śpieszna kawusię wypiję, bo bez niej penie do pracy bym nie doszła i…znikam.
Czas pierwszej Komunii św, to czas konwalii. Kto z nas nie lubi tych pachnących, ślicznych kwiatów o jakże charakterystycznym i miłym dla naszego nosa zapachu? Ten cudny kwiat o pełnej nazwie Konwalia majowa jest byliną, jest tak samo urokliwy, jak i ma niestety właściwości trujące, dlatego nie zaleca się dzieciom robienia komunijnych wianków z konwalii, bowiem zawiera ona glikozydy nasercowe, które są w farmaceutyce wykorzystywane przy produkcji niektórych leków nasercowych, ale niestety mogą być też przyczyną zatrucia. Znane były przypadki, gdy niektóre ptaki domowe, a także nawet i psy po spożyciu tej rośliny niestety umierały. Ja nie straszę bynajmniej, ale zawsze wszelaki umiar jest jak najbardziej wskazany.
Zresztą istnieje taka zasada, że co jest śliczne, to z reguły jest toksyczne, niestety również dotyczy to i ludzi. Tak, tak, zauważcie, że te wszystkie młode i piękne ‚laski” na ogół mają tak poprzewracane w głowie, że dla otoczenia mogą być bardzo zjadliwe. Zwłaszcza jeżeli chodzi o konkurencję.
A jeżeli już ktoś za młodu jest jędzowaty, niestety pozostanie mu to na całe życie.
Czyli nie wszystko złoto, co się świeci, niestety pośród ludzi też. Ale takie jest życie, są ludzie o sercach kryształowych, którzy nigdy nikogo by nie skrzywdzili i są niestety i tacy, którzy tylko patrzą, jak innym szpilę w bok wbić. A o tym możemy codziennie się przekonywać, chociażby patrząc na naszych polityków ( i nie tylko), ale o polityce sza, jest, jaka jest, gorsza już być nie może.
Zrobiło się dzisiaj bardzo późno i już zaraz do pracy w tę zimnicę będę musiała wychodzić, stąd mój dzisiejszy wpis jest nieomalże wzmiankowy.
Już zwątpiłam, przyznam szczerze, że kiedykolwiek cieplej się zrobi. Wczoraj zmarzłam, mimo, że byłam ciepło ubrana, dzisiaj zapowiada się, ze tez będzie mi zimno, a przecież futra w maju nie obiorę, co to, to nie, jeszcze na łeb całkowicie nie upadłam. Pamiętam takie babcie właśnie we futra ubrane, nawet w lipcu, czy w sierpniu, koło mojego domu chodziły (mieszkały gdzieś nieopodal) i w dodatku targały ze sobą codziennie bardzo ciężkie, wypchane torby z ciuchami, czy nawet walizy, nie pamiętam dokładnie, pewnie się bały, że ktoś je okradnie, więc wolały nosić, sapiąc przy tym niemiłosiernie i co chwilę musiały stawać, aby odpocząć od tego ciężaru. Ale to były już stare, stetryczałe, niespełna rozumu babcie, ze mną tak źle jeszcze nie jest, więc na wszelki wypadek ani kożucha, ani futra dzisiaj nie ubiorę 🙂
No to jeszcze tylko pośpieszną kawusię wypiję, bo bez niej pewnie do pracy bym nie doszła i …znikam.
A jednak dobrego dnia życzę, kiedyś ciepło musi do nas nareszcie dotrzeć.