no i przyszła…..

 

No nie wiem czy przez wszystkich wyczekiwana, ale przyszła, ona, jesień.
Na razie nie słotna, ale już wyraźnie chłodna.
A pomyśleć, że jeszcze 4 dni temu temperatura oscylowała około 27 stopni Celsjusza?
Jeszcze kilka dni temu siedziałam na ławeczce w Parku i łapałam ciepłe promyczki słonka, dzisiaj go już nie uświadczysz, bo niebo pokryte jest drobnymi chmurkami.
Nie można narzekać, najważniejsze, że nie pada deszcz, a dzisiejsza pogoda nawet skłania do spacerów.
Tylko, że mój spacer dzisiaj będzie króciutki, bo popołudniu spodziewam się gości: Maćka, Darki, może Wiki?
Muszą podzielić się przecież swoimi wrażeniami z letniej przygody w Turcji. Chyba jeszcze pamiętają te gorące, wspaniałe dni ………
W każdym razie drzwi balkonowe mam na oścież otwarte, żeby wszystkie papierosowe zapaszki przed przyjściem gości z kuchni przepędzić.
A wiaterek jest taki przyjemny, że moja pościel wietrząca się na balkonie wieczorem będzie pachniała mi jesienią.
Właściwie  to powinnam już pomyśleć o rzucaniu palenia. Dzisiaj na przykład mija 35 rocznica od rzucenia tego nałogu przez V.I.P-a. Podziwiam go za to, bo zrobił to w ciągu jednego dnia, po prostu postanowił sobie, że więcej palić nie będzie i tak pozostało. Ma jednak silną wolę, nie to co ja, może i wola u mnie jakaś jest, tylko ciało mdłe……
Tak po prawdzie wczorajszy dzień prze mitrężyłam nieco – pan Krzysiu  przyszedł rzeczywiście jak obiecał, pomierzył mi drzwi w przedpokoju i okazało się, że ta zasłona, którą tam chcę powiesić na drzwiach będzie nieco za krótka, nie będzie sięgała aż do podłogi, a przecież najwięcej wieje własnie dołem.
Będę musiała zakupić inną, nieco dłuższą zasłonę, a tą powieszę na ścianie w pokoju, na tej ścianie sąsiadującą z klatką schodową, będzie troszkę cieplej.
No i pomyśleć, że głupie 20 cm tkaniny zaważyło na zmianach planów. Ale i tak w sumie wyjdzie mi to na dobre.
Jak widać, już poważnie zaczynam się do zimy przygotowywać, mam nadzieję, że jakoś ją przetrwam, że nie będzie ona aż taka straszna.
I pewnie znów będę tylko narzekała : byle do wiosny.
OH wiosna, to najpiękniejsza przecież pora roku.
Teraz tylko co chwilę muszę z balkonu liście zmiatać, a co jedne zmiatam, zaraz następne na to miejsce napada. Ale na szczęście nie jest to zbyt mączące zajęcie, wystarczy, że raz dziennie balkon szczotką potraktuję.
Jeszcze przed moim oknem w kuchni sporo tych listków na drzewach, jeszcze nie wszędzie żółcieją, ale już niedługo widok przez kuchenne okno nie będzie taki przyjemny, będą tylko suche gałęzie sterczały…….
Na placu zabaw w moim parku też zdecydowanie o wiele mniej dzieci szaleje, a jeszcze niedawno tak tam było gwarno, czasami nawet okno musiałam przymykać, żeby te dziecinne piski do mnie nie docierały.
Ławki w parku tez już na ogół puste pozostają, tylko pieski jeszcze używanie w parku mają, bo każda pora, oprócz oczywiście deszczu, na spacerki dla nich dobra.
No cóż robić……..jesień.

No to jesiennie Was pozdrawiam i wiele zdrowia życzę, bo teraz niestety coraz łatwiej jakieś zarazki grypowe złapać, więc na siebie uważajcie.

MIŁEJ NIEDZIELI