotników i chłopów pracujących fizycznie, nierzadko w pełnym słońcu. Przesiadujący w zamkach i pałacach arystokraci mieli jasną, delikatną cerę, przez którą prześwitywały niebieskie żyły.

Według innej teorii, wyrażenie ”błękitna krew” pochodzi od nazwy choroby, która dotykała bogatych szlachciców jedzących ze srebrnych zastaw i myjących się w srebrnych naczyniach. Nadmiar tego pierwiastka w ich organizmie powodował chorobę zwaną argyrią (srebrzycą), która nadawała skórze niebieski odcień

Nocny marek

Słowo ”marek” pochodzi od dawnej nazwy pokutującej duszy. Prawdopodobnie nawiązuje też do wyrazu ”mara” oznaczającego nocną zmorę

Musztarda po obiedzie:

Pochodzenie tego wyrażenia ma wyjaśniać anegdota. Musztarda dotarła na ziemie polskie w czasie wojen napoleońskich, jednak początkowo nie wiedziano, jak należy spożywać tę przyprawę. Dlatego na wielu szlacheckich stołach musztarda pojawiała się na końcu, po daniu głównym, a biesiadnicy jedli ją łyżkami na deser. Według legendy, podczas jednego z takich przyjęć zauważył to Napoleon, który krzyknął z oburzeniem: ”Ależ to jest musztarda po obiedzie!”

Udawać greka:

Prawdopodobnie Grekiem z tego wyrażenia jest jeden z najbardziej znanych starożytnych filozofów – Sokrates, który zaczepiał ludzi, zadając im pytania, a sam udawał, że nie zna na nie odpowiedzi. Sokratesowi przypisuje się też powiedzenie ”Wiem, że nic nie wiem”

Konia z rzędem

Dawniej koń i cały jego przystrój, czyli rząd (rzęd), były bardzo kosztowne. Rząd składał się z siodła, uzdy, podogonia, a także wielu innych elementów potrzebnych do ujeżdżania konia, często ozdobnych. Jeśli więc ktoś dostał ”konia z rzędem”, otrzymał bardzo drogi podarunek

Wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle:

Wyrażenie nawiązuje do historii, która przydarzyła się XIX-wiecznemu szlachcicowi Cyprianowi Zabłockiemu. Przedsiębiorczy Zabłocki chciał się szybko wzbogacić i wpadł na pomysł produkcji mydła, które stawało się wówczas coraz popularniejsze. Wytwórnię otworzył w swoim majątku koło Sochaczewa, a gotowy towar miał spławiać Wisłą, aby następnie sprzedawać go na zachodzie Europy.

Szlachcic chciał jednak zaoszczędzić oszukując pruskich celników, co nie skończyło się dla niego najlepiej. Przed granicą z Prusami zanurzył ładunek w wodzie, aby barka wydawała się pusta. Niestety skrzynie z nie były szczelne i kiedy barka ciągnęła je za sobą, mydło rozpuściło się

Wieszać na nim psy:

Zwrot ten występuje w wielu europejskich językach i nawiązuje do średniowiecznego zwyczaju postępowania z niektórymi przestępcami skazanymi na karę śmierci. Aby ich poniżyć, czasem razem z nimi wieszano psy

Od Sasa do Lasa

Wyrażenie nawiązuje do konfliktu dotyczącego elekcji króla Polski w XVIII wieku. Szlachta podzieliła się na zwolenników dwóch kandydatów do tronu – Augusta II Mocnego (z dynastii saskiej) oraz Stanisława Leszczyńskiego. Wtedy właśnie powstało powiedzenie ”Jedni do Sasa, drudzy do Lasa”. Obaj władcy rządzili naprzemiennie: 1697-1704 August II Mocny, 1704-1709 Stanisław Leszczyński, 1709-1733 August II Mocny, 1733-1736 Stanisław Leszczyński

Pal sześć

Uważa się, że tak brzmiał rozkaz skierowany do kata, który miał torturować skazańca. Po otrzymaniu takiego polecenia, kat przypalał nieszczęśnika podaną liczbę razy. Zwykle nikt jednak nie dotrwał do szóstego przypalania, dlatego nie było już potrzeby zajmowania się skazańcem

Do siego roku:

Słowo ”siego” to pochodzący jeszcze z języka prasłowiańskiego zaimek, który oznaczał ”tego”. Powiedzenie to znaczy więc ”do tego roku”. Dawniej zwrotu ”do siego roku!” używano podczas Wigilii, życząc bliskim i sąsiadom, aby w dobrym zdrowiu dożyli kolejnego roku

 

Zbijać bąki:

Powiedzenie to dotyczy ptaka. Mięso bąków nie było szczególnie wartościowe, dlatego polowanie na te ptaki uważano za czynność bezcelową i pozbawioną sensu. ”Zbijanie bąków” było więc stratą czasu

Nadaje się do Lamusa

Słowo ”lamus” pojawiło się w średniowieczu i początkowo oznaczało budynek gospodarczy w dworze, w którym przechowywano cenne przedmioty, jak np. zbroję. Później lamusy powstawały również w gospodarstwach chłopskich. Składowano w nich m.in. żywność i narzędzia. Z czasem słowem tym zaczęto określać pomieszczenie na stare, niepotrzebne rzeczy, czyli po prostu rupieciarnię

Być  nie w sosie

 

Zwrot ten nawiązuje do wierzeń związanych z ludzkim ciałem. Dawniej uważano, że w organizmie człowieka znajdują się cztery płyny, które wpływają na nastrój i temperament. Były to: krew, żółć, flegma i czarna żółć. Płyny te nazywano ”humorami”.

