po debacie

 

Wczoraj była ostatnia debata prezydencka Można się kłócić, kto wygrał, kto przegrał, a może,  że był remis…….
Wszystko wyjaśni się w niedzielę.
Tak się zastanawiam, może i lepiej, żeby wygrał Duda, bo wtedy nareszcie ludzie się przekonają, że PIS to jedno wielkie oszustwo.
Że oficjalnym prezydentem będzie Duda, ale jego urząd będzie sprawował Jarosław Kaczyński. A gdy jeszcze uda się w jesieni Kaczyńskiemu (nie daj Panie Boże) zostać premierem, dopiero będzie Hulaj dusza, piekła nie ma. Będzie sprawował dwie decydujące role w Polsce i nikt mu nie podskoczy.
Będzie robił dokładnie to, co będzie chciał, tylko dzięki głosom wyborczym nie odpowiedzialnych osób, oddających mu beztrosko losy Polski.
Już żal mi wszystkich działaczy PO, którzy na następne 5 lat do więzień zostaną zamknięci, podobny los czeka tych, którzy nie są za Pisem, bo według nich, kto nie jest za nami to jest wróg.
Co to dla Kaczyńskiego, już to przecież w latach  2005-2007 praktykował, kto mu się nie podobał lądował w areszcie wydobywczym. Szkoda, że pamięć ludzka niektórych osób jest taka słaba. Powinni zrobić powtórkę z historii i w annałach poczytać sobie o losach Polski w tamtych czasach. I to nie jest wcale „mówienie radiem, czy telewizją”, jak mi niektórzy na Face Booku zarzucali. To po prostu się działo!!!!!
Tylko trzeba wtedy na następne 5 lat zacisnąć zęby i to mocno, aby przygotowywany dla Polaków Sajgon jakoś przetrwać, a Pis pójdzie w reszcie w polityczny niebyt.
Może to jest jakieś wyjście dla przyszłości nieco odległej?
Bo teraz wyobraźcie sobie, że wygrywa prezydent Komorowski i co wtedy? Znów zacznie się szaleństwo niby oszukanych wyborów, na pewno przez PIS silnie wtedy wzmożone.
Pewnie, że całym sercem jestem za obecnym naszym prezydentem i na niego oczywiście zagłosuję.
Nie, nie, nie, zdecydowanie nie , niech wygra jednak prezydent Komorowski.
Polskę nie stać na następne eksperymenty.

Brzydką porę teraz mamy. W tropiku nazywana byłaby porą dżdżu. A u nas po prostu mżawką, przechodzącą w deszcz.
Biedne te moje kostki, szczególnie stóp, znów o sobie znać dają.
Najgorsze jest to, że taka pogoda ma utrzymać się przez kilka dni.
A może jakieś dobre wiatry przyślą nam trochę ocieplenia.
Podobno na północy Polski  dzisiaj pojawiło się słonko, może ktoś mi podeśle do Krakowa kilka promyczków??

Dzisiaj mamy piątek, a więc powinniśmy się cieszyć nadchodzącym wolnym czasem.
No i koniecznie w niedzielę proszę zagłosować, od nas zależy, jaka będzie nasza Polska, spokojna, czy pełna niepokojów.

Miłego dnia

powód do rado?ci

 

Hurra!!! Wczoraj zatelefonowa?a do mnie Ulka, ale wielk? rado??? mi sprawi?a.
W?a?ciwie to od samego rana czu?am, ?e do mnie zadzwoni, przecie? to by?a nasza ?roda.
Ula po operacji czuje sie ?wietnie, wszystko bardzo dobrze si? uda?o, teraz poddaje si? rehabilitacji, ale jeszcze nie wiadomo, kiedy do domu wróci.
A wi?c poczekam na ni? cierpliwie, dopóki nie dostan? tutaj na blogu Jej komentarza.
Jak na razie hoduj? ju? dla niej nast?pn? ró?yczk? na nast?pn? ?rod? 🙂

A dzisiaj obudzi? mnie deszczowy poranek. Ca?kiem niemi?a niespodzianka, brrr. Zimno i mokro, brrrrr

Dzisiaj ogl?damy w TVN lub TVN-24 ostatnie ju przedwyborcze spotkanie mi?dzy dwoma kandydatami na nowego prezydenta.
To mog? by? decyduj?ce s?owa, decyduj?ce minuty.
Czekam i popieram  oczywi?cie B.K.
Boj? si? Polski Dudy i powrót do IV RP.
Nie wierz? Dudzie, bo tyle naobiecywa?, ?e musia?by chyba nadmucha? pa?stwowy bud?et, aby spe?ni? wszystkie dane podczas swojej kampanii obietnice, ju? teraz wyliczone na 300 miliardów. Wszak nawet Salomon nie potrafi? z pró?nego w pró?ne nic przela?, a Duda potrafi??????
Fajnie si? obiecuje (Komorowski ostatnio zreszt? te? poszed? w ?lady Dudy i nagle te? troszk? naobiecywa?), gorzej swoje obietnice sp?aci?.
Ale co tam, w niedziel? wszystko si? wyja?ni i co sobie Polacy wybior?, to b?d? mieli.

