Moje Słoneczko, Kochana Zeldunia odwiedziła mnie wczoraj z Rodzicami.
Ale ta mała rośnie, jak na drożdżach.
No tak, minęło już 3 miesiące i kilka dni od dnia, gdy pojawiła się na tym świecie.
A ja mogłam ją podziwiać już na zdjęciach USG, gdy była jeszcze w brzuszku swojej Mamy.
Teraz USG 3 D są tak dokładne, że widać na nich całą buzię dzieciątka.
I jeszcze troszkę, a Zelda będzie z Rodzicami przychodzić na plac zabaw w moim Parku i na huśtawkach się bujać, albo babki z piasku lepić.
A takie zdjęcia z lat dziecinnych to są wspaniałe potem wspomnienia – kilka ich Zeldzie wczoraj zrobiłam.
Zresztą mam w komputerze specjalny folder ze zdjęciami Zeldy, począwszy od dnia jej urodzin. Tam umieszczam przysyłane mi przez Ksawra, albo przez Dianę nowe zdjęcia, które skrupulatnie datą podpisuję.
Kilka dni temu oglądałam własnie swoje zdjęcia z dziecinnych lat i zadziwiałam się, że kiedyś naprawdę byłam taka mała….
A potem, siedząc już na ławce w moim parku, obserwowałam małą, może roczną dziewczynkę, o wdzięcznym imieniu Zosia, która baraszkowała po alejce, a jej dziadziuś próbował jej robić zdjęcia, co łatwe nie było, bo mała Zosia była wielką wiercipiętą, wszędzie jej pełno było, a to zbierała jakieś patyczki i kamienie ze ścieżki, brudząc sobie tym łapki. a to wyrażała zainteresowanie kwiatkami rosnącymi na klombie. A dziadek cierpliwie za nią z obiektywem biegał i strzelał jej fotki, co Zosia zawsze wdzięcznym uśmiechem przyjmowała.
I tak sobie pomyślałam, że za jakieś 50 – 60 lat gdy te zdjęcia wpadną już w dorosłe łapki owej Zosi, z rozrzewnieniem będzie wspominała tamten miły czas spędzony z babcią i z dziadkiem w parku.
Tylko wtedy nie będzie już ani babci, ani dziadka, ani mnie……..
I oby tak było, że doczeka tych lat, że żadna wojenna zawierucha nie zniszczy jej pięknego i wspaniałego świata, w którym teraz tkwi.
Bo wystarczy tylko jedna zła decyzja ludzi, którzy uważają, że to im wszystko się tylko należy, że oni są panami tego świata i mogą decydować o losach innych, a wszystko obróci się w perzynę, świat runie w posadach.
My starsi już swoje przeżyliśmy, chociaż każdy ma jeszcze chrapkę na przyzwoite i jeszcze długie życie, ale nie możemy zabierać szczęścia tym, którzy dopiero stanęli na swojej drodze życia. Im to szczęśliwe i bezkolizyjne życie po prostu się należy, bo to oni będą niejako naszymi kontynuatorami na naszej planecie i to od nich będzie zależało, jak będzie wyglądało ich życie i życie następnych pokoleń.
Dlatego zawsze trzeba stanąć po stornie prawdy, po stronie pokoju, po stronie miłości. Miłości nie tylko do najbliższych ale i naszego kraju, naszego świata.
Nie można pozwalać, aby jednostka niszczyła to wszystko, co tyle ludzi z takim trudem wybudowało.
Dzisiaj zapowiada się bardzo przyjemna niedziela. Nareszcie te okropne upały przeminęły, temperatura i słonko zachęcają wręcz do spacerów.
Korzystajmy z nich, póki jeszcze nie nadeszła słotna jesień.
Na razie jesień jest łaskawa, już ją jednak czuć.
W parku drzewa już żółcieją, kaczki się już ze stawu gdzieś powynosiły, ale wciąż jeszcze słychać gwar dzieci na placu zabaw.
No to idę sobie do parku, po odpoczywać chwilkę na świeżym powietrzu, chociaż żałuję, że park z dwóch stron jest otoczony tak blisko umieszczonymi ulicami.
Najgorzej jest od strony alei Mickiewicza, bo tam cały czas jest spory ruch, może w niedzielę ciut mniejszy, jednak przez aleje przetaczają się auta, autobusy, inne pojazdy, opary spalin toczą się nad ulicami i do parku też się przemieszczają niestety.
Co prawda posadzono specjalne krzaczki, które kiedyś, gdy urosną, będą skuteczniej aleje od parku odgradzały, ale na razie są jednak one bardzo małe.
No cóż, od remontu parku minęło dopiero kilka miesięcy.
Życzę Wszystkim mile spędzonego niedzielnego czasu
