A przed nami bardzo długi, tym razem już pięciodniowy tydzień pracy.
Trzeba jakoś po tym „lenistwie” się zmobilizować i za robotę się brać.
Wiosna chyba na nas się obraziła i wczoraj straszyła deszczem, dzisiaj chłodem i nieco szarą pogodą.
Ale mam nadzieję, że do popołudnia, czyli do czasu, gdy wyruszę do pracy nieco się rozsłoneczni., tym bardziej, że słonko od czasu do czasu wypuszcza nam po jednym swoim promyczku.
A co ciekawego wczoraj robiłam?
Właściwie to nic specjalnego, odpoczywałam, a popołudniu pojechałam oglądać swoje potencjalne nowe mieszkanko.
Nie jest złe, na wysokim parterze, do remontu, więc będzie można w łazience brodzik zamontować, duży pokój jest z pięknym widokiem na Park Krakowski, z drugiej strony mieszkania jest spora kuchnia z widokiem na zielone na podwórko, kuchnię tę łatwo przerobić jest na pokój dzienny z aneksem kuchennym, tak, jak teraz jest w modzie. Zawsze jest wszak jakiś „mankament” tu akurat nim jest ogrzewanie elektryczne (piece), czego się troszkę obawiam, raz, jeżeli chodzi o opłaty takiego ogrzewania (ale przecież przy centralnym ogrzewaniu płaci się cały rok, tu płaciłabym tylko w okresie grzewczym), no i druga sprawa, co będzie, gdy akurat prąd z jakiegoś tam powodu wyłączą? Będę wtedy marzła okrutnie. Mam temat do przemyślenia, ale można powiedzieć, że jak na razie jest to najlepsza oferta, którą dostałam i jestem prawie że gotowa ją przyjąć. Szczególnie, że miejsce jest w całkiem dogodnym punkcie Krakowa z łatwym i szybkim dojściem zarówno do autobusu, jak i do tramwaju.
Na razie sprawa jest w toku, czyli na etapie rozmów z właścicielką mieszkania, którą jest koleżanka Moniki, a która jest zainteresowana na wynajęcie tego mieszkania na bardzo długi czas, co jest akurat w moim przypadku wielkim plusem.
Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, mogłabym tam już nawet przeprowadzić się już w lipcu.
A jeszcze jeden plus to to, że mieszane nie jest umeblowane, więc mogłabym zabrać wszystkie swoje meble, które dotychczas używałam, czyli czułabym się w tym mieszkaniu trochę jak na Smoleńsk. To są bardzo stare i „zabytkowe” meble, do których nie ukrywam, jestem szalenie przyzwyczajona i nadal mogłabym je tam używać, jako, że pokój jest dosyć spory i miejsce na te najważniejsze meble, więc serwantkę z kanapką, serwantkę na szkło, stół, komodę, szafę no i mój tapczan się znajdzie. Musiałabym jeszcze tylko wyczyścić porządnie tapicerkę.
Jak widać, jak na razie jestem pozytywnie nastawiona do takiej zmiany, a cóż innego mogę zrobić?, przecież ten problem trzeba w końcu rozwiązać.
Rodzina Moniki jest „rozwojowa”, teraz każda dziewczyna chce mieć swój własny, niezależny pokój, zrobiło się więc nieco „ciasno” i ktoś musi ustąpić.
A może i dla mnie to i lepiej, bo na „stare” lata będę miała troszkę spokoju i ciszy. Kiedyś cisza mi przeszkadzała, teraz jest odwrotnie, często myślę o tym, żeby powrócić do spokojnego mieszkania i pobyć w nim troszkę sama z sobą. Kontakt ze światem będę miała, przecież mam telefon komórkowy, na miejski już raczej nie będę się pisała, po co, tylko ciągle dzwonią z jakimiś propozycjami reklamowymi, a kto będzie chciał ze mną porozmawiać komórkę zawsze mam czynną, no chyba, że akurat ją z jakichś tam powodów wyłączę. Za to mogę sobie sprawić czworonoga, zawsze będzie ktoś, kto mnie będzie witał, a i miejsca na spacery po parku jest wiele. Ale to już akurat jest mniej teraz ważne.
Tak więc tydzień rozpoczęłam od rozmyślań nad tym, co jest dla mnie akurat osiągalne, bo niestety o wygranej w Lotka muszę jak na razie zapomnieć.
Zresztą padła już główna wygrana, czyli szóstka, która uszczęśliwiła aż trzy osoby, każdy z nich dostanie po 19 milionów. Pewnie woleliby 60 milionów dostać, ale dobre i to, przecież inni, a wśród nich i ja, nic nie wygrali. Tym razem nie udało mi się trafić ani czwórki, ani trójki, może następnym razem?
No to tyle byłoby na poniedziałkowe rozważania w blogu.
Pozostaje tylko życzyć wszystkim miłego poniedziałku i wspaniałego, pełnego wrażeń całego tygodnia.
