Wstała piękna i słoneczna sobota. Słońce już od samego poranka rozjaśnia błękitne niebo, aż wesoło na duszy się robi.
Mnie jest tym bardziej wesoło, bo wreszcie po kilku miesiącach zobaczę moją Koleżankę Magdę Italiana.
Już jesteśmy po telefonicznym słowie, tylko teraz czekam, aż potwierdzi godzinę przybycia.
Odpowiednie przygotowania już od samego ranka uczyniłam, nie tylko duchowe, ale takie malutkie co nieco w kuchni upichciłam ( na razie to tajemnica, Magda czyta mój blog!!!) i teraz oczekuję Jej z niepokojem.
Właściwie to życie powinno się składać z samych takich pięknych sobót i niedziel, ale byłoby bosko.
Dzisiaj urodziny obchodzi moja Koleżanka z Facebooka Ewa.
Wiem, że tu czasami do mnie na blog zagląda, niech więc ten przecudny słonecznik dzisiaj do Niej się tu uśmiecha i Jej życzy : wszystkiego najlepszego EWA!!!!
Złożyłam Jej co prawda już życzenia na Facebooku, ale nadmiar dobrych życzeń nigdy nie zaszkodzi, niech wie, że o Niej dzisiaj szczególnie pamiętam!!!!
Wczoraj był troszkę „dziwny”, bo pieniężny piątek.
Zanim odebrałam w punkcie Lotto te swoje prawie 234 złote przyszedł listonosz z przekazem pieniężnym. Już od drzwi usłyszałam, jak mówi: dla pani Ewy mam pieniądze, tylko nie wiem, czy je udźwignie. Od razy zgadłam, że to pewno jakieś 2 złote i wcale się nie pomyliłam, taką właśnie kwotę 2 złote przesłał mi jako zwrot (nie wiem co prawda za co) Cyfrowy Polsat.
I znów mi wesoło na duszy się zrobiło, całe dwa złote, hurra!!!, ale się wzbogaciłam.
Z tej całej radości masy spływającej na mnie fortuny poszłam na obiadek do restauracji włoskiej koło mojej pracy i zjadłam pół porcji makaronu ze szpinakiem, z suszonymi pomidorami i kawałeczkami kurczaka, a wszystko to było zmieszane z pysznym sosem śmietankowym.
Zaszalałam więc wczoraj, jak już dawno nie szalałam i na deser wzięłam sobie pyszną kawę espresso z mlekiem.
Ledwo potem do domu się dowlekłam, szczególnie, że pogoda dla moich nóg nie była najlepsza. Dziwne, właśnie nogi dają mi znać o moim zmęczeniu, czasami maszeruję niby dziarskim krokiem, a czasami włóczę ledwo co te moje nóżęta przed sobą. Ale z tym już się pogodziłam, raz jest tak, raz siak, ale zawsze jakby co, to mam pod ręką Nimesil. Ale muszę uważać, bo w tym tygodniu już dwa razy go wypiłam, więcej nie powinnam.
Na pewno jednak na żadne spacery po Błoniach, jak mi Ktoś zasugerował, już się wczoraj nie nadawałam, moje nogi popołudniu całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa.
Wczoraj rano też w domu jeszcze piłam kawę, potem tę drugą w restauracji (oczywiście siedziałam nie w środku, a na zewnątrz, bo było niemiłosiernie gorąco) i tak mnie głowa pobolewała. Dzisiaj poranek też wcześnie rozpoczęłam, bo już o piątej rano i też bez kawusi oczywiście się nie obeszło, ale i tak mam głowę taką, jakby na niej co najmniej słoń siedział. A może to tylko ten słonik z porcelany??
W każdym bądź razie słonie szczęście przynoszą, zwłaszcza te z uniesioną do góry trąbą, więc takiego szczęśliwego i cudownego sobotniego odpoczynku wszystkim moim Blogowiczom życzę.

