Wczoraj zadzwonił do mnie również bardzo miły asystent pana dr. chirurga Marcina i powiadomił mnie, żebym się nie martwiła, to była tylko mała pomyłka, która już została wyjaśniona i w niedzielę, około południa mam się zgłosić na Oddział Wewnętrzny Kliniki Medycznej, gdzie zostanę przyjęta na badania, nawet pani ordynator tego oddziału została o tym powiadomiona, że będę u nich leżała.
Pewnie nie będę tam za długo, ale co najmniej 3 dni, bo tyle c o najmniej trzeba być w szpitalu, by Narodowy Fundusz zwrócił im za mnie pieniążki Trochę to dziwne, ale tak jest. Mam nadzieję, że nic złego u mnie nie znajdą i po tych kilku dniach mnie wypuszczą. I tak przez ten czas dam w kość wszystkim moim współmieszkańcom sali, w której będę leżała, bo przecież ja okrutnie chrapię. A teraz, gdy jeszcze mam przytkany nos katarem, będę jechała na dudach jak trza.
Nie, nie jest to żadna aluzja do kandydata na prezydenta Polski, tylko rzeczywiście zawsze to był mój, a właściwie nie tylko mój problem, gdy leżałam w szpitalu, czy podczas pobytu w sanatorium. Każda moja współlokatorka mnie kilka razy w nocy budziła i tak w sumie ani ona, ani ja nie mogłyśmy spać.
Dla mnie to nie spanie nie będzie niczym nowym, bo i tak się budzę kilka razy w nocy i szwendam się wtedy po chałupie, zastanawiam się tylko, co ja biedaczka będę robiła podczas bezsennej nocy w szpitalu, bo tam nie będę miała ani komputera, ani telewizora….. Ale już robiłam próbę generalną ze słuchawkami i radiem w moim telefonie, nie jest wcale tak bardzo źle, jakoś dam sobie radę, gorzej ze współlokatorkami, już mi ich jest żal 🙂
Powiedzcie mi, czy tylko ja mam szczęście do tak przemiłych chirurgów?
Począwszy od naszego chirurga od skolioz u dzieci, z którym współpracuję, przez chirurga w przychodni, który mnie leczył i robił blokady kolana i stawu barkowego i przez chirurga, który robił mi gastroskopię i kolonoskopię, aż po chirurgów, którzy pomagali, by mi ulżyć i przyjmować mnie będą do szpitala i będą mnie operować. Wszystko to takie naprawdę miłe i życzliwe osoby, a tak źle się o służbie zdrowia mówi…..
Czyli nadal mogę odliczać, oprócz dzisiejszego dnia pozostał mi tylko piątek i sobota, a w niedzielę już około południa stawiam się z moją” fioletową szpitalną wyprawką” na Klinice.
Teraz codziennie mierzę sobie cukier i żeby nie „podpaść” lekarzom trzymam anty – cukrowa dietę, co czasami mi się udaje, czasami mniej.
Tak wczoraj zapowiadali, że miał być to przepiękny i ciepły dzionek. Co prawda rano słonko ładne świeciło i owszem, ale już po godz 13 zrobiło się ponuro i było coraz chłodniej, tak więc wracając z pracy do domu pod wieczór nawet lekko zmarzłam. Możliwe, że i ten wciąż niedoleczony jeszcze katar mi przeszkadzał, ale może jeszcze nie czas na radykalne zrzucanie zimowej odzieży? A może to Starość….k….. starość, (czyli to co nazywam w skrócie SKS – sem), bo wracając autobusem prawie że zaczęłam się trząść z zimna, gdy zobaczyłam pewnego młodzieńca ubranego tylko w T-shirt z krótkim rękawem.
No tak młodych miłość i energia rozgrzewa, też taka kiedyś byłam, jeszcze trochę z tych czasów pamiętam…… ale kiedy to było…….
Dzisiaj też niby jest ciepło, teraz termometr wskazuje w Krakowie 14 stopnie, ale niestety jest teraz ponuro.
A wczoraj moje kolana bardzo obawiały się o dzisiejszą pogodę, ba, nawet sugerowały mi, że mogą być opady.Kto wie?
Ale na wszelki wypadek życzę słonecznego czwartku, czwartku? ale te dni szybko lecą