Śluz lub płyn natomiast bardzo przypomina sos, a wiara we wpływ humorów (płynów) na samopoczucie była tak silna, że zaczęto używać takich zwrotów, jak np. ”być w dobrym/złym sosie”. Stąd ma pochodzić używane przez nas wyrażenie ”być nie w sosie”

 

Tu leży pies pogrzebany

Powiedzenie to zapożyczone zostało z języka niemieckiego i wiąże się z historią, która wydarzyła się w XVII-wiecznej Turyngii. W niebezpiecznych czasach, podczas wojny trzydziestoletniej, pewien Niemiec pragnął przekazać list swojej ukochanej, która mieszkała w odległej miejscowości. Rolę kuriera postanowił powierzyć swojemu psu o imieniu Stuczel. Pies z powodzeniem wykonał zadanie, a nawet przyniósł swojemu panu odpowiedź od adresatki. Później Stuczel miał wielokrotnie przenosić korespondencję między kochankami, a kiedy zdechł, za wierną służbę wyprawiono mu uroczysty pogrzeb. Na jego nagrobku wyryto sentencję z fragmentem ”da liegt der Hund begraben” (”tu leży pies pogrzebany”), który zaczął funkcjonować w języku niemieckim

Nudzić się jak mops.

 

Mopsy, które przybyły do Europy z Chin, były kiedyś ulubionymi pupilami arystokracji. Przebywały głównie w salonach, przez co powstało przypuszczenie, że prawdopodobnie nudzą się z powodu braku ruchu. Prawdopodobnie ma tu też znaczenie charakterystyczny, nieco melancholijny wyraz pyszczka mopsów

Może nie wszystkich zanudziłam?

Życzę wszystkim miłego poniedziałku i miłego tygodnia.
Będzie różnie, gdzie niegdzie będzie słonko, gdzie niegdzie śnieg, pewnie specjalnie takie prognozy głoszą, bo już sami do końca nie wierzą w swoje przepowieści.

 

 

 

 

 

Wyrażenie nawiązuje do konfliktu dotyczącego elekcji króla Polski w XVIII wieku. Szlachta podzieliła się na zwolenników dwóch kandydatów do tronu ? Augusta II Mocnego (z dynastii saskiej) oraz Stanisława Leszczyńskiego. Wtedy właście powstało powiedzienie ?Jedni do Sasa, drudzy do Lasa?. Obaj władcy rządzili naprzemiennie:
1697-1704 August II Mocny, 1704-1709 Stanisław Leszczyński, 1709-1733 August II Mocny, 1733-1736 Stanisław Leszczyński







 



   

 

   

śnieżno – nieśnieżna niedziela

 

Obudziłam się  nad ranem, patrzę przez okno, a tu śnieżna zawierucha jak patrzy.
Ale potem jakoś. ta zawieja się zatrzymała i teraz śnieg leży tylko na plantach i na niektórych dachach, bo słoneczko trochę śnieżek przepędza.
Nie oglądałam wczoraj tej konwencji Pisowskiej w całości, tylko tyle ile pokazywali potem we wiadomościach. Trzeba przyznać była z rozmachem ( nie darmo na nią tyle kredytów z banku dostali), iście w amerykańskim klimacie, baloniki, konfetti i sporo lania wody w tym, co w swoim wystąpieniu wylał kandydat na prezydenta, pan Duda. Gdyby naprawdę chciał wypełnić to, co obiecywał, musiałby nie jeden  jeszcze taki kredens z banków otrzymać.
Ale cóż, ludzie na blichtr się nabierają. A nie ważne to, co się świeci, ważne to, co jest w środku.
Zobaczymy te wszystkie obietnice w praniu, a może jednak nie zobaczymy?
Niedziela schodzi mi całkiem leniwie, co widać po godzinie wpisu do mojego blogu.
Ale zawsze lepiej, niż wcale.
Zresztą taki właśnie oglądałam film z Nicholsonem  w roli głównej – „Lepiej później niż później”. Doskonały film, polecam. Podkreśla dylematy mężczyzn w latach, gdy przekroczyli już wiek swojej wspaniałości, właściwie na niczym, co właśnie teraz w wieku ponad 60 lat sobie uzmysłowili, jak bezproduktywnie, bez żadnej idei ich życie uciekało.
Ale lepiej późno niż wcale można jeszcze naprawić swoje życie i w nim się odnaleźć.
Oglądałam też wspaniały film” Pora umierać”, w roli głównej grała Danuta Szaflarska. Jest to studium życia starej kobiety, która stojąc nad grobem snuje rozmyślania o swoim życiu , nad tym co już przeszło i co ewentualnie jeszcze może ją spotkać. Wie, że to co dzieje się teraz jest już tylko szczegółem jej życia, epizodem, z którym musi i chce się pogodzić, bo i tak nie ma wpływu nad szybko uciekającym czasem.
Trochę się martwię, bo już od kilku dni nie ma ani na Face, ani na blogu wpisu Dawidka, który pojechał na  na turnus rehabilitacyjny i niestety się rozchorował. Mam nadzieje, że to nic poważnego i że zdąży jeszcze kilka zabiegów pobrać.
Życzę przyjemnego niedzielnego popołudnia