?ycz? przyjemnego czwartku

róża oczekująca

Oczekująca? Tak, na Ulę, bo przecież dzisiaj jest środa.
Wiem, że jeszcze dzisiaj nie będzie tu Ulki, jeszcze jest w szpitalu, mam nadzieję, że bardzo nie cierpi po tej swojej operacji.
Ale jak tylko wróci do domu na pewno tu zaglądnie i te wszystkie róże do siebie pozbiera.
Ta jest szczególna, śliczna, tęczowa, niech sobie tutaj trochę na właścicielkę poczeka.
Nawet ma kilka kropelek rosy, które wyglądają jak łezki  tęsknoty w oczekiwaniu na właścicielkę.
Na pewno przyjdzie stosowna chwila, gdy Ulkę ucieszy.
Hallo Ulka!! jestem ciągle z myślami przy Tobie, pewnie to czujesz, ale już się za Tobą stęskniłam i chciałabym, byś jak najszybciej do nas wróciła.

Wczorajszy dzień nie był dla mnie tak miły, jak się tego spodziewałam. Co prawda słonko pięknie świeciło i grzało, ale tylko do wczesnych godzin popołudniowych.
Potem poczułam się jakaś senna, więc nieco się zdrzemnęłam, ale wstałam z jeszcze gorszym „dołem”, niż przed popołudniowym odpoczynkiem.
A może Magda ma rację, że bardzo się zmieniłam ( na niekorzyść), bo zbyt mocno zanurzyłam się w swoich problemach? Coś w tym prawdy jest, po prostu przebudowałam swoje życie i głównie zajęłam się swoją dietą, fakt, to teraz mój priorytet, ale wymuszony sytuacją, bo co teraz może być dla mnie ważniejsze, niż racjonalne odżywianie? Muszę jeść nie za wiele, ale też i dostarczać mojemu organizmowi należytą ilość energii, a także  i białka i węglowodanów i przede wszystkim witamin, które teraz są dla mnie najważniejsze. Bo i owszem, zażywam witaminy w tabletkach, ale to za mało, co naturalne, co naturalne.
Dlatego często jeszcze będę wspominała w moim blogu o moich poczynaniach dietetycznych, które są przecież skutkiem przebytej operacji.
Wczoraj do diety, w ramach eksperymentu, dołączyłam na przykład 2 łyżki gotowanej drobnej kaszy, ciekawa jestem skutku tej decyzji.
A radość życia? To zależy, jak kto na to patrzy, koleżanka z pracy, Jadzia, na przykład powiedziała mi, że zyskałam znowu tą wesołą  iskierkę w oczach, Magda twierdzi, że się zamykam w sobie…. i komu tu wierzyć?
A ja po prostu miewam i lepsze i gorsze dni, tak samo zresztą, jak bywało przed zabiegiem i jak pewno ma każdy z nas.
Czy konieczne jest bym cały czas szczerzyła zęby i udawała, że wszystko jest O.K. gdy na przykład boli mnie brzuch? A tak często teraz bywa, chociaż staram się z tym nie ujawniać. Ot, takie po prostu jest życie, raz pod górkę,  a raz z górki.

Wczoraj w nocy szalała nad Krakowem burza. Nie wiem, jak długo to trwało, bo wracała ona kilkakrotnie, ale jakoś udało mi się w końcu zasnąć.
Dzisiaj rano pokazało się na momencik słonko, ale niestety nie na długo, znów niebo jest zachmurzone. Czyżby nadal miało padać?
W każdym bądź razie przynajmniej raz prognostykom przewidywanie pogody się udało 🙂

Ale i tak wszystkim miłej środy życzę

prognozy

 

Po dzisiejszym, raczej bardzo upalnym dniu, już jutro ma nadejść lekkie ochłodzenie, ale gorsze jest to, że są przewidywane spore burze i to w dodatku z gradobiciem. Boję się piorunów, nawet, gdy jestem w domu, a co dopiero, gdyby miały mnie spotkać gdzieś „w trasie”. Nawet nie ma się gdzie schować, bo wszystkie kamienice mają teraz domofony i nikt pewnie by mnie nie wpuścił do bramy, takie jest życie.

