Ta pierwsza dla mnie bardzo smutna.
44 lata temu zmarł mój ukochany Tato.
To był bardzo tragiczny dla mnie dzień, wtedy zawalił się cały mój świat.
Po śmierci mojej Mamusi, mój Tata był dla mnie Wszystkim. Kochałam Go jako Ojca, szanowałam Go jako naprawdę wspaniałego Człowieka.
Pewnie miał jakieś swoje ludzkie słabostki, bo kto ich nie posiada, ale trzeba przyznać, że odznaczał się wielka estymą pośród ludzi i zawsze z tego powodu byłam dumna, że własnie był moim Ojcem.
Czerpałam z Jego wiedzy i z Jego mądrości życiowej, to On uczył mnie żyć tak, by nikomu w życiu krzywdy nie zrobić.
Był bardzo sprawiedliwy, brzydził się kłamstwem i podstępnym knowaniom.
Żył w bardzo trudnych czasach, przeszedł piekło wojny, ale nie bał się w tym wojennym piekle pomagać potrzebującym, wystawiał na przykład fałszywe świadectwa o chorobie gruźliczej tym, którym groził areszt przez gestapowców, bali się bowiem okropnie tej choroby i takie osoby po prostu były w ten sposób chronione. Przeprowadzał wiele anty niemieckich akcji, jak na przykład tą, gdy wraz z innym doktorem, też radiologiem, zatrudnionym w tej samej przychodni na wiadomość, że aparat rentgenowski ma być przez Niemców zarekwirowany , po cichu go schowali, a w pudła, w których rzekomo miał być już zapakowany przez nich aparat, schowane były przez nich po prostu tylko ciężkie kamienie. Wyobrażacie sobie, jaka to była niesamowita odwaga, jak to mogło dla nich się skończyć, gdyby cała sprawa wyszła na jaw? . Skończyło się na szczęście szczęśliwie, w każdym razie wiem, ze aparat został przez nich uratowany.
Również i czasy powojenne nie były dla mojego Taty łatwe. Wcześniej, jako młody lekarz wyjechał na stypendium najpierw do Szwecji, a potem do Paryża, gdzie oddał się nie znanej jeszcze w Polsce badaniom onkologicznym. Największą wiedzę nabył własnie, gdy pracował w Foundation Curie w Paryżu, toteż po wojnie pod jego kuratelą stworzył w Krakowie Instytut Onkologii, którego został pierwszym dyrektorem. To były lata ciężkie, ze względu na bardzo silne naciski polityczne, człowiek na takim stanowisku, według panującej wówczas władzy, powinien być członkiem jednej słusznej wtedy partii PZPR.
Tata był człowiekiem wierzącym, nie wierzył w tamte partyjne ideały, wręcz nimi się brzydził, toteż po 4 latach dyrektorowania był zmuszony odejść, ustąpić miejsca osobie silnie partyjnej, mimo, że to On stworzył ten Instytut, on wlał w niego całą swoja wiedzą, całe swoje zaangażowanie i trud jego rozwinięcia. Takie to niestety były czasy, a mój tata, harcerz, wychowany w całkiem innych ideałach nie mógł złamać tego, co wyznawał, co czuł, nie chciał zapisać się do partii i czerpać potem z tego korzyści.
Może i dlatego teraz i ja po moim Ojcu odziedziczyłam tę wierność ideałom i dlatego tak bardzo boli mnie, gdy ktoś te moje ideały niszczy, depcze.
Mojemu Tacie też na pewno nie podobałoby się to, co się ostatnio w Polsce dzieje.
Był wielkim patriotą, kochał swój kraj, kochał ludzi, kochał życie i do końca pozostawał niezłomny w swoich zapatrywaniach.
I może własnie to dzięki mojemu Ojcu mam teraz takie zapatrywania na naszą Polskę???
Mój Tata, tak, najlepszy chyba z wszystkich ojców, który nas tak bardzo kochał, że gotowy zawsze był na wszelkie dla nas dzieci poświęcenia, ale takie same zasady wyznawał wobec swojej rodziny, swoich przyjaciół i swoich znajomych.
Zawsze mówiłam, że jeżeli kiedyś wyjdę za mąż to tylko za człowieka, który pod tymi względami będzie podobny do mojego Taty.
Niestety, nigdy takiego kogoś nie spotkałam………
Dlatego przykro mi jest, gdy dostaje tutaj czasami niezbyt pochlebne komentarze.
Nie znaczy to wcale, że nie można mi zwrócić uwagi, ale jeżeli niektóre z komentarzy są dla mnie obraźliwe (na przykład ten wczorajszy), po prostu go usuwam.
