Kuchnia dietetyczna poleca

Dzisiaj na dietetyczny obiad został zaproszony V.I.P.
A co, niech zobaczy, że jeść dietetycznie, to też znaczy jeść smacznie.
Dzisiaj kuchnia poleca : pieczony w piecu pstrąg  bez tłuszczu,  ziemniak z wody (też dostanie tylko jednego, musi być przecież jakieś równouprawnienie), kalafior z wody i sałatka z pomidora bez skórki, a na podwieczorek gotowane jabłko.
Wcale nie musi wszystko ociekać tłuszczem, by było smaczne, prawda? Wystarczy dodać tylko trochę odpowiednich przypraw.
Sama jestem ciekawa, jak ten obiad mi się uda, przyznaję, że mam tremę, albowiem tak robionego bez tłuszczu pstrąga robię po raz pierwszy.
Za chwilę go sobie przygotuję i dam do lodówki, aby nieco się zmacerował, dopiero na pół godziny przed przyjściem gościa wsadzę go do piekarnika.
Półtuszkę pstrąga natrę w środku i na zewnątrz solą, do środka dodam plasterki cytryny, dodam po  2 gałązki pietruszki i czosnek,  potrawę posypię jeszcze ziołami prowansalskim,i wszystko szczelnie zapakuję w folię aluminiową i wsadzę do lodówki.
Piec będę w piekarniku w temperaturze 180 stopni około 15-20 minut, potem folię rozchylę i jeszcze będę piekła kilka minut tak, by powstała pyszna, chrupiąca skórka.
Taki przepis znalazłam na stronie internetowej, mam nadzieję, że jest dobry.

Wczoraj wprowadziłam w mój jadłospis nowość: mianowicie zjadłam na kolację pół kajzerki z plasterkiem szynki konserwowej. Dzisiaj rano sprawdziłam poziom cukru i było ok, miałam tylko 5.8, czyli norma.
Dzisiaj zrobiłam sobie podobne śniadanie, z tym, że tą drugą połowę wczorajszej  kajzerki „posmarowałam sobie” kawałkiem rozgniecionego banana. Nawet na diecie trzeba sobie jakoś urozmaicać to menu!!! Te złe czasy papek dawno już minęły.
A jeszcze nie tak dawno myślałam, że mój jadłospis już do końca życia tylko z papek będzie się składał!!!!

Wczoraj był bardzo przyjemny, słoneczny dzień, aczkolwiek temperatura  za nadto nas nie rozpieszczała, wiadomo, „zimna Zośka”
Ale i tak z przyjemnością spacerkiem poszłam sobie z pracy do autobusu, a nadmieniam, że jest to dosyć spory kawałek drogi.
No, może nie dla każdego, ale dla osób o tak chorych stopach, jak moje, to jest pewna odległość.
Niestety zmiany deformacyjne stóp coraz bardziej dają o sobie znać, mimo, że jednak są już o wiele mniej obciążone ciężarem.
Pamiętam, że gdy byłam nastolatką,  nakazali nosić mi wkładki ortopedyczne, zapobiegające deformacji stóp, do której już wtedy miałam tendencję.
Cóż, człowiek młody, to głupi, te wkładki tak mnie uwierały, że nie byłam w stanie je nosić, teraz mam tego rezultaty.
A co się z moim tatą o te wkładki „na kłóciłam” to moje, ale i tak na swoim postawiłam, mój tata był bezradny, nie potrafił mnie do noszenia wkładek zmusić.

Tak to jest: kto nie słucha ojca, matki, psiej skóry słucha.

No to kończę pisanie dzisiejszego blogu i pędzę do kuchni, przygotowywać pstrąga.
Miłej soboty życzę