tygodniowe rozliczenie

 

Dobrze, że dzisiaj już jest piątek,  tydzień minął mi pracowicie i poprawnie.
Tylko ten mój humorek ciągle jest w kratkę, a przecież powinnam się cieszyć, że co złe już za mną
Wczoraj usiadłam sobie po pracy na ławeczce na moich plantkach i napawałam się widokiem i zapachem bzu.
Najpiękniejszy był ten biały, chociaż szkoda, że to tylko niewielki krzaczek, który ginie w gąszczu innego dwukolorowego bzu, lekko i ciemno fioletowego.
Zapatrzyłam się w niego, szkoda, ze ten piękny krzew ma kwiaty tylko przez tak krótki okres. A jego silny zapach wręcz odurza człowieka i wzbudza w nim piękne wspomnienia z dawnych lat.

Nadchodzi weekend, bardzo bogaty w wydarzenia w naszej rodzinie. Dzisiaj Kamilka broni swojej pracy magisterskiej, więc jestem z nią myślami i duchem, dodając jej odwagi, chociaż z drugiej strony Kamila jest bardzo przebojową dziewczyną i na pewno świetnie da sobie radę z tym ostatnim już dla niej egzaminem na studiach. Wszystkie dotąd egzaminy zaliczała z bardzo dobrym skutkiem, teraz też będzie nie inaczej. Ale niech przynajmniej wie, że Ciocia Ewa jest w tym momencie przy niej. Babcia Ania na pewno też z góry „pomaga” swojej ukochanej pierwszej wnuczce i dumna patrzy na nią, na jak wspaniałą dziewczynę wyrosła.
W niedzielę mamy w bardzo bliskiej, bo w „domowej” części rodziny I – szą Komunię św Mii.
Uroczystość odbędzie się w Kolegiacie św. Anny ( jest to nasza parafia), a potem wszyscy udadzą się na przyjęcie do Sheratona. Wszyscy, oprócz oczywiście mnie, bo nie jestem na tyle jeszcze silna, by oprzeć się pokusom podawanych smakowitości, zresztą nawet nie wiem, czy cokolwiek z tych serwowanych dań mój żołądek mógłby wytrzymać, więc lepiej dla mnie i dla mojego brzuszka, abym pozostała w domu.
Muszę wprawdzie  pomału rozszerzać moje menu, ale jeszcze wyjście do restauracji jest dla mnie nie wskazane.

Wczoraj za eksperymentowałam :  mikserem zrobiłam sobie koktajl z kilku truskawek, pół banana i z jogurtu naturalnego, oczywiście bez grama cukru,
Szklanka takiego jogurtu wystarczyła mi jako cała kolacja, reszta koktajlu pozostała mi na dzisiaj na śniadanie. Nawet nie przypuszczałam, że jest to tak bardzo syte danie. Rzeczywiście mój żołądek ma niewielką pojemność, skoro po tej porcji powiedział : dosyć!. Dawniej pewnie wypiłabym dwie takie szklanki, już nie mówiąc, że dojadałabym sobie jeszcze kromką, lub dwiema chleba.
No, ale w końcu po to ta operacja była zrobiona.

Następny tydzień będzie poświęcony myślami o  Ulce, która również udaje się na operację, co prawda nie bariatryczną, ale … każda operacja to jednak trochę stresów do przeżycia, wiem coś o tym.
Ja już mam to za sobą, Ulka pewnie się denerwuje, bo trudno się tak do końca bez żadnych obaw zdecydować, ale wiem Ulu, że wszystko pójdzie u Ciebie, podobnie jak i u mnie jak to mówią z płatka i za dwa tygodnie obie będziemy już szczęśliwe.
A 15 maja będę z Tobą myślami przy stole operacyjnym i przy Twoim łóżku. Będę na pewno o Tobie pamiętała.
Zobaczysz, wszystko szybko minie jak zły sen

Dzisiaj dalszy ciąg zmagań maturalnych, oczywiście trzymam kciuki za wszystkich maturzystów,  szczególnie za tych moich. 🙂
Wstał piękny i słoneczny dzionek, a na wadze znów 1 kg mniej. Tylko jeden…….. 😦
Ale powolutku, aż do skutku

Udanego piątku