Wczoraj próbowałam policzyć kalorie, które pochłonęłam w ciągu tego dnia i licząc nawet nieco na wyrost wyszło mi, że było ich niespełna 800, czyli chyba jednak  troszeczkę za mało. Prowadząc w miarę ruchliwy (no bo intensywny byłoby może jeszcze nadużyciem) powinnam ich pochłaniać około 1000 – 1200 dziennie.
Nie wiem, jak mam to zrobić, bo przecież jadam 4, czasami 5 razy dziennie i to naprawdę w miarę intensywnie wprowadzam różne urozmaicenia, jem nabiał i mięso(wędlina) i owoce i jarzynki……
Przykładowy mój wczorajszy jadłospis był taki: śniadanie to 10 dkg serka twarogowego rozmieszanego z 2 łyżkami mleka, kubek herbaty z cytryną bez cukru, obiad to około 3 łyżki  uduszonego przeze mnie gulaszu z piersi kurczaka, na 1 łyżce oliwy z oliwek z talarkami marchewki i do tego jeden niewielki ziemniak młody z wody, na podwieczorek zjadłam ugotowane jabłuszko, na kolację 1 kromkę chleba, posmarowanym odrobiną domowego sosu czosnkowego na jogurcie  z 1 plasterkiem szynki konserwowej i kubek herbaty bez cukru z cytryną, a na nocny posiłek zjadłam jednego banana.
To było wszystko. No i nie czułam raczej głodu. Ale trzeba pamiętać, ze należy pić dziennie około 1.5-2 litrów płynów, oczywiście nie słodkich, woda mineralna, ewentualnie herbata bez cukru.
No i nikt mi nie zarzuci chyba, że dieta jest pozbawiona odpowiednich, potrzebnych do życia składników.
Może i przynudzam trochę, ale jest też to pewna wskazówka dla tych, którzy chcą kilka kilogramów zrzucić. Fakt, mi jest łatwiej, bo mam malutki żołądek i szybciej czuję sytość. Ale dla tych o „normalnym żołądku” porcje mogą być nieco większe, ale bez przesady, wystarczy tylko przyzwyczaić swój żołądek do innego odżywiania i wypracować sobie swoją własną metodę racjonalnej diety.
Sama znam kilka osób, czytających ten blog, którym by się moje porady przydały.
A kto nie ma silnej woli (ja przyznaję jej prawie nie miałam), niech idzie na operację bariatryczną, to naprawdę nic strasznego, a jaką potem radość i satysfakcję się osiąga!!! I lepiej nie czekać do 65 – tego roku życia, im wcześniej się ją przeprowadzi, tym lepiej.

Myślami jestem w poznańskim szpitalu, gdzie Ula, już po wczorajszej operacji pomału dochodzi do zdrowia. Czekam na jakieś wiadomości od niej, ale wiem, że wszystko poszło na pewno wspaniale. A jutro jest środa bez Uli w blogu 😦  Poczekam sobie cierpliwie.

Poza tym nic specjalnego w moim życiu się nie dzieje.  Po prosty sobie pomału chudnę 🙂  Coraz więcej moich ciuchów jest już praktycznie nie do ubrania, „wyją”
Zaraz idę do pracy, ciekawa jestem, czy tez zapowiadany upał rzeczywiście dzisiaj da nam w kość.
Miłego wtorku

wspomnienia z minionej soboty

 

Proszony obiad był wspaniały. Tak przynajmniej stwierdził V.I.P. no i skromnie ja też.
Nie, naprawdę mi się udał. I całe szczęście, że nie dałam plamy, bo wstyd byłby wielki.
Tym bardziej, że już bardzo dawno nie zapraszałam V.I.P-a na obiad u mnie, tak jakoś się składało.
To było bardzo przyjemne sobotnie popołudnie, nie tylko ze względu na pyszne jedzonko, ale przede wszystkim dostałam od V.I.P-a piękne kwiatki  kalanchoe.
Zresztą sami oceńcie.
Teraz mam nakazane, żeby codziennie z moimi kwiatkami sobie porozmawiać, coby ładnie mi rosły.
Trochę oglądaliśmy telewizję, ale głównie rozmawialiśmy. Co prawda o polityce troszkę też, bo to teraz bardzo modny temat, ale krótko, bo okropnie mnie ostatnio polityka denerwuje (pewnie domyślacie się z jakich powodów), a ja nie mam wcale ochoty się denerwować, na co mi to?
Jest wiosna, pachnie maj, więc nerwy pozostawiam sobie na inne, mniej atrakcyjne miesiące.
Ale gość niestety sobie poszedł i zostałam sama (nie licząc psa) w pustym domu. Rodzinka pojechała na 2 dni do Berlina, a Pola, jak to młoda dziewczyna, korzystając „z wolności” gdzieś biegała ze swoją paczką, taka jest młodość, w domu nie usiedzą, chociaż to jeszcze tylko miesiąc nauki i czasami przysłowiowych fałdów trzeba przysiąść.
Ale mam nadzieję, że Pola da sobie radę i z dobrym świadectwem przejdzie do liceum.
Dlatego pewnie robią teraz te klasowe spotkania, bo po kilku wspólnej nauki ich drogi się teraz rozejdą, każdy pójdzie swoją nową drogą.

