nieszczególny czwartek

Ten dzień nie jest dla mnie jakiś zachwycający. Wstałam jak zwykle przed godziną siódmą rano, ale….. wiedziałam, że muszę jeszcze się a chwilkę położyć. Akurat dzisiaj jest to możliwe, albowiem idę do pracy popołudniu. Zdrzemnąć za bardzo się nie dało, albowiem to telefony uparcie dzwoniły, to coś ktoś z domowników  chciał ode mnie , więc wstałam jeszcze bardziej zamulona niż rano. Nawet nie wiem, jakie ciśnienie jest za oknem, chyba niskie, bo głowę mam ciężką jak ołów i czuję się jak na wielkim kacu, a przecież po herbacie z cytryną i wodzie mineralnej takie zjawisk raczej nie występują. W nocy spałam też całkiem smacznie, chociaż dwukrotnie śniły mi się jakieś napady, raz ktoś chciał przejechać mnie motocyklem, ale udało mi się jakoś uciec, a za drugim razem jakiś złodziej zakradł się do mojego mieszkania, ale spłoszony uciekł na klatkę schodową. Okropny to był typ, cały zarośnięty, z grubą, pijacką mordą i z szyderczym uśmiechem na gębie. Zaczęłam wołać: ratunku, ludzie, pomocy i właśnie wtedy ten okrzyk mnie obudził, na szczęście zasnęłam z powrotem i już spokojnie spałam do rana.
Wczoraj przeglądałam swoje wpisy z połowy zeszłego roku – szukałam momentu, w którym zdecydowałam się na tą operację, Był to koniec października .
Muszę przyznać, że podobały mi się  moje wpisy, zupełnie inaczej się je czyta po pewnym czasie, z pewnym dystansem do tego, co wtedy się działo.
A dlaczego szukałam tych wpisów? Bo chcę dojść do tej dziewczyny, z którą kiedyś w przychodni rozmawiałam o operacji bariatrycznej i która gorąco mnie do tej operacji namawiałam. Chciałam jej podziękować i powiedzieć, że jednak mnie przekonała. Niestety, moje poszukiwania spełzły na niczym, może jednak w jakiś sposób wpadnę na jej trop?
Jak już pisałam idę dzisiaj na popołudniu, więc przygotowuję sobie jeszcze obiadek, który będę jadła około 13-stej i jabłuszko na podwieczorek.
Lecę do kuchni, by mi się marchewka nie przypaliła. Miłego dnia życzę

P.S. coś u nas grzmi, czyżby się miała rozszaleć burza?????