Nie zapomnij o niedzieli

 

To tytuł następnego filmu, który chciałabym Wam dzisiaj polecić, właśnie „Nie zapomni o niedzieli”
Co warte jest życia, kiedy wskutek choroby zaburzona jest pamięć bieżąca, włączona jest tylko ta, która istniała jeszcze przed chorobą.
Taka właśnie przypadłość chorobowa dopadła świetnie zapowiadającego się naukowca, wybitnego młodego  astronoma, które poprzez swoje obserwacje nieba dokonuje nowych planetarnych odkryć. Niestety nagle traci pamięć i musi całkowicie odmienić swoje życie. Ale pasja astronomiczna wciąż w nim bardzo głęboko tkwi, więc każdego wieczoru obserwuje niebo i dokonuje zapisków tego, co zobaczył i zapis wniosków, do których na nowo doszedł. Do tego służy mu jego podręczny dyktafon, który pomaga mu nie tylko w pracy naukowej, ale w całkiem prozaicznej codzienności, albowiem wieczorem zasypiając nazajutrz zapomina to wszystko, co się poprzedniego dnia zdarzyło, nie pamięta twarzy, nie rozpoznaje ludzi. Jest to dla niego wielkim utrudnieniem, na całe szczęście otoczony jest opieką siostry i przyjaciela, którzy starają się mu pomóc. Jednak najbardziej pomocny jest mu ten dyktafon, który przypomina mu o terminach zobowiązań, wiadomości o wszystkim co ma go nazajutrz spotkać.
Jednak pewnego dnia Gus poznaje Moly ich relacje są dla niego nie do zniesienia, nie może się pogodzić ze swoim kalectwem, bowiem czuje, że zaczyna mu bardzo zależeć na dziewczynie, ale niestety każdego dnia musi odkrywać ją na nowo, tak, jakby ją po raz pierwszy zobaczył. Zadaje więc zrozpaczony swojemu przyjacielowi pytanie: ile razy można się zakochiwać od nowa i to w tej samej osobie? Dziewczyna po nieudanej poprzedniej swojej miłości bardzo pragnie zbliżyć się do Gaya, cóż z tego, kiedy sobie zdaje sprawę, że całkowicie go nie rozumie. Pragnie mu pomóc, ale czy to się jej uda?
Jest to bardzo ciekawy film, który warto obejrzeć.

Wczoraj na obiad zrobiłam sobie zapiekankę z makaronu – rurek, z pora i z dorsza.Wszystkie warstwy zapiekłam w żaroodpornym naczyniu, na wierzch wylewając trochę śmietany 12 procentowej z rozbełtanej z jajkiem i posypałam tartym serem i natką pietruszki. Potrawa była naprawdę pyszna.
Na koniec spotkała mnie  jednak mała przygoda, gdy już potrawę (na całe szczęście) wyjęłam z piekarnika, przesunęłam pokrętło od piekarnika nie na zero ale niechcący na literkę P, co spowodowało, że włączyła się blokada piekarnika, który cały czas działał na wysokiej temperaturze. No, gdybym tak zrobiła nie wyjmując wcześniej  naczynia z pieca, miałabym nie zapiekankę, ale sam węgiel, gdy blokady nie można nijak było wyłączyć, nawet wtedy gdy wyłączyliśmy korki, na moment piecyk  gasł, ale blokada pozostawała,, a po ponownym włączeniu znów piekarnik grzał jak oszalały. Dziewczyny szukały w internecie  podpowiedzi, jak piecyk wyłączyć, ale nigdzie nic odpowiedniego nie odnalazły. Na szczęście po jakiejś pół godzinie blokada sama się wyłączyła, gdyż literka P oznacza samooczyszczanie się piekarnika, wypalają się wtedy wszystkie pozostałe w nim niepotrzebne tłuszcze i inne zabrudzenia. A ten proces niestety musi przez jakiś czas trwać i po włączeniu go nie można już nic z tym zrobić.
Całe szczęście,  że się to wszystko  tak szczęśliwie skończyło, bo ja już myślałam, że będę musiała kupować nowy piekarnik do domu!!!
Ale tę pyszną potrawę mam jeszcze na dzisiaj i na jutro, na wszelki wypadek będę odgrzewała ją w kuchence mikrofalowej 🙂

A dzisiaj właśnie mamy niedzielę, ostatni dzień wytchnienia przed pracującym nowym tygodniem.
Nie zapominajmy więc o dobrym dzisiejszym odpoczynku, spędzonym na samych miłych czynnościach.