A dzisiaj wstała kolejna niedziela, cicha i spokojna.
Nad ranem, czyli gdzieś o 5.30 obudził mnie alarmujący (wielokrotnie) dzwonek do domofonu. Niechętnie wstałam, a tu okazało się, że jakieś młode. obce mi dziewczę chciało dostać się do jakiejś koleżanki, która rzekomo w naszej kamienicy mieszka. Boże, jaka była wściekła, szczególnie, że ta dziewczyna wręcz „wisiała” na moim domofonie i nie dało się spać. Opieprzyłam ją, że to nie jest pora na wizyty, a poza tym nie znam wcale takiej osoby, o której ona wspominała.
A ona na to, żebym otworzyła jej bramę, to przestanie do mnie dzwonić. Oj, tym razem bardzo się wkurzyłam, pozostawiłam ją pod bramą i poszłam spać dalej, nie obchodziło mnie wcale jak sobie dalej poradzi.
Za to wstałam dzisiaj całkiem „zamulona” i zła.
Pogoda też nieszczególna, więc to niezadowolenie kumuluje się w moim sercu, może potem będzie ciut lepiej? Słonko pomału wychodzi zza chmur i zastanawia się, czy zacząć świecić, czy iść nadal spać.
Życzę miłej niedzieli

Kuchnia dietetyczna poleca

Dzisiaj na dietetyczny obiad został zaproszony V.I.P.
A co, niech zobaczy, że jeść dietetycznie, to też znaczy jeść smacznie.
Dzisiaj kuchnia poleca : pieczony w piecu pstrąg  bez tłuszczu,  ziemniak z wody (też dostanie tylko jednego, musi być przecież jakieś równouprawnienie), kalafior z wody i sałatka z pomidora bez skórki, a na podwieczorek gotowane jabłko.
Wcale nie musi wszystko ociekać tłuszczem, by było smaczne, prawda? Wystarczy dodać tylko trochę odpowiednich przypraw.
Sama jestem ciekawa, jak ten obiad mi się uda, przyznaję, że mam tremę, albowiem tak robionego bez tłuszczu pstrąga robię po raz pierwszy.
Za chwilę go sobie przygotuję i dam do lodówki, aby nieco się zmacerował, dopiero na pół godziny przed przyjściem gościa wsadzę go do piekarnika.
Półtuszkę pstrąga natrę w środku i na zewnątrz solą, do środka dodam plasterki cytryny, dodam po  2 gałązki pietruszki i czosnek,  potrawę posypię jeszcze ziołami prowansalskim,i wszystko szczelnie zapakuję w folię aluminiową i wsadzę do lodówki.
Piec będę w piekarniku w temperaturze 180 stopni około 15-20 minut, potem folię rozchylę i jeszcze będę piekła kilka minut tak, by powstała pyszna, chrupiąca skórka.
Taki przepis znalazłam na stronie internetowej, mam nadzieję, że jest dobry.

Wczoraj wprowadziłam w mój jadłospis nowość: mianowicie zjadłam na kolację pół kajzerki z plasterkiem szynki konserwowej. Dzisiaj rano sprawdziłam poziom cukru i było ok, miałam tylko 5.8, czyli norma.
Dzisiaj zrobiłam sobie podobne śniadanie, z tym, że tą drugą połowę wczorajszej  kajzerki „posmarowałam sobie” kawałkiem rozgniecionego banana. Nawet na diecie trzeba sobie jakoś urozmaicać to menu!!! Te złe czasy papek dawno już minęły.
A jeszcze nie tak dawno myślałam, że mój jadłospis już do końca życia tylko z papek będzie się składał!!!!

