sobota w Modlnicy

 

Kolejny  weekendowy dzionek. Słoneczny, z błękitnym niebem, chociaż o poranku wiał w Modlnicy chłodny wiaterek, nie dało rady, trzeba było spodnie na tyłeczek nałożyć, I tak zresztą ostatnio kicham, nie wiem czemu, bo katarku nie mam. Pewnie mojemu narządowi powonienia pyłki przeszkadzają,Ale ja nigdy nie byłam na żadne wiatropylne ekscesy narażona. Kiedyś widać trzeba zacząć.
Dzisiaj cieszę się dniem, bo nie często zdarzają mi się takie, by prawie calutki na „friszelufcie” można było przesiedzieć.
Zresztą w mieści to inna inszość, wieś jednak wiosną, latem i wczesną jesienią niezaprzeczalnie swoje uroki posiada.
Uroku dodają jeszcze zwierzątka : pies Czako i Kicia, a czasami wpada w odwiedziny Maćkowa Sisi. Ale jest tego tulenia na codzień, dobrze, że pieski i kotek nie są o siebie zazdrosne.
No cóż, pieska wlasnego posiadać nie mogę, bo jednak nie zawsze dałabym rady z nim spacerować, ostatnio nogi znów odmawiają mi posłuszeństwa.Nie będę sie tu wcale skarżyć i tak nikt, kto nie zna prawdziwego bólu nóg tego nie zrozumie… po prostu bolą jak cholera i stopy i kolana, czasami biodra…
Pozostaje ewentualnie mi do towarzystwa kotek, ale musiałby być to kot stricte domowy, bo gdy dzisiaj przeczytałam tarapaty Julki z jej kotem, którego po dachach goniła, zwątpiłam. No jeszcze tego brakuje, żebym się po rynnach na dach wspinała i nos do komina w poszukiwaniu kota wsadzała.A
A kotek to też Boże stworzenie i od czasu do czasu chce zażyć świeżego powietrza, chce pohulać, pobiegać za jakąś myszką, czy za ptaszkiem ( oby tylko go nie złapał), nie mogę kotka na stresy więzienne skazywać.
Tak więc raczej z towarzystwa kota zrezygnowałam, chyba, żeby jakiś mnie odwiedził, to owszem, gościny nie odmówię. Ale właścicielką żadnego zwierzaka nie chcę być, zresztą potem rozstania z takim ulubieńcem są strasznym przeżyciem, już cos o tym wiem.

Dzisiaj mamy przedostatni wypoczynkowy dzień, wiec życzę Wszystkim by go dobrze, na pełnym luzie wykorzystali.

Po prostu życzę Wam DOBREJ SOBOTY