Wczoraj powróciła do mojego domu normalność.
Po pierwsze, jak trudno nie zauważyć na zdjęciu, mam nową lampę, którą wczoraj przyniósł i zamontował mi Maciek, a dzielnie jako elektryk – czeladnik Daria pomagała. Fajnie było, rozjaśniało wydatnie w moim pokoju i mam nadzieję, że teraz już bez żadnych obaw, że będzie „paf” gdy będę zapalała swoją lampę.
Piękny, sześcioramienny żyrandol, bez żadnych kloszy daje jasne, gorące światło.
No i oczywiście w domu od nowa szum i gwar, to oznacza jedno, rodzinka powróciła z ferii zimowych.
A gdy wieczorkiem dziewczynki pokłóciły się o coś w kuchni, co odznaczało się ich podniesionymi głosami, powiedziałam do nich : to jest właśnie to czego mi przez dwa tygodnie brakowało 🙂
Pepa radośnie mnie przywitała, ale swoim zwyczajem najpierw sprawdziła pod stolikiem, czy nie znajdzie się dla niej jakiś okruszek, dopiero potem zakręciła kilka razy swoim małym kuperkiem, jakby powiedzieć chciała: tak, ja też się cieszę, że ty jesteś. Oczywiście jej powrót uczciłyśmy zjedzeniem mandarynki, która Pepie bardzo nawet smakowała.
Nawet paczka papierosów, która leżała w łazience na pralce (czasami podpalam niestety Vogue) dziwnie się z papierosów skurczyła.
Tak, jak już pisałam, normalność powróciła.
I może będzie mi trochę tej byłej ciszy w domu, która czasami aż dzwoniła w moich uszach, ale fajnie jest też, gdy życie powraca w swoje własne tryby, przynajmniej jest za czym potęsknić 🙂
Okropnie ponuro coś dzisiaj za oknem, szczególnie, że jest to niedziela. Może potem chociaż kilka promyczków zza chmurki wyjdzie?
Bo jutro to już inne promyczki, te rentgenowskie będą mi przyświecały.
Życzę spokojnej niedzieli, zwłaszcza tym moim powracającym z odpoczynku, bo do szarości dnia trudno od nowa się przyzwyczaić.
A od jutra znów skoro świt będzie słychać Pola, Zoja, Mia pobudka, do szkoły, do naukii……
Bo takie jest właśnie życie!
