Wczoraj popołudniu mieszkańcy zagrożonych terenów dostali od RCB alert o zagrożeniu pogodowym, pod postacią bardzo silnego wiatru.
Zalecono przygotowanie się do ewentualnych skutków takiej wichury, polecono powynoszenie z balkonów i tarasów rzeczy, które mogłyby poddać się wichurze i ich zabezpieczanie.
Przyznam, że i na mnie blady strach padł, chociaż właściwie żadnych rzeczy na balkonie nie przechowuję, ale to co mogłam pochowałam. Przygotowałam się jakby co najmniej koniec świata miał nadejść. Nawet uchylne okno w kuchni pozamykałam, żeby przez przypadek wiatr nie wyrwał go wraz z futryną.
I bardzo dobrze, że takie ostrzeżenia przychodzą, przynajmniej człowiek jest w pewnym sensie do takich kataklizmów przygotowany, chociaż nie zawsze przecież do końca można powiedzieć, że bezpieczny. Przecież wichura może powyrywać drzewa, pozrywać przewody elektryczne, pościągać z dachy anteny….
Na wszelki wypadek naładowałam sobie na full komórkę, żebym jakiś kontakt ze światem zewnętrznym miała.
Co prawda nie mieszkamy w Ameryce, czy Japonii i innych krajach podatnych na groźne trąby powietrzne, ale jak pamiętamy historię sprzed chyba dwóch lat, również i w Polsce huragany potrafiły narobić wielkie straty.
Dobrze, że Kraków daleko od Bałtyku leży, przynajmniej tsunami nam nie grozi.
Mój park też chyba jakoś zabezpieczali, bo późnym wieczorem nadjechały dwa wozy ze świecącymi się światłami i technicy coś tam majstrowali.
Już się bałam, że będą mi tak błyskać tymi lampami przez całą noc, bo akurat dokładnie pod moimi oknami stanęli, na całe szczęście ewentualna awaria, czy nie wiadomo co tam jeszcze było, szybko została usunięta i auta sobie odjechały.
Ale w tak zwany szary dym popadłam, no to sobie wyobrażam, w jaka panikę bym wpadła, gdyby na przykład zapowiedzieli jakieś ewentualne wojenne działania? Pewnie moje serce nie wytrzymałoby takiego stresu, skoro wiadomość o wichurze takie obawy we mnie wzbudziła.
Na wszelki wypadek szybko pogasiłam telewizor, komputer i wskoczyłam do łóżeczka, zawsze w nim jakoś bezpieczniej się czuję.
A tak miło wczorajsze popołudnie spędziłam, miałam gości i to nawet więcej niż się tego spodziewałam, bo przyszedł Maciek z żoną Elą, z dwoma córkami Darią i Wiką i nawet przyszła sunia Sisi, która jak zwykle przywitała mnie bardzo wylewnie.
Co to jest, że psy mnie tak lubią? Chyba nie jestem jednak aż takim złym człowiekiem?
Oczywiście pooglądałam wspaniałe zdjęcia i filmiki z ich pobytu w Turcji, a wcześniej ze Lwowa, który jest rzeczywiście pięknym miastem.
No a dzisiaj wstał dzień w kolorze stalowym, niebo szaro – bure, wieje wiatr i jest całkiem nieprzyjemnie.
Najchętniej skryłabym się jak niedźwiedzica w jakiejś gawrze i wyszła z niej dopiero na wiosnę.
Ale niestety, trzeba normalnie rozpocząć ten tydzień i pomału przyzwyczajać się do nowych warunków bytowania.
Nawet wtedy, gdy nie jest się w zgodzie z pogodą i z….polityką. która coraz bardziej mnie przeraża.
Ale pewnie nie tylko mnie, chociaż są tacy, którym nadal się ona podoba.
Wczoraj przeczytałam na Facebooku profil jednej mojej całkiem realnej znajomej, która zapraszała do głosowania na nią z ……listy Pisu.
No cóż, na szczęście ona kandyduje nie w Krakowie, ale i tak na nią bym głosu nie oddała, chociaż zawsze ją lubiłam, bo to całkiem miła dziewczyna.
Co ją uwiodło? – nie wiem, może jest osobą bardzo wierzącą, chociaż to nie powinno być wadą, a raczej zaletą?
Czy wiara może być jedyną, niezaprzeczalną wykładnią w podejmowaniu pewnych życiowych kroków, nawet tych niesłusznych, i z nią sprzecznych?
Widać nie zawsze. A swoją drogą tak się zastanawiałam, dlaczego Kościół, który powinien popierać dobro i prawdę stoi po stronie zła, krzywdy i kłamstwa?
Przecież to jest własnie zaprzeczenie wiary katolickiej, Bóg nie pozwalał ani okłamywać, ani wykorzystywać ludzi, a kościół niestety z pełną świadomością to robi.
Kiedyś, gdy walczyliśmy z komuną Kościół stanął po właściwej politycznej stronie, teraz niestety jest inaczej……….
Czyżby Diabeł MAMONA tak bardzo ogarnął Kościół, że całkowicie zdradzają tego, który ten Kościół ustanowił????
Ale niezbadane są wyroki Boskie, kiedyś za to bezprawie i Kościół zapłaci.
Nic to, życzę jednak, mino, że aura nam nie sprzyja, przyjemnego poniedziałku, oraz całkiem znośnego tygodnia.
Może za kilka dni pogoda nam się chociaż troszkę poprawi i powróci ta piękna, złota polska jesień?????
Czasami październik też potrafi zadziwiać śliczną, jesienną pogodą, a ten już przyjdzie za parę dni.
