Już któryś raz o tym piszę, że moje nogi są jednak nieomylne!
Wczoraj od samego rana stopy „dawały mi w kość” tak strasznie, że praktycznie nie mogłam chodzić. Piekły i bolały, czułam wszystkie drobne w nich kosteczki, jakby każda z nich osobno uderzała bólem w mój mózg, niczym małe młotki pneumatyczne. Właściwie już poprzedniej nocy stopy okropnie mnie paliły i narywały, ale wczoraj rano ból osiągnął już swoje apogeum. Dopiero Nimesil nieco uśmierzył ten ból i jako tako mogłam egzystować.
Kto nie zna takiej przypadłości, ten może nie rozumie, jak bardzo wtedy muszę się nacierpieć, a i przy okazji nadenerwować na swoje kalectwo, tę niemożność dobrego chodzenia, na to włóczenie stopami za sobą, na to potykanie się o najmniejszą przeszkodę.
Każdy ból jest ciężki do zniesienia, a gdy to dokuczają nogi, które z założenia mają człowieka „nosić”, a na które spada cały ciężar ciała, wydaje się, że cały świat oparty jest tylko na jednym wielkim cierpieniu i marzy się tylko, aby w jakikolwiek sposób ten ból uśmierzyć.
To nic, że ważę prawie o połowę mniej, ale pozbyłam się przecież tylko i wyłącznie trochę mojego ciała i mojego tłuszczu, ale zmian deformacyjnych niestety nie da się odwrócić, one już nastąpiły i co najgorsze ciągle się pogłębiają, chociaż teoretycznie i tak stopom powinno być nieco lżej, niż poprzednio przy dźwiganiu mojej osoby, ale jednak…… nigdy już doskonałe nie będą i z tym muszę się pogodzić.
Zapowiadali co prawda deszcz, ale jeszcze człowiek rozradowany ostatnimi słonecznymi dniami nie do końca chciał uwierzyć, że tak będzie brzydko.
A przecież wiadomo, że tak zwani zimni ogrodnicy czyli Pankracy, Serwacy i Bonifacy, a po nich zimna Zośka na ogół pogorszenie pogody przynosi.
Dobrze byłoby, żeby przynajmniej w niedzielę nie padał deszcz, bo jest to okres Komunii św i dzieciaczki znów nam przemarzną.
W tę niedzielę, czyli już jutro do I-szej Komunii św przystąpi Antoś, syn Agnieszki i zarazem chrzestny syn mojej Magdy.
Co prawda nie będę uczestniczyła w tej uroczystości, ale życzę, żeby wszystkim dzieciom, rodzicom i zaproszonym gościom w tym dniu pogoda nie doskwierała.
Wiem, że Magda na tę okazję przygotowała sobie całkiem nową sukienkę, nowe buty i trochę słoneczka w ten jakże uroczysty dzień jednak by jej się przydało.
Oczywiście już wspomniałam o dzieciach, które będą w odświętne białe szaty przybrane, przy takiej pogodzie łatwo się pobrudzić, a po tej niedzieli czeka je jeszcze tzw biały tydzień, czyli muszą być schludne przez najbliższe 5-6 dni, aby codziennie w tych odświętnych, białych ubrankach uczestniczyć w codziennych nabożeństwach i mszach św.
Wiem jak to wygląda w praktyce, bo wiele kiedyś dzieciaczków, a teraz już całkiem dojrzałej młodzieży z mojej rodziny w takich uroczystościach brały udział i pamiętam ile wysiłku kosztowało to ich mamy, aby utrzymać je w tej nieskazitelnej bieli przez te kilka dni.
Dzisiejszy poranek niestety też jest bardzo deszczowy, na słońce dzisiaj raczej nie ma co liczyć.
No nic, zaraz wezmę swój parasol i pójdę nadać Lotka, bo dzisiaj co prawda nieco skromna, ale zawsze jakaś tam kumulacja. Co to jest tylko te 5 małych milionów, prawda? Tylko w jaki sposób je „chapnąć”?????
Przez wczorajszy wpis poświęcony pani Marii nie wspomniałam, że doczekałam się wreszcie tych lancetów do mojego glukomierza.
Dostałam je w paczce, w ilości 200 sztuk, więc starczą mi na bardzo długi okres. Najważniejsze jest jednak to, że pasują do mojego nakłuwacza. Teraz znów będę mogła kłuć się kilka razy dziennie 🙂 Właśnie dzisiaj dokonałam jego inauguracji i….. niestety, chyba troszkę zbyt sobie ostatnio pofolgowałam, bo pomiar cukru nie był zbyt satysfakcjonujący, ale się poprawię, przyrzekam !!!!
A dlaczego aż w takiej ilości je zamówiłam? po prostu nie było mniejszych zestawów, a i tak za przesłanie większej, czy mniejszej paczuszki musiałabym zapłacić tyle samo.
Od wczoraj bawię się w węża, albowiem zaczęła działać moja maseczka do stóp i tracę na nich skórę obficie, niestety nie tę zrogowaciałą, chociaż i ona nieco mi się już łuszczy, ale całe płaty naskórka schodzą z całej powierzchni stopy, co wygląda koszmarnie. Teraz siedzę z kremem do stóp w ręku i obficie je nawilżam, co jednak wielkich skutków nie przynosi. Jednak ta maseczka do stóp nie jest żadną rewelacją, za to całe łóżko i całą podłogę obok łóżka mam usłaną w płatach mojej skóry. No więc nie skłamałam wcale, że niczym ten wąż linieję i zmieniam naskórek na całkiem nowy. Byleby tylko przełożyło się to na moje lepsze chodzenie!!!!
Poranna kawa była dzisiaj dla mnie wybawieniem, bo taka pogoda łóżkowo – barowa sama prowokuje do picia, a ponieważ mój brzusio zdecydowanie nie toleruje alkoholu, ( o tej porze dnia? zgroza!!), pozostaje jedynie kawowa kuracja, na szczęści przy kawie jakoś się on nie buntuje i łaskawie ją do siebie przyjmuje. Chociaż tyle mam z niego pożytku, ale przyznam, że ostatnio nieco więcej pokarmów zaczyna nawet lubić, byleby tylko nie były one smażone i nie były w dużych ilościach, bo to potem właśnie i na poziom cukru też niekorzystnie one wpływają, o innych złych skutkach już nie wspominając.
Cóż, pozostaje mi jeszcze tylko życzyć wszystkim spokojnej soboty, pewnie trochę sennej, trochę leniwej, ale od czasu do czasu i takie małe nic nie robienie dobrze na zdrowie psychiczne działa.
A ponieważ słońca na niebie jak nie było, tak nie ma, więc na koniec mojego wpisu tutaj go umieszczam, abyśmy tak całkowicie nie zapomnieli, jak ono wygląda.
Wszystkiego dobrego, niech Wam dzisiaj słonko i radość w duszy grają.