Wczoraj był bardzo przyjemny, słoneczny dzień, aczkolwiek temperatura  za nadto nas nie rozpieszczała, wiadomo, „zimna Zośka”
Ale i tak z przyjemnością spacerkiem poszłam sobie z pracy do autobusu, a nadmieniam, że jest to dosyć spory kawałek drogi.
No, może nie dla każdego, ale dla osób o tak chorych stopach, jak moje, to jest pewna odległość.
Niestety zmiany deformacyjne stóp coraz bardziej dają o sobie znać, mimo, że jednak są już o wiele mniej obciążone ciężarem.
Pamiętam, że gdy byłam nastolatką,  nakazali nosić mi wkładki ortopedyczne, zapobiegające deformacji stóp, do której już wtedy miałam tendencję.
Cóż, człowiek młody, to głupi, te wkładki tak mnie uwierały, że nie byłam w stanie je nosić, teraz mam tego rezultaty.
A co się z moim tatą o te wkładki „na kłóciłam” to moje, ale i tak na swoim postawiłam, mój tata był bezradny, nie potrafił mnie do noszenia wkładek zmusić.

Tak to jest: kto nie słucha ojca, matki, psiej skóry słucha.

No to kończę pisanie dzisiejszego blogu i pędzę do kuchni, przygotowywać pstrąga.
Miłej soboty życzę  

Dzień Imienin Zosi

Na pewno jakaś Zosia dzisiaj do mnie tutaj zaglądnie. Więc życzę wszystkim dzisiejszym Solenizantkom wiele zdrowia, pomyślności i wytrwania w drodze do spełniania swoich marzeń.

Mam nadzieję, że po wczorajszym całkiem zimnym dniu (wiadomo „zimni ogrodnicy”). tak zwana „Zimna Zośka” nie będzie tak całkowicie zimna i  da nam troszkę od chłodu odpocząć?
Okropnie wczoraj zmarzłam, siedziałam pod kocem i się trzęsłam z zimna. Fakt, po operacji na ogół mi jest zimno, czyżby w trakcie zabiegu wyciekła ze mnie cała energia cieplna?
A dwa dni temu słyszałam, jak spuszczali już wodę z kaloryferów, czyli na dogrzewanie mieszkania trzeba będzie poczekać dopiero do października.
A szkoda, wczoraj przydałoby się takie lekkie docieplenie mieszkania.
Dzisiaj od rana na szczęście świeci słonko, więc i na dworze i w mieszkaniu będzie trochę przyjemniej.

Polska całkowicie „odudziała”, obyśmy wszyscy po wyborach nie obudzili się z ręką w nocniku, bo jakoś nie wierzę w to, ze Dudzie uda się wyjść spod kurateli Kaczyńskiego, zbyt dużo mu zawdzięcza, a prezes nie znosi sprzeciwu.
Nie rozumiem tylko, czemu prezydent Komorowski, który miał całkiem  niedawno takie duże, ponad 60 procentowe  poparcie, tak nagle spikował w dół?
Dlaczego ci, którzy go popierali, teraz na niego wręcz plują, wyśmiewają, są wobec niego szyderczy. Przecież on nikomu krzywdy nie zrobił!
Ciekawe w czym tkwi fenomen Dudy? Li tylko w obietnicach, których większość i tak spełnić nie będzie mógł, bo nie leżą w jego kompetencji?

Dzisiaj mam miłe spotkanie z panem doktorem „od kręgosłupów” no i oczywiście będę dla niego robiła zdjęcia chorym dzieciom.
Cieszę się, bo dawno już pana doktora nie widziałam.
Życzę przyjemnego piątku, bo piątek to przecież weekendu początek. Przychodzi czas na odpoczynek po pracowitym tygodniu.

