wielka szkoda

 

Niestety, zdążyłam już oglądnąć wszystkie odcinki „Pensjonatu pod Różą” i jest mi z tego powodu bardzo, bardzo smutno.
Nie wiem, czemu wcześniej tego serialu nie oglądałam, no może  kiedyś tam przypadkowo jeden, lub dwa odcinki, ale wynalazłam ten cały serial w Ipli i skutecznie oglądnęłam go od pierwszego, aż do ostatniego odcinka. I pokochałam wszystkich ich bohaterów, no może z wyjątkiem złośliwej i wrednej Alicji, pierwszej
narzeczonej Ksawerego.
Najlepsze damskie role to postacie trzech przyjaciółek: Iwy, Dusi i Maryli, których życie toczy się różnymi drogami, raz radośnie, raz ze łzami, ale wszystkie są na tyle silne, że z przeciwnościami dzielnie walczą.
Najbliższa mojemu sercu jest Maryla, którą odtwarza Marzena Trybała. Jest Krakowianką i kiedyś w latach dziecięcych i młodzieńczych bawiłyśmy się razem na plantkach, albowiem mieszkała w domu na przeciwko mojej kamienicy. Później los rzucił Marzenę do Poznania, a następnie do Warszawy. Dopóki żyli jej rodzice przyjeżdżała do nich do Krakowa w odwiedziny i czasem się spotykałyśmy gdzieś na ulicy, zatrzymywałyśmy się, by chwilę porozmawiać.
Niestety najpierw  zmarła jej mama, potem, po kilku latach jej ojciec i chyba od tego czasu Marzena w Krakowie się już chyba nie pokazuje, nasz kontakt też się urwał.
Wielka szkoda, bo to naprawdę jest bardzo miła i ciepła kobieta, taka właśnie, jak Maryla z Pensjonatu pod Różą. Ale los tak widzieć chciał………
Próbowałam ją jeszcze jakoś odnaleźć, chociażby na Face Booku, ale tam istnieje tylko jej oficjalna strona.
Może kiedyś jakiś przypadek znów nas ze sobą zetknie?
Na moje wyróżnienie zasłużyła jeszcze kucharka pensjonatu, Balbina, dobra, poczciwa kobieta, ze sercem na dłoni, która chce wszystkim pomagać dając z siebie wszystko co może. W ogóle wszystkie postacie, prócz wymienionej już Alicji, są wspaniałe, acz nie pozbawione większych, lub mniejszych wad.
A może kiedyś reżyser pokusi się, aby po 10 latach nagrać dalsze losy bohaterów tego serialu ?, bardzo bym chciała, bo to naprawdę bardzo ciepły i miły film, oglądać go można i z łezką i ze zdumieniem i z uśmiechem na twarzy.
A tak a propos mała ciekawostka :  film ten kręcony był w jednej z wilii umieszczonych w Konstancinie, na ul Piotra Skargi 18, która  kiedyś należała do żony Jana Wedla, który ten słynny słodyczy potentat  ofiarował tą willę swojej ukochanej  w prezencie.

Moja waga ani drgnie, od kilku dni „zacięła” się na jednej liczbie i nie ma zmiłuj się. Spokojnie, przeczekam, musi wszak kiedyś znów zacząć się obniżać.
Na razie jeszcze nie jestem całkiem aktywna fizycznie, ale już rozpoczęłam spacerki, na razie niewielkie, na tyle, ile sił do nich mi starcza.
Już nie szukam żadnych dietetyczek, najlepszą z dietetyczek jestem ja sama, jem regularnie i nie duże porcje, ale 4 razy dziennie i tak musi pozostać.
Czasami mój brzuszek jeszcze się denerwuje, ale niestety, jest zmuszony przy mnie wytrwać, zobaczymy kto będzie górą.
Ponieważ zbliża się już miesięcznica mojej operacji, będę kolejno rozszerzała moją dietę o nowe produkty, np o mięso, które do tej pory zjadałam tylko w znikomych zmiksowanych porcjach.
A tak w ogóle zastanawiam się, czy nie pisać książki kucharskiej dla osób po operacji bariatrycznej? Na pewno kilka osób mogłoby se wzorcować na moich przecież dietetycznych przepisach.
Eh, to jednak nie najlepszy pomysł, najpierw muszę uspokoić swój brzuch, który jest bardzo kapryśny, na przykład wcale nie lubi szpinaku, chociaż do niedawna mu wcale szpinak nie przeszkadzał.

Co do polityki to………………….

Życzę wszystkim miłego wtorku.