po niedzielnie

 

Wczorajszy dzień był dla mnie taki sobie – znów moje kiszeczki o sobie znać dały i troszkę mi podokuczały.
No to sobie pozostałam w domu i przynajmniej pooglądałam wszystkie zaległości.
W domu było cicho, bo wszyscy świętowali dzień Komunii św w Sheratonie, dopiero bardzo późnym popołudniem troszeczkę w naszym domu się ożywiło, przyszło kilka osób, zwłaszcza młodzież i było trochę para politycznych rozmów.
Wieczór wyborczy, przyznam bez bicia, bardzo mnie zasmucił, wiadomo, poszło nie po mojej myśli,  a dzisiaj rano okazało się jednak, ze wyniki realne raczej pokryły się się  tymi sondażowymi i jak na razie (podkreślam to  bardzo mocno, na razie) Andrzej Duda już się czuje prezydentem, ale….. przed nami jeszcze druga tura wyborów, wszystko powinno się zmienić. Chociaż trzeba powiedzieć, że Komorowski przegrał tą pierwszą część na swoje własne i na PO życzenie, jego kampania była nijaka, śpiąca i nieciekawa.
Może na koniec nieco prezydent się przebudził, ale też rewelacji żadnych nie było, raczej nie przedstawiał nowej wizji Polski, ale „najeżdżał” na przeciwnika, a nie o to przecież w kompani chodzi.
Chociaż popieram Komorowskiego w II giej turze całym sercem, może się zdarzyć, że obudzimy się za dwa tygodnie w IV RP BIS, tylko co wtedy???. Strach pomyśleć!!!!
Pewnie każdy, kto ma trochę rozsądku myśli podobnie i oby to się na wyniki za dwa tygodnie pozytywnie przełożyło.
Bo w końcu ilu możemy mieć w Polsce  naiwnych durniów???
A dzisiaj mamy poniedziałek. Po 2 dwóch spokojnych dniach znów zacznie się przedwyborcza paplanina i napływ wiadomości do naszych umysłów: ja zrobię, ja zmienię, ja, ja, ja.
Szkoda mi tej ciszy przedwyborczej, już za nią tęsknię!

Miłego tygodnia życzę, chociaż pogoda nam się nieco zbuntowała, oj kapryśna ta nasza wiosna, kapryśna.
No i życzę, by ten poniedziałek zleciał nam po japońsku, czyli jako tako 🙂