Nie zmuszam do pisania komentarzy, ale jeżeli już ktoś je zamieszcza, niech miarkuje, że jestem osoba bardzo wrażliwą, ale równocześnie i bardzo zaangażowaną w to co piszę i nie mogę sobie pozwalać na to, by ktoś mnie obrażał.
Może lepiej by było, gdy ktoś się ze mną nie zgadza po prostu przestał odwiedzać mój blog?????
Pisałam, że pod tą data mieszczą się ważne dla mnie dwa wydarzenia.
Otóż dzisiaj mija już dwa lata od mojej przeprowadzki z poprzedniego mojego mieszkania.
To też był dla mnie bardzo nerwowy dzień, bo trudno jest rozstać się z mieszkaniem, w którym przeżyłam 66 lat swojego życia.
Ale tak się złożyło, że musiałam go wreszcie opuścić i przenieść się w całkiem nowe miejsce i………
Teraz, po dwóch latach, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta zmiana wyszła mi całkiem na dobre.
Całe moje poprzednie lata związana byłam z wspólnym mieszkaniem, najpierw z rodzicami, potem z bratem i siostrą i ich rodzinami, kolejno z rodziną siostry, a po jej wyprowadzce zamieszkałam z rodziną mojej bratanicy Moniki. Było to więc wybitnie rodzinne mieszkanie i tam była umieszczona moja długa rzeczywistość
Wydawało mi się, że tak jest dobrze, że nie potrafiłabym żyć całkiem samotnie.
Nie prawda, w nowym mieszkaniu zamieszkałam sama i jest mi z tym całkiem dobrze.
Zresztą to, że mieszkam sama nie oznacza wcale, że jestem osamotniona, wręcz przeciwnie moja rodzina i znajomi często mnie odwiedzają.
Na przykład przedwczoraj był u mnie z powakacyjna wizytą V.I.P, a wieczorem odwiedziły mnie trzy moje Kochane Dziewczyny: Olcia, Darka i Wika.
To był bardzo miły wieczór, bo dziewczyny przyniosły mi stare zdjęcia, które znalazły w szufladzie ich Babci, a mojej siostry Ani, z różnych lat naszego życia.
Były tam i zdjęcia z dzieciństwa, na których prócz moich rodziców odnalazłam moją kochana Nianię, pannę Anusię, które dzieci nazywały Adzikiem.
Oj, zakręciła się łezka w moim oku, nie przypuszczałam, że takie zdjęcie jeszcze istnieje, że ja kiedyś będę mogła jeszcze zobaczyć.
Adzik to w sumie legenda naszej rodziny, byliśmy z nią bardzo silnie wszyscy związani, zarówno moi rodzice, moja ciocia Danka i jej mąż, a także i my, dzieci, zarówno mojej mamy, jak i cioci Danki. Miała swoje specjalne miejsce w naszym życiu, odeszła gdy miałam kilkanaście lat 😦
Były zdjęcia z pobytu z moimi rodzicami i z moim rodzeństwem nad morzem, w Jastarni, były tez i zdjęcia późniejsze.
Niektóre osoby na zdjęciach były nieznane moim dziewczynkom, musiałam im mówić, kto na nich jest umieszczony.
To był taki miły, bardzo sentymentalny powrót do przeszłości.
No i mam koło siebie mój ukochany Park Krakowski, który codziennie odwiedzam.
Patrzę na te wspaniałe olbrzymie i piękne drzewa i słyszę głos mojego taty : to drzewo nazywa się jesion tam….rośnie kasztanowiec.
Mój Tata bardzo cenił przyrodę, znał wszystkie rośliny, drzewa, krzewy, wszystkie moje przyrodnicze z im wędrówki zawsze były bardzo przyjemne i pouczające.
Pewnie dlatego i mnie teraz tak zachwycają te piękne drzewa????
Dzisiaj w moim parku tzn w Parku Krakowskim ostatnia impreza tego lata, organizowana przez Komitet Krakowski, już od samego rana ruch spory, rozwijają namioty, układają leżaki, pufy, pomału zaczynają się zjeżdżać traki………
Czytałam program zapowiadanej imprezy, wygląda na bardzo ciekawy, zarówno dla dzieciaków, młodzieży i dla dorosłych, sporo zabaw, konkursów.
Trzeba będzie pójść potem zobaczyć.
Jeżeli czyta mój blog ktoś z Krakowa, serdecznie zapraszam dzisiaj do Parku Krakowskiego im. Marka Grechuty, będziemy razem świętować ostatni dzień wakacji.
Od jutra znów tam będzie cicho, spokojnie , ale jeszcze wciąż kolorowo.
Miłej niedzieli