nieszczególny czwartek

Ten dzień nie jest dla mnie jakiś zachwycający. Wstałam jak zwykle przed godziną siódmą rano, ale….. wiedziałam, że muszę jeszcze się a chwilkę położyć. Akurat dzisiaj jest to możliwe, albowiem idę do pracy popołudniu. Zdrzemnąć za bardzo się nie dało, albowiem to telefony uparcie dzwoniły, to coś ktoś z domowników  chciał ode mnie , więc wstałam jeszcze bardziej zamulona niż rano. Nawet nie wiem, jakie ciśnienie jest za oknem, chyba niskie, bo głowę mam ciężką jak ołów i czuję się jak na wielkim kacu, a przecież po herbacie z cytryną i wodzie mineralnej takie zjawisk raczej nie występują. W nocy spałam też całkiem smacznie, chociaż dwukrotnie śniły mi się jakieś napady, raz ktoś chciał przejechać mnie motocyklem, ale udało mi się jakoś uciec, a za drugim razem jakiś złodziej zakradł się do mojego mieszkania, ale spłoszony uciekł na klatkę schodową. Okropny to był typ, cały zarośnięty, z grubą, pijacką mordą i z szyderczym uśmiechem na gębie. Zaczęłam wołać: ratunku, ludzie, pomocy i właśnie wtedy ten okrzyk mnie obudził, na szczęście zasnęłam z powrotem i już spokojnie spałam do rana.
Wczoraj przeglądałam swoje wpisy z połowy zeszłego roku – szukałam momentu, w którym zdecydowałam się na tą operację, Był to koniec października .
Muszę przyznać, że podobały mi się  moje wpisy, zupełnie inaczej się je czyta po pewnym czasie, z pewnym dystansem do tego, co wtedy się działo.
A dlaczego szukałam tych wpisów? Bo chcę dojść do tej dziewczyny, z którą kiedyś w przychodni rozmawiałam o operacji bariatrycznej i która gorąco mnie do tej operacji namawiałam. Chciałam jej podziękować i powiedzieć, że jednak mnie przekonała. Niestety, moje poszukiwania spełzły na niczym, może jednak w jakiś sposób wpadnę na jej trop?
Jak już pisałam idę dzisiaj na popołudniu, więc przygotowuję sobie jeszcze obiadek, który będę jadła około 13-stej i jabłuszko na podwieczorek.
Lecę do kuchni, by mi się marchewka nie przypaliła. Miłego dnia życzę

P.S. coś u nas grzmi, czyżby się miała rozszaleć burza?????

Dla Ciebie…….

No jakże być może inaczej Ulu, te dwie śliczne róże są dla Ciebie. Tak jak my uśmiechamy się do siebie, tak i one też się do siebie skłaniają i uśmiechają.
Takie dwie serdeczne, różane przyjaciółki.
Ulu, wiem, 15 maj już tuż, tuż, a Ty zamiast świętować z jakąś Zosią imieniny, idziesz do szpitala……… przykre to, ale wiem, że konieczne.
Będę od Twojego tam pójścia,  przez czas Twojej operacji, aż do Twojego meldunku, że jesteś już w domku po operacji razem z Tobą, co prawda nie ciałem (trochę za daleko), ale na pewno całym sercem i całą moją duszą, wszystkimi myślami i będę niecierpliwie czekała na wiadomości od Ciebie. Niestety gdzieś zagubiłam w telefonie Twój numer telefonu, chociaż kilkakrotnie do mnie zadzwoniłaś, miło mi będzie, gdy wyślesz mi swoją wizytówkę.
Nie martw się, wszystko będzie dobrze, bo w końcu po to tam idziesz, a Ty jesteś dzielna Dziewczyna i z wszelkimi przeciwnościami dasz sobie radę.
A gdy wrócisz już do domku, sprawdź następne moje środowe wpisy, tam zawsze będzie na Ciebie czekała różyczka, którą kiedyś zabierzesz do swojej kolekcji.
Głowa do góry: do odważnych świat należy, ja już coś na ten temat mam do powiedzenie!!!!!

Wczoraj zrobiłam sobie po raz pierwszy porządny obiad. No, może wyłączając szpinak z jajkiem, który dwa dni temu zjadłam na obiad.
Mianowicie „utuptałam sobie wczoraj niewielkiego młodego ziemniaczka, kilka plasterków gotowanej w wodzie marchewki, a z tatara zrobiłam sobie mięsną kulkę, gotowaną też w wodzie. Pierwotnie chciałam zjeść 2 takie  małe kulki, niestety, nie zmieściłyby się w moim małym żołądeczku.
Dawniej byłaby to mucha dla słonia, a wczoraj po tym obiadku czułam się syta jak po bardzo wytrawnej uczcie u imć pana Wierzynka.
Precz kleiki i Gerbery, trzeba zacząć jeść normalnie, bo z czegoś tą siłę czerpać przecież muszę!!!!! Najwyższa już pora!!!!

