żal

Wczoraj idąc plantami zauważyłam, że  przekwitł już bez. Smutno mi się zrobiło, bo to taki pięknie pachnący krzew, ale jakże krótkotrwały niestety.
A ja do bzu mam bardzo wielki sentyment, zwłaszcza do tego białego, który przypomina mi najpiękniejszą gałązkę, którą dostałam  w życiu, właśnie na imieniny, właśnie w grudniu, właśnie od kolegi,  a miałam wtedy tylko 20 lat. Gdzie ta młodość uciekła? Przekwitła jak i ten biały bez przekwitł. Za rok bez znów się nam odnowi, znów będzie cieszył nasze oczy, wabił swoim zapachem, niestety młodość i tamte lata już się nie wrócą. Kasztany też już przekwitają, znak, że pora solidnie zabrać się do nauki, bo wakacje są już tuż, tuż. Wiosna w rozkwicie gubi swoje pierwsze atrybuty świeżości, teraz rozwinie się różnymi barwami innego kwiecia.
Przypomina mi się piękna piosenka z tamtych czasów, w wykonaniu Wojciecha Gąsowskiego i grupy Tajfuny,  do słów Antoniego Słonimskiego  ” Żal” :

Gdy Cię ujrzałem raz pierwszy, mokre pachniały kasztany, zbyt długo mi w oczy patrzyłaś, okropnie byłem zmieszany.
Pod mokre płaty gałęzi szedłem za Tobą krok w krok, serce me trzymał w uwięzi twój fiołkowy wzrok.
Dawno zużyte już słowa wróciły do mnie znów i zrozumiałem od nowa znaczenie prostych słów.
I tak się jakoś stało, że bez tak pachniał jak bez, i słowo pachnieć pachniało i łzy pełne były łez.
Tęsknota słowo zużyte, otwarło mi swoją dal, jak różne są rzeczy ukryte w króciutkim wyrazie żal.

Żal, że już to było, ale przecież wciąż  są w nas te najpiękniejsze wspomnienia, pierwsze miłosne uniesienia, pierwsze radości i pocałunki, wciąż przecież głęboko tkwią w naszych sercach, one nie znikną, będą z nami przez wszystkie nasze dni, będą się do nas uśmiechać i raz jeszcze radować, jak wtedy, gdy się w nas narodziły.

A dzisiaj znów mamy piątek piąteczek, piątunio, jak mawia nasz Jasiek.
Pogoda wstała prawdziwie weekendowa, słoneczna i radosna, na cale szczęście, bo już okropnie marzłam i na dworze, ale co gorsza i w domu, bo mamy już od wielu dni wyłączone kaloryfery, a ponieważ są to stare mury, natychmiast się ochładzają i robi ię niemiłosiernie zimno. Tak zimno, że nawet na koszulę nocną zakładam sweter i dopiero przykrywam się kołdrą, inaczej bym nie zasnęła.
Wczoraj słyszałam w autobusie, jak jakaś pani telefonicznie skarżyła się komuś, że też ma wyłączone ogrzewanie i też bardzo marznie. Od razu pomyślałam sobie: skąd ja to znam. Takie podmarzanie nie jest wcale dobre, bo ja jednak jetem ciepłolubną osobą i teraz codziennie rano budzę się z zapchanym nosem, chociaż wcale ne mam żadnego uczulenia na pyłki, już nie mówiąc, że w nocy muszę co najmniej dwa razy wstawać do toalety, chociaż specjalnie przez wieczór dużo nie piję. Takie wstawanie w nocy jest męczące, bo u nas robiąc „kilometry” do tej łazienki jednak się rozbudzam i potem ciężko mi się z powrotem zasypia.
Na przykład tej nocy, po przebudzeniu oglądnęłam 2 seriale, dopiero przy trzecim udało mi się zasnąć. Jednak  „Rodzina Zastępcza” świetnie zastępuje mi środki nasenne, śpię przy niej jak suseł.
A  najlepiej  śpi się wtedy, gdy nadchodzi pora wstawania, jak ja tego nie lubię, ale kto z nas nie zna tego porannego zaklęcia „jeszcze pięć minut’?

Miłego piątku Kochani, niech Wam się wiedzie jakoś cieplutko przez ten weekend