Plany na dzisiaj

Dzisiaj mam zaplanowane spotkanie z Magdą Italiana i Jej właśnie ten piękny koszyczek tutaj dedykuję.
Niestety jest to nasze ostatnie spotkanie przed jej niedzielnym powrotem do Włoch, smutno mi z tego powodu, bo zobaczymy się dopiero jesienią, ale ten czas i tak na pewno nam szybciutko upłynie i już będę oczywiście witała Ją na mim nowym mieszkanku, no taką mam przynajmniej nadzieję,bo ju zaczyna się tam za parę dni remont, który może trochę potrwać co prawda, ale nie aż do jesieni. Gdy Magda przyjedzie następnym razem będę już dobrze zagospodarowana na moim nowym miejscu mojego pobytu.
Ale co tam będę myślała już o jesieni, najważniejsze, że dzisiaj znów spędzę z Magdą przemiły czas.

Pogoda co prawda dopisuje, za to ja znów nie szczególnie się czuję, znów zaczynam mieć w głowie kołowrotki i boję się, czy znów nie mam jakiś kłopotów z żelazem. A przecież zażywam cały czas i żelazo i kwas foliowy, a może to inna jakas przyczyna tych zawrotów, zmiany w kręgosłupie szyjnym?
Na wszelki wypadek postanowiłam jeszcze troszkę odczekać (nie wiem co prawda na co) i dopiero gdzieś za tydzień, dwa znów zrobię sobie badania krwi.
Boże, nie chcę znów w szpitalu wylądować, wiec oszukuję siebie, ze wszystko jest O.K.
Tym bardziej, że sen ostatnio mam nienaganny, nawet powiedziałabym, że może zbyt długo śpię? Wczoraj pracowałam na popołudniową zmianę i musiałam co jakiś czas wychodzić na zewnątrz, bo mimo wypitych dwóch kaw sen mnie morzył, ziewałam tak mocno, że bałam się, że wszystkich pacjentów przegonię, ale świeże powietrze znów mnie orzeźwiało i mogłam nadal pracować. Nie ma to jak łyk świeżego powietrza, jest jeszcze bardziej skuteczniejszy, niż łyk gorącej kawy.
Ale grunt to się nie poddawać, więc idę sobie na poranną kawkę, może jedną, może nawet dwie…..
Coraz mniej może ciekawy ten mój blog, ale czasami jest tak, że jest o czym pisać, czasami nie bardzo, więc…..
Więc życzę wszystkim tak udanego wtorku jak ten, który mnie właśnie czeka podczas miłych pogaduszek  z Magdą.