Proszony obiad był wspaniały. Tak przynajmniej stwierdził V.I.P. no i skromnie ja też.
Nie, naprawdę mi się udał. I całe szczęście, że nie dałam plamy, bo wstyd byłby wielki.
Tym bardziej, że już bardzo dawno nie zapraszałam V.I.P-a na obiad u mnie, tak jakoś się składało.
To było bardzo przyjemne sobotnie popołudnie, nie tylko ze względu na pyszne jedzonko, ale przede wszystkim dostałam od V.I.P-a piękne kwiatki kalanchoe.
Zresztą sami oceńcie.
Teraz mam nakazane, żeby codziennie z moimi kwiatkami sobie porozmawiać, coby ładnie mi rosły.
Trochę oglądaliśmy telewizję, ale głównie rozmawialiśmy. Co prawda o polityce troszkę też, bo to teraz bardzo modny temat, ale krótko, bo okropnie mnie ostatnio polityka denerwuje (pewnie domyślacie się z jakich powodów), a ja nie mam wcale ochoty się denerwować, na co mi to?
Jest wiosna, pachnie maj, więc nerwy pozostawiam sobie na inne, mniej atrakcyjne miesiące.
Ale gość niestety sobie poszedł i zostałam sama (nie licząc psa) w pustym domu. Rodzinka pojechała na 2 dni do Berlina, a Pola, jak to młoda dziewczyna, korzystając „z wolności” gdzieś biegała ze swoją paczką, taka jest młodość, w domu nie usiedzą, chociaż to jeszcze tylko miesiąc nauki i czasami przysłowiowych fałdów trzeba przysiąść.
Ale mam nadzieję, że Pola da sobie radę i z dobrym świadectwem przejdzie do liceum.
Dlatego pewnie robią teraz te klasowe spotkania, bo po kilku wspólnej nauki ich drogi się teraz rozejdą, każdy pójdzie swoją nową drogą.
A dzisiaj wstała kolejna niedziela, cicha i spokojna.
Nad ranem, czyli gdzieś o 5.30 obudził mnie alarmujący (wielokrotnie) dzwonek do domofonu. Niechętnie wstałam, a tu okazało się, że jakieś młode. obce mi dziewczę chciało dostać się do jakiejś koleżanki, która rzekomo w naszej kamienicy mieszka. Boże, jaka była wściekła, szczególnie, że ta dziewczyna wręcz „wisiała” na moim domofonie i nie dało się spać. Opieprzyłam ją, że to nie jest pora na wizyty, a poza tym nie znam wcale takiej osoby, o której ona wspominała.
A ona na to, żebym otworzyła jej bramę, to przestanie do mnie dzwonić. Oj, tym razem bardzo się wkurzyłam, pozostawiłam ją pod bramą i poszłam spać dalej, nie obchodziło mnie wcale jak sobie dalej poradzi.
Za to wstałam dzisiaj całkiem „zamulona” i zła.
Pogoda też nieszczególna, więc to niezadowolenie kumuluje się w moim sercu, może potem będzie ciut lepiej? Słonko pomału wychodzi zza chmur i zastanawia się, czy zacząć świecić, czy iść nadal spać.
Życzę miłej niedzieli
