jak w garncu

 

Wiem, że mówi się w marcu, jak w garncu, ale żeby też tak samo było w maju i to w dodatku w ciągu jednego dnia?
A wczoraj rano lało i lało i lało, potem trochę deszcz ustał, więc szybko wykorzystałam ten fakt i poszłam nadać Lotka, potem znów popadało, aż na końcu wypogodziło się na tyle, że słonko pięknie nam zaświeciło.
Niesamowite, aż takie zmiany nawet doby na to nie potrzebowały?
Dzisiaj jest pochmurno i chłodno, chociaż słonko nieśmiało wychodzi zza chmurki, może jednak, wbrew przewidywanej   prognozie pogody nieco się rozjaśni słonkiem nam niebo i nieco się powietrze ociepli?
No i znów wspomnę o tych cienkich, białych sukienkach komunijnych dziewczynek i o albach chłopców, będą się dzisiaj z zimna trzęśli, a może i nie?
Może będą tak bardzo przejęci tym dzisiejszym dniem, tymi wrażeniami, które na nich czekają w Kościele, tymi gośćmi i prezentami, które otrzymają, że to wszystko, plus oczywiście dziecięca energia będą ich rozpierało i odczuwać chłodu raczej nie będą…..
I tu nasuwa mi się na myśl taka rodzinna anegdotka, gdy przed wielu laty (a wydawało mi się, że tak niedawno) nasza Magda przystępowała do I-szej Komunii św. i w poprzedzający wieczór pełna emocji nie mogła zasnąć. Wtedy poradziłam jej tak po ludzku, licz barany, bo to podobno pomaga, w szybkim zasypianiu.
Nazajutrz, podczas mszy św, ksiądz miał do dzieci takie przesłanie dotyczące tego dnia i opowiadał o dziewczynce, która podobnie jak i nasza Magda nie mogła poprzedniej nocy zasnąć, a jej mamusia przytuliła ją mocno, powiedziała, że jutro czeka ją bardzo ważny dzień, bo spotka pana Jezusa, więc teraz powinna pomodlić się do niego i poprosić o dobry sen, by jutro była wypoczęta i radosna. W tym samym momencie, gdy ksiądz to powiedział, moja siostra, a mama Magdy, nachyliła się nade mną i do ucha wyszeptała mi  zjadliwie: słyszałaś?, a głupia Ciotka radziła: licz barany 🙂
Nie wiem, która metoda jest lepsza, może rzeczywiście dla dzieci najlepsza jest wtedy modlitwa, bo one są takie niewinne i silnie wierzące w słowa, które im do serc wlewają, potem różnie to z tą modlitwą bywa, chociaż przyznaję, że zawsze w bardzo trudnych momentach życia właśnie zwracam się do Boga i do Matki Bożej powierzając  w opiekę im swoją osobę. Czuję się wtedy bezpieczniejsza i bardziej pewna, że nic złego stać mi się nie może.
I o to właśnie w modlitwie chodzi, o to zaufanie i pewność tej pomocy.
Dzieci dzisiaj przeżywają bardzo mocno ten dzień, tyle się przecież będzie działo, będą w tym dniu też punktem zainteresowania całej rodziny, każdy przytuli, powie dobre słowo, nie będzie się na niego złościł i w dodatku jeszcze da prezent.
A potem przychodzi szare życie, wspomnienia odpływają, niestety często i prawdziwa wiara z nimi też. No chyba, że dziecko urodziło się w prawdziwie i głęboko wierzącej rodzinie, ale nawet wtedy, w miarę dorastania i w czasie poznawania różnych osób niekoniecznie ta wiara jest tak samo głęboka, jak kiedyś.
Życie i otoczenie weryfikuje nasze poglądy w każdej materii, w tej religijnej też.
A zresztą, gdyby tak się zastanowić nad sensem słowa wiara, to jednak każdy inaczej ją pojmuje. Jednym wystarczy iść co niedzielę do kościoła, inni modlą się tylko w domu, a czy można powiedzieć, że  mniejszym, lub większym stopniu wtedy wierzą?
Podejście do wiary jest bardzo indywidualne dla każdego człowieka. Zresztą sam Bóg kiedyś powiedział, że nie ten, co stale mówi Boże, Boże dostanie się do Królestwa Niebieskiego, liczy się to, jakim się jest człowiekiem dla siebie, dla innych, też i ważne jest, czy zasady jego życia nie przekraczają norm wyznaczonych w Dekalogu, bo z tego wszystkiego kiedyś będziemy rozliczani.
Kiedyś pani Maria Czubaszek powiedziała, że uważa, że po życiu już nic nie ma, wszystko się kończy. Nie neguję i nie ganię takiego jej podejścia do tego tematu, zresztą dopiero teraz ona to wie, jaka jest prawda, my jeszcze jej nie znamy. Tylko jaki sens wtedy miałoby nasze życie, gdybyśmy przestali wierzyć?
Wiara jest takim naszym napędem życiowym, po który sięgamy głównie wtedy, gdy wydaje nam się, że dłużej już nie damy rady żyć, ona na nowo wlewa nam wtedy nadzieję i siłę do dalszych działań.
I to tyle na ten temat mam do powiedzenia.

Wspomniałam wczoraj o losowaniu Lotka, oczywiście Lotek znów o mnie negatywnie  się wypowiedział, pewno na następną trójczynę poczekam za dwa lata, bo już i tak na więcej nie liczę!!! Pozostaje mi jeszcze dzisiejsze losowanie Extra Pensji, ale to by było za bardzo piękne, by ta bajka mi się spełniła, ja już w bajki o wygranej i o królewiczu na białym koniu po prostu nie wierzę.
Na razie cieszę się więc dzisiejszym, wolnym od pracy dniem, popijam pyszną kawkę, piszę mojego bloga, zaglądam na Facebooka i dobrze jest, jak jest.
Życzę wszystkim przyjemnej niedzieli, a dzieciaczkom, które dzisiaj przystępują do I-szej  Komunii św, w tym naszemu Antosiowi życzę dnia pełnego wrażeń, radości i miłości.