Wczoraj, wracając z pracy zobaczyłam młodą, niestety tłustą dziewczynę, sadełko wylewało się ze spodni i za bardzo krótkiej koszulki, jadła ze smakiem lody czekoladowe z orzechami. I tak w moich myślach  ze sarkazmem jej powiedziałam : żryj młoda te lody, żryj, już jesteś tłusta, a za kilka lat zmądrzejesz i wylądujesz na stole operacyjnym, poddając się zabiegowi bariatrycznemu, Też byłam młoda, też bezmyślnie  wsuwałam i lody i boczusie i inne „pychotki” i co mi pozostało na bardzo już dojrzałe lata?. Same chorobowe kłopoty!!!
Jednego, czego może żałuję to tego, że nie poddałam się tej mojej operacji tak co najmniej 10-15 lat temu, niestety w Polsce nie były wtedy one  nikomu znane, ale na Zachodzie (szczególnie w USA) już były one wtedy  przeprowadzane. Co ciekawe, pomysł na odchudzanie tą metodą przyszedł lekarzom trochę przypadkowo, obserwując chorych, którym z powodu wrzodów lub raka żołądka usuwano część żołądka. No może choroba nowotworowa to jednak trochę co innego, bo przy niej najczęściej dochodzi do wyniszczenia, ale chorzy wrzodowcy po usunięciu kawałka żołądka osiągali sukcesy przy zwalczaniu wielu chorób metabolicznych.
Szczególnie osiągali bardzo dobre wyniki podczas walki z cukrzycą. To nasunęło pomysł, aby takie operacje wykorzystać właśnie w walce z otyłością, która jest przyczyną wszelakich zaburzeń metabolicznych.
Jak na razie  ja też już osiągnęłam spory sukces w opanowaniu cukrzycy, co prawda zażywam moje tabletki 3 razy dziennie, ale w zdecydowanie mniejszej ilości i teraz mój cukier oscyluje w granicach poziomu normy, a nie jak kiedyś, gdy wartości glukozy w mojej krwi przekraczały wielokrotnie ich dopuszczalną liczbę.
Na pewno na to ma wpływ nie tylko odpowiednia dieta, ale przede wszystkim  regularne przyjmowanie posiłków i pilnowanie przyjmowania lekarstwa.
No i nie podjadania między posiłkami, a przede wszystkim nie spożywania słodyczy. Co ciekawe, zmieniły i się nieco preferencje smakowe, smakuje mi i herbata i kawa z mlekiem bez cukru, słodycze jakoś specjalnie mnie nie ciągną, nawet bez cukru biały serek czy owoc wydaje mi się  słodki, a banan ma dla mnie smak tak słodki, jakbym zjadła pół tabliczki czekolady, dlatego staram się go jeść bardzo rzadko, najczęściej wymieszany z jogurtem albo białym serkiem.
W każdym bądź razie wcale za słodyczami nie tęsknię.
A dla tych, którzy chcą troszeczkę o siebie zadbać polecam cudowny eliksir:

• Duży  pęczek natki pietruszki
• 1 cytryna
• 1 mały ogórek (opcjonalnie)
• szklanka wody

 
Przygotowanie:

Drobno posiekać pietruszkę i opcjonalnie ogórek w sezonie, ( można zetrzeć na tarce) , najlepiej jeśli użyjesz blendera. Dodać wyciśnięty sok z cytryny i szklankę wody. Dokładnie wymieszać

Sposób użycia:

Pij ten napój codziennie rano na czczo przez 5 dni, następnie zrób przerwę 10-dniową. Drink ten pomoże Ci spalić więcej kalorii, oczyścić organizm i dostarczyć wystarczają ilość witamin i minerałów. Poza tym pietruszka poprawia trawienie, usuwa nadmiar wody z organizmu, eliminuje obrzęki które sprawiają ze wyglądamy grubiej niż jesteśmy w rzeczywistości.

W ciągu 5 dni można stracić do 3-3,5 kg.

Oczywiście należy pamiętać aby przez ten tydzień trzymać się zdrowej diety (wyeliminować słodycze, cukier i produkty przetworzone) pić dużo wody i znaleźć czas na spacer.

Można dodatkowo wypić raz jeszcze taki drink w godzinach popołudniowych.

Efekty poczujesz natychmiast, zmniejszy się brzuszek i oponki, poczujesz się świeży i pełen energii.

Może nie aż tak bardzo odchudza, ale na pewno jest zdrowy, nie ma w nim bowiem nic takiego, co mogłoby nam zaszkodzić

Dzisiaj mamy w kalendarzu szczęśliwą trzynastkę. Jaka przyjemność dzisiaj mnie więc czeka???
W zeszłym miesiącu właśnie trzynastego szłam do szpitala na operację. Więc jutro obchodzić będę pierwszą pooperacyjną miesięcznicę.
A dzisiaj się cieszę,  że to już jest za mną, że mamy nowy dzień…… no, może nieco na razie ponury, ale mam nadzieję, że słonko dzisiaj nam  jednak pokaże swoje uśmiechnięte oblicze i w ogóle, że jest fajnie.

