zawsze niech będzie słońce….

Uległam wczoraj słonecznej pokusie i…lekko zmarzłam, szczególnie, gdy już  późnym popołudniem wracałam z pracy do domu. Co prawda słońce jeszcze świeciło (teraz już coraz dłużej pokazuje się ono na niebie, o ile w ogóle się pokazuje)
W słonku było wspaniale, ciepło, ale niestety ten zimny wiaterek zdecydowanie przeszkadzał, zwłaszcza, gdy się wchodziło do cienia.
Ubrałam się wczoraj w lekką bluzeczkę i dżinsową kurtkę, a potem niestety kichałam.
A może to ja już jestem taki zmarzluch??
W każdym bądź razie nie ma co szaleć, chociaż pamiętam, gdy na majówkę kiedyś tam byłam w Muszynie , chodziłam w sukience z krótkim rękawem.
Dzisiaj widać, że słonka raczej nie będzie. Nie chcę złowrogo wróżyć, ale…… wczorajszy dzień i te dziwne „przepowiadające” bóle nóg……
Wróciłam wczoraj z pracy okropnie padnięta, nogi bolały, kostki  wszystkie bolały, nawet wczoraj całe popołudnie głowa mnie bolała, cóż było robić, zażyłam Nimesil i poszłam sobie podrzemać. Obudziłam się okoł0 1 w nocy, z trudem zebrałam swoje członki z tapczana, ale poszłam pod prysznic, który wyraźnie mnie ożywił, tak więc jeszcze ze dwie godziny pobuszowałam sobie po necie i znów poszłam spać.
Coś ostatnio za wiele śpię, muszę koniecznie zrobić sobie badania krwi, bo nie wiem, czy znów moje żelazo nie spada, chociaż według instrukcji ściśle go zażywam.
Muszę jeszcze dostać ten bolesny zastrzyk z witaminy B12 (właśnie mija miesiąc od poprzedniej iniekcji), ale poczekam na przyszły tydzień, gdy Tereska u nas będzie mała popołudniową zmianę, bo  zastrzyki przez nią robione, nawet te najbardziej bolesne, nigdy nie bolą 🙂
A tak to specjalnie nic ciekawego się nie dzieje, może tylko to, że idąc przez nasze małe planty można dostać zawrotu głowy od pachnącego bzu, ma cudownie odurzający zapach, od razu na sercu jakoś lżej się robi, tak prawdziwie wiosennie, tak romantycznie……….
Co ciekawe, ostatnio znów nikt nie trafił w Lotka szóstki, tak więc kumulacja osiągnęła rekordową sumę 40 milionów. No i powiedzcie sami, jak tu nie ulec hazardowej żyłce? Oczywiście, że idąc do pracy odwiedzę kolekturę i wyślę dwa kupony, jeden n chybił trafił ( ciekawe czy będzie chybił, czy trafił), a drugi na wymyślone prze zemnie numery. Tylko ostatnio te cyferki nijak nie chcą mi się przyśnić, może jednak za mocno śpię?
Ale spróbuję, dzisiaj na pewno już  co najmniej jedna szóstka, albo i ich więcej, padnie, może tym razem to będę i ja pod uwagę wzięta?
Ale byłoby fajnie, natychmiast do SPA bym pojechała, bo coś co chwila wpadają mi okropnie nęcące propozycje pobytu w SPA i to w różnych ciekawych miejscach Polski. Musiałabym jednak kogoś wziąć sobie do towarzystwa, by nie zanudzić się tam na śmierć, może W.I.P.A, może  Magdę, a może ich obydwu? Ale byśmy tam zaszaleli, codziennie sauna, basen, spacery, a wieczorem, przed snem, pyszny drink na oświetlonym blaskiem księżyca tarasie……
No i najważniejsze, nie trzeba byłoby się bać podróży samolotem w ciepłe kraje, bo w powietrzu robi się jednak coraz bardziej niebezpiecznie, coraz częściej o terroryzmie się słyszy.  A tu wsiadło by się w Pendolino i za kilka godzin już byłoby się nad polskim morzem i wdychało  by się zbawczy, swojski, bo polski  jod.
Ja to jednak jestem marzycielka, zawsze tak samo niepoprawna 🙂
Również i w Polsce zaczyna być niebezpiecznie, skoro pani premier wycofała ustawę o zwalczaniu przemocy. Teraz dla wszelkiego rodzaju bandytów, gangsterów będzie tylko raj. Ale cóż, mamy przecież „dobrą zmianę”, tak jak sobie tego suweren zażyczył w wyborach.
Ciekawe, kiedy ten suweren w końcu  też będzie miał dość tych rewelacyjnych odmian……

Poranna kawusia na przebudzenie już wypita, trzeba się za życie zabierać.
Życzę wszystkim bardzo miłego czwartku, a od jutra popołudnia znów mamy weekend. I to jest ta dobra wiadomość, szczególnie dla mnie, bo w sobotę spotykam się z Magdą Italiana, a to jeszcze tylko 2 dni – HURRA!!!!