Po dzisiejszym, raczej bardzo upalnym dniu, już jutro ma nadejść lekkie ochłodzenie, ale gorsze jest to, że są przewidywane spore burze i to w dodatku z gradobiciem. Boję się piorunów, nawet, gdy jestem w domu, a co dopiero, gdyby miały mnie spotkać gdzieś „w trasie”. Nawet nie ma się gdzie schować, bo wszystkie kamienice mają teraz domofony i nikt pewnie by mnie nie wpuścił do bramy, takie jest życie.
Wczoraj próbowałam policzyć kalorie, które pochłonęłam w ciągu tego dnia i licząc nawet nieco na wyrost wyszło mi, że było ich niespełna 800, czyli chyba jednak troszeczkę za mało. Prowadząc w miarę ruchliwy (no bo intensywny byłoby może jeszcze nadużyciem) powinnam ich pochłaniać około 1000 – 1200 dziennie.
Nie wiem, jak mam to zrobić, bo przecież jadam 4, czasami 5 razy dziennie i to naprawdę w miarę intensywnie wprowadzam różne urozmaicenia, jem nabiał i mięso(wędlina) i owoce i jarzynki……
Przykładowy mój wczorajszy jadłospis był taki: śniadanie to 10 dkg serka twarogowego rozmieszanego z 2 łyżkami mleka, kubek herbaty z cytryną bez cukru, obiad to około 3 łyżki uduszonego przeze mnie gulaszu z piersi kurczaka, na 1 łyżce oliwy z oliwek z talarkami marchewki i do tego jeden niewielki ziemniak młody z wody, na podwieczorek zjadłam ugotowane jabłuszko, na kolację 1 kromkę chleba, posmarowanym odrobiną domowego sosu czosnkowego na jogurcie z 1 plasterkiem szynki konserwowej i kubek herbaty bez cukru z cytryną, a na nocny posiłek zjadłam jednego banana.
To było wszystko. No i nie czułam raczej głodu. Ale trzeba pamiętać, ze należy pić dziennie około 1.5-2 litrów płynów, oczywiście nie słodkich, woda mineralna, ewentualnie herbata bez cukru.
No i nikt mi nie zarzuci chyba, że dieta jest pozbawiona odpowiednich, potrzebnych do życia składników.
Może i przynudzam trochę, ale jest też to pewna wskazówka dla tych, którzy chcą kilka kilogramów zrzucić. Fakt, mi jest łatwiej, bo mam malutki żołądek i szybciej czuję sytość. Ale dla tych o „normalnym żołądku” porcje mogą być nieco większe, ale bez przesady, wystarczy tylko przyzwyczaić swój żołądek do innego odżywiania i wypracować sobie swoją własną metodę racjonalnej diety.
Sama znam kilka osób, czytających ten blog, którym by się moje porady przydały.
A kto nie ma silnej woli (ja przyznaję jej prawie nie miałam), niech idzie na operację bariatryczną, to naprawdę nic strasznego, a jaką potem radość i satysfakcję się osiąga!!! I lepiej nie czekać do 65 – tego roku życia, im wcześniej się ją przeprowadzi, tym lepiej.
Myślami jestem w poznańskim szpitalu, gdzie Ula, już po wczorajszej operacji pomału dochodzi do zdrowia. Czekam na jakieś wiadomości od niej, ale wiem, że wszystko poszło na pewno wspaniale. A jutro jest środa bez Uli w blogu 😦 Poczekam sobie cierpliwie.
Poza tym nic specjalnego w moim życiu się nie dzieje. Po prosty sobie pomału chudnę 🙂 Coraz więcej moich ciuchów jest już praktycznie nie do ubrania, „wyją”
Zaraz idę do pracy, ciekawa jestem, czy tez zapowiadany upał rzeczywiście dzisiaj da nam w kość.
Miłego wtorku

