zapraszam

Bardzo mi ten widoczek przypomina wszystkie moje wakacje spędzane w Zawoi.
Jest to najdłuższa wieś w Polsce, umieszczona u podnóża Babiej Góry.
To piękne miejsce odkrył przed wielu laty mój Tata, który uwielbiał piesze wycieczki. Kiedyś maszerując  z Makowa Podhalańskiego różnymi górskimi ścieżkami  zawędrował do zapomnianego przez ludzi miejsca, do wsi Zawoja. Cicha i spokojna była to wieś, nie było wielu jak teraz  chętnych turystów, którzy by chcieli szczyty Babiej Góry pokonać, głownie byli tylko prości gospodarze, zajmujący się swoim skromnym inwentarzem. Dopiero wiele lat temu zaczęły powstawać tam  szlaki turystyczne, wodzące ludzi po pięknych leśnych i górskich zakamarkach. Mój tata był tak zauroczony tę piękną okolice, że postanowił razem z moim dziadkiem wybudować tam letni dom – willę. Odkupywali od wiejskich sąsiadów po kawałku ziemi, trochę od jednego gospodarza, troszkę od innego gospodarza i w ten sposób powstała rodzinna posiadłość, do której rodzice, ciocie przywozili na wakacje swoje dzieci.
To tam podczas ciężkich wojennych czasów letni czas spędzali z moja Mamą Ania i Krzysztof ( ja urodziłam się już grubo później), również moje kuzynki Marysia i Basia. Pierwsze powojenne czasy na takich wsiach były ciężkie, nie było elektryczności, domy oświetlało się przy pomocy naftowych lamp.
Ale i tak miło wspomina m te wakacje, gdy ganiałam z kuzynkami po naszym parku, pełnym pięknych świerków, pełnych łopianów nad rwącym i zimnym górskim potopem. Nie był jeszcze wtedy  toalety w domu, do wygódki chodziło się do lasku obok domu, albo…siusiało się do…nocników, a potem … lepiej zamilczeć, pamiętam tylko, gdy się szło pod oknem wychodzącym obok balkonu głośno się wołało „idzie się, idzie się – trzeba było uważać, by nie narazić się na nie zawsze przyjemną kąpiel Potem wszystko pomału się zmieniało, willa się coraz bardziej w środku unowocześniła, a rodzina coraz bardziej się rozrastała. Nie dla wszystkich niestety tam już zostawało miejsca. Oj, bardzo dawno nie byłam już w Zawoi i przyznam się tak szczerze, że mimo, że z tamtych dziecinnych lat wiele bardzo przyjemnych wspomnień mi pozostało, jednak nie pojechałabym już w tej chwili do tej „naszej” starej części Zawoi, to już nie jest to samo miejsce, nie ten czas, ona nie jest już nasza……… niestety
Ech życie, jedni chcą mieć wszystko, inni nie mogą mieć nic……
Teraz Zawoja stała się bardzo modnym miejscem, szczególnie dla turystów, tych lubiących górskie i nie tylko górskie wycieczki.
Bardzo się ona rozwinęła,  powstają ciągłe nowe ośrodki wypoczynkowe……
A mnie jest trochę jednak żal…. no, ale tylko trochę, bo serce do Zawoi straciłam już bardzo dawno temu.

Dzisiaj za moim oknem już wiele się dzieje, robotnicy przystąpili do usuwania tego okropnego, blaszanego płotu, okalającego nasz park. Robi się coraz weselej,  Już widzę pierwsze rowery na ścieżkach, pierwszych spacerowiczów i dzieci na placu zabaw po moim oknem, chociaż oficjalne otwarcie parku odbędzie się dopiero w sobotę.
Pewnie i ja tam się dzisiaj, a może jutro wybiorę, nie wiem, czy już po parku można chodzić, czy nie będą przeganiać „natrętów”, ale skoro park już nie ma ogrodzeń…. kto może ludziom i dzieciom zabronić????

Dziwna jest ta dzisiejsza pogoda, niby jest ciepło, niby słonko świeci, ale coś mi się, zdaje, że bez burzy, albo chociażby deszczu się nie obejdzie.
Ale i tak miłego wtorku wszystkim życzę.