Plany mi się pozamieniały

 

Nic ostatnio nie mogę sobie zaplanować, wszystko w ostatniej chwili z przeróżnych powodów „bierze w łeb”, jak to się potocznie mówi.
Cóż począć, trzeba się z rzeczywistością godzić.
Do dzisiejszego spotkania z panem doktorem od kręgosłupów też nie doszło, prawie w ostatniej chwili musiał odwołać swoją wizytę w Krakowie.
Szkoda, bo bardzo lubię te spotkania, musimy je odłożyć na późniejszy, dogodny czas.
No to na dzisiejszy, jutrzejszy i niedzielny dzionek nic już nie planuję, przyjmę to, co będzie.
Wczoraj miałam jakiś nostalgiczny dzionek, pewnie mnie roztroił ten wczorajszy wiersz o mojej Mamie, to wspomnienie z dobrych dziecinnych lat.
Nostalgia wcale z wiekiem nie przechodzi, nawet powiedziałabym, że jeszcze się nasila.
Oglądałam wczoraj zdjęcia z Mamusią i moją siostrą, takie właśnie z   dzieciństwa, gdy byłyśmy obie takie szczęśliwe, mając Ją koło siebie.
I przypomniałam sobie opowiadania o tym, jak bardzo dla Rodziców byłam ważna, jak cieszyli się moimi narodzinami, nawet, jak przestrzegali starsze dzieci strofując, nie ruszaj tego, to jest odłożone dla Ewuni. Nigdy dzieciom nie mogło niczego zabraknąć, a szczególnie tej najmniejszej pupilce, dla której zawsze odkładane były smakołyki, chowane przez mamę pod poduszkę, żebym, zawsze mogła sobie tam pomyszkować i coś dobrego dla siebie znaleźć, choćby był to tylko  kawałek czekolady. Ale i starsze rodzeństwo rozumiało na szczęście, że ta „mała” ma swoje szczególne prawa w rodzinie, nie byli o nią nawet zazdrośni, wręcz też otaczali ją swoją miłością.  Już kiedyś wspominałam kołysanki, które mój brat śpiewał mi przed snem, gdy rodzice wieczorem chcieli gdzieś wyjść, do dzisiaj je wszystkie pamiętam……. a teraz ta”mała” wyrosła już na starszą, nobliwą kobietę, prawie seniorkę rodu.
I tak sobie pomyślałam, że i Ani i Krzysztofowi jest już dobrze, mają koło siebie obydwóch Rodziców, mogą się z Nimi cieszyć niebiańską radością, przeskakując z chmurki, na chmurkę, ja tu pozostałam sama……. ale wiem, że wszyscy oni o mnie myślą i czuję ich opiekę nad sobą.
Dlatego nie może mi tu  na tej ziemi być źle, musi wszystko poukładać się pomyślnie. Tego akurat jestem pewna!!!!

Dzisiaj mamy kolejny dzień długiego weekendu, od rana jest słoneczny, lekko wietrzny, ale zapowiada się miło, mimo, że Magda straszyła mnie wczoraj burzami, które mogą nadejść. Nie lubię burz, zawsze się ich boję, nawet, gdy jestem w domu, kulę się wtedy, wsadzam głowę pod poduszkę i czekam, aż ta zła godzina przeminie. Bo jednak po każdej burzy przychodzi słońce…..

No to uśmiecham się dzisiaj do Was, mrugam prawym oczkiem znad filiżanki porannej kawy i życzę wesołego piątku