Życzę wszystkim przyjemnej środy

wielka szkoda

 

Niestety, zdążyłam już oglądnąć wszystkie odcinki „Pensjonatu pod Różą” i jest mi z tego powodu bardzo, bardzo smutno.
Nie wiem, czemu wcześniej tego serialu nie oglądałam, no może  kiedyś tam przypadkowo jeden, lub dwa odcinki, ale wynalazłam ten cały serial w Ipli i skutecznie oglądnęłam go od pierwszego, aż do ostatniego odcinka. I pokochałam wszystkich ich bohaterów, no może z wyjątkiem złośliwej i wrednej Alicji, pierwszej
narzeczonej Ksawerego.
Najlepsze damskie role to postacie trzech przyjaciółek: Iwy, Dusi i Maryli, których życie toczy się różnymi drogami, raz radośnie, raz ze łzami, ale wszystkie są na tyle silne, że z przeciwnościami dzielnie walczą.
Najbliższa mojemu sercu jest Maryla, którą odtwarza Marzena Trybała. Jest Krakowianką i kiedyś w latach dziecięcych i młodzieńczych bawiłyśmy się razem na plantkach, albowiem mieszkała w domu na przeciwko mojej kamienicy. Później los rzucił Marzenę do Poznania, a następnie do Warszawy. Dopóki żyli jej rodzice przyjeżdżała do nich do Krakowa w odwiedziny i czasem się spotykałyśmy gdzieś na ulicy, zatrzymywałyśmy się, by chwilę porozmawiać.
Niestety najpierw  zmarła jej mama, potem, po kilku latach jej ojciec i chyba od tego czasu Marzena w Krakowie się już chyba nie pokazuje, nasz kontakt też się urwał.
Wielka szkoda, bo to naprawdę jest bardzo miła i ciepła kobieta, taka właśnie, jak Maryla z Pensjonatu pod Różą. Ale los tak widzieć chciał………
Próbowałam ją jeszcze jakoś odnaleźć, chociażby na Face Booku, ale tam istnieje tylko jej oficjalna strona.
Może kiedyś jakiś przypadek znów nas ze sobą zetknie?
Na moje wyróżnienie zasłużyła jeszcze kucharka pensjonatu, Balbina, dobra, poczciwa kobieta, ze sercem na dłoni, która chce wszystkim pomagać dając z siebie wszystko co może. W ogóle wszystkie postacie, prócz wymienionej już Alicji, są wspaniałe, acz nie pozbawione większych, lub mniejszych wad.
A może kiedyś reżyser pokusi się, aby po 10 latach nagrać dalsze losy bohaterów tego serialu ?, bardzo bym chciała, bo to naprawdę bardzo ciepły i miły film, oglądać go można i z łezką i ze zdumieniem i z uśmiechem na twarzy.
A tak a propos mała ciekawostka :  film ten kręcony był w jednej z wilii umieszczonych w Konstancinie, na ul Piotra Skargi 18, która  kiedyś należała do żony Jana Wedla, który ten słynny słodyczy potentat  ofiarował tą willę swojej ukochanej  w prezencie.

Moja waga ani drgnie, od kilku dni „zacięła” się na jednej liczbie i nie ma zmiłuj się. Spokojnie, przeczekam, musi wszak kiedyś znów zacząć się obniżać.
Na razie jeszcze nie jestem całkiem aktywna fizycznie, ale już rozpoczęłam spacerki, na razie niewielkie, na tyle, ile sił do nich mi starcza.
Już nie szukam żadnych dietetyczek, najlepszą z dietetyczek jestem ja sama, jem regularnie i nie duże porcje, ale 4 razy dziennie i tak musi pozostać.
Czasami mój brzuszek jeszcze się denerwuje, ale niestety, jest zmuszony przy mnie wytrwać, zobaczymy kto będzie górą.
Ponieważ zbliża się już miesięcznica mojej operacji, będę kolejno rozszerzała moją dietę o nowe produkty, np o mięso, które do tej pory zjadałam tylko w znikomych zmiksowanych porcjach.
A tak w ogóle zastanawiam się, czy nie pisać książki kucharskiej dla osób po operacji bariatrycznej? Na pewno kilka osób mogłoby se wzorcować na moich przecież dietetycznych przepisach.
Eh, to jednak nie najlepszy pomysł, najpierw muszę uspokoić swój brzuch, który jest bardzo kapryśny, na przykład wcale nie lubi szpinaku, chociaż do niedawna mu wcale szpinak nie przeszkadzał.

Co do polityki to………………….

Życzę wszystkim miłego wtorku.