Łaskawa dla nas jest ostatnio pogoda. Te ostatnie już dni lata są takie cudne, cieplutkie……
Dlatego znów wczoraj spędziłam w parku ponad 3 godziny czasu, na ławeczce sobie posiedziałam, gazetę przeglądnęłam, dzięki temu, że mam internet w telefonie, na Facebooku posiedziałam……
Co prawda poranek nie rozpoczął mi się szczęśliwie, bo okazało się, że prysznic nie działa tak jak trzeba, chyba była zepsuta jego słuchawka, bo nie puszczała ciepłej wody. No cóż, umyłam się w chłodnej, nieco się trzęsąc z zimna, ale potem…..Od czego ma się Przyjaciół?
Na szczęście V.I.P. w swoim ukochanym Tesco wynalazł taką słuchawkę do prysznica, więc mi ja kupił i przyniósł do parku.Tak do parku, bo szkoda było spędzać tak piękne popołudnie w domu. Dopiero po powrocie wymieniałam sobie tę część prysznica i teraz już wszystko działa jak należy.
Czyli reasumując, czasami jest nie najlepiej w życiu, ale dobrze, gdy się ma koło siebie przyjazną dłoń.
Dzisiaj, 13 września mija 52 rocznica śmierci mojej Kochanej Babci – Tamtejmamy.
Dlaczego Tamtamama? To była bardzo mądra i dumna kobieta, która zawsze chciała być młoda i taka duchem była, więc nie pozwoliła nigdy do siebie mówić Babciu, wymyśliła, żeby wnuki do niej mówiły właśnie Tamtamama i tak już pozostało. Nikt nie śmiałby się do niej inaczej zwracać.
Tamtamama była mamą mojej mamusi i do końca życia z nami mieszkała, chociaż niestety przeżyła swoja córkę – moją mamę o całe 6 lat.
To musiało być dla niej straszne przeżycie, pierwszego, jeszcze młodego syna straciła podczas wojny – był oficerem WP i zginął w Katyniu mając niespełna 20 lat, potem straciła swojego kochanego męża no i na końcu swoją kochaną córkę Irenę.
Ale i tak starała się jakoś godnie przez to swoje ciężkie życie iść z podniesioną głową. Lubiła otaczać się ludźmi mądrymi, z którymi mogła sobie swobodnie porozmawiać w języku francuskim, a ten język miała opanowany do perfekcji, spotkać się z z którymi mogła porozmawiać o sztuce, którą uwielbiała.
Mój dziadek, a jej mąż był oficerem WP, późniejszym senatorem RP, adwokatem, więc moja babcia zawsze obracała się na salonach i świetnie sobie zawsze dawała radę. Mimo, że wychowała czwórkę dzieci, zawsze miała czas na życie towarzyskie i potrafiła w nim błyszczeć. I taka pozostała już do śmierci, zmarła na zawał serca w wieku 77 lat.
Pamiętam doskonale te dni. Tydzień wcześniej przyjechaliśmy z wakacji w Jastarni i mój tata przywiózł jej w prezencie wędzonego węgorza, którego uwielbiała, a którego podała od razu na stół, jako, że były to akurat jej imieniny – Bronisławy. Dlatego, gdy następnego dnia zaczęły się kłopoty z jej zdrowiem, wszyscy przypuszczali, że po prostu się zatruła. Mój tata jednak zaniepokoił się ostrym przebiegiem tej choroby i zawiózł ją do Szpitala Kolejowego, w którym pracował, a tam niestety okazało się, że to były już pierwsze objawy bardzo rozległego zawału, tydzień później Tamtamama już nie żyła.
Jak dzisiaj widzę dzień, gdy przyszła telefoniczna wiadomość o jej śmierci, wzięłam wtedy w ręce jej piękną różową tiulową koszulę nocną, do której się przytuliłam i bardzo głośno płakałam. Po śmierci mojej mamusi Tamtamama była najważniejszą obok mojego taty dla mnie osobą. Miałam zaledwie 16 lat i już straciłam dwie tak bardzo kochane i ważne w moim życiu osoby, najpierw mamusię, a potem własnie Tamtąmamę.
Nie rozpieszczało mnie jak widać życie, bo niewiele później, bo minęło tylko 8 lat i straciłam z kolei tatusia, byłam przecież jeszcze za młoda na całkiem samotne życie, zwłaszcza, że wychowywałam się w tak dużej i kochającej się rodzinie.
Miałam co prawda rodzeństwo, ale każdy z nich zajęty już był swoim rodzinnym życiem, ja zawsze byłam tylko obok.
Tak mnie dzisiaj na wspomnienia wzięło, zawsze to lepsze niż ciągle o tej wstrętnej i brudnej polityce pisać. Zresztą o czym tu pisać, nic się niestety nie zmienia i co gorsze podejrzewam, że długo nic się nie zmieni.
Kiedyś narzekałam na prezydenta Kwaśniewskiego, dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że jednak był dobrym, przynajmniej mądrym prezydentem Polski. Pewnie, że miał swoje potknięcia, bo jest tylko człowiekiem, a kto ich nie ma, ale nigdy nie zrobił coś na niekorzyść Polski tak, jak robi to obecny prezydent. Dlatego z uwagą wczoraj przeczytałam jego słowa – przestrogę do obecnego prezydenta, tylko…… niestety, ten obecny prezydent już tak bardzo jest zadufany w sobie, taki nadęty, że podejrzewam, że żadne rozumne słowa do niego nie trafią……….
A to co mówi, co robi niestety negatywnie odbije się na wszystkich Polakach.
Miało nie być o polityce, zgoda, to jeszcze napiszę, że znów dzisiaj zapowiada się cudowny dzień, od samego rana słonko przygrzewa. Co prawda nie tak silnie, jak jeszcze kilka tygodni temu, ale dla mnie jest to całkiem odpowiednia temperatura, przynajmniej człowiek nie poci się, nie sapie, nie męczy tym zaduchem.
Pewnie dzisiaj wyjdę nieco wcześniej do pracy, by znów przynajmniej z pół godzinki pogapić się na moje kaczuszki w parku i wystawić twarz do słoneczka, przynajmniej teraz nie grozi mi to, że skóra będzie schodzić z nosa.
Co najlepsze, według prognozy pogody następny tydzień też ma być jeszcze taki słoneczny i pogodny, a przecież już w przyszłą niedzielę przychodzi do nas najpierw astronomiczna, a dzień później kalendarzowa jesień.
Ale sławetna polska złota jesień tez potrafi być piękna i zadziwiać swoją złotą urodą.
Miłego czwartku
