Imieniny

Dzisiaj imieniny obchodzi mój Kochany Chrześniak – Ksawery. Czegóż mu mogę życzyć w tym dniu?
Chyba jeszcze więcej szczęścia, niż ma go teraz, ma wspaniałą Dianę koło siebie, która bardzo kocha i która bardzo  jego kocha i przede wszystkim ma najsłodszą córeczkę Zeldę, która akurat dzisiaj, w imieniny swojego Taty,  kończy pół roku swojego życia.Tak więc obydwóm i, czyli Ksawrowi i Zeldzie w dniu dzisiejszym życzę wiele szczęścia i pogody na wszystkie następne dni ich życia. Niech zawsze otacza ich miłość, radość i szczęście.

Pół roku, mój Boże, a wydaje mi się, że dopiero co był ten dzień, gdy Ksawer przyszedł do mnie  z wizytą i oznajmił mi, że będzie miał dziecko.
A potem przyszedł czas oczekiwania, oczywiście „poznałam” tę słodką dziewczynkę wcześniej, gdy jeszcze była w  brzuszku swojej Mamy, Ksawer przysyłał mi wtedy zdjęcia z USG,   na których wyraźnie było już widać zarysy jej twarzyczki.  Co prawda skutecznie zasłaniała się wtedy rączką, jakby chciała powiedzieć, poczekajcie, zobaczycie mnie dopiero wtedy, gdy już zawitam do was na ten świat, ale już wtedy wiedziałam, że to będzie najpiękniejsza dziewczynka na świecie. No i rzeczywiście tak jest! Potem kolejno dostawałam od Ksawra zdjęcia Zelduni, począwszy od pierwszego dnia Jej życia, aż po to ostatnie, które zamieściłam tutaj dzisiaj w blogu, a które jest najbardziej aktualne. Słodka dziewczynka, nieprawdaż????
Mam na swoim komputerze specjalny folder zatytułowany Zelda, w którym chowam wszystkie przesłane mi Jej zdjęcia, oraz te, które robiłam podczas wizyty Zeldy u mnie w domu.
Będzie to kiedyś  wspaniała pamiątka. Gdy Żelda skończy 18 lat (jak tylko doczekam) stworze wielki folder z wszystkimi Jej zdjęciami, jako mój urodzinowy dla Niej prezent.
Przynajmniej mam takie plany, myślę, że mi się one udadzą.

A skoro dzisiejszy dzień, ba, dzisiejszy tydzień rozpoczęłam takim miłym akcentem, czy warto go sobie psuć jakimiś moimi politycznymi wynurzeniami?
Stanowczo nie warto, chociaż znów wiele dziwnych rzeczy w tym zakresie się działo, chociażby bałwochwalczy zjazd Pisowców, opiewający  „wielkie sukcesy” ich trzyletniej już kadencji, ( pewnie nawet w tym samego Gierka zawstydzili), czy wielkie spotkanie urodzinowe u dobrego Wujka Tadzia, gdzie rządowcy wesoło pląsali w rytm muzyki pod batutą Solenizanta.
A niech się bawią, póki jeszcze wciąż trwa ta pisia maskarada…… Wszystko kiedyś ma swój koniec…….

A my wszyscy oczekujemy na  koniec tego tygodnia, bo………. w nocy przybędzie do nas  pewien Święty z prezentami.
No oczywiście nie wszyscy na takie prezenty zasłużyli i pewnie ich nie dostaną, może co najwyżej dostaną rózgę, albo mały, czarny węgielek, jak symbol tego, że nie byli grzeczni.

Już od IX wieku  w chrześcijaństwie wschodnim i zachodnim Mikołaj   był chrzczony jako  święty i cudotwórca.
Żywot pióra Michała z IX wieku przekazuje, że ten dzień traktowano jako przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia.
Kult Świętego Mikołaja był czczony od XVI wieku.
Co prawda wiele lat później Sobór Watykański zrobił małą rewizję pośród świętych, chcąc z jego pocztu wyłączyć kilku świętych w tym  własnie postać Św Mikołaja, ale papież Paweł VI zdecydował o kompromisowym rozwiązaniu tego problemu i postanowił o dowolności obchodzenia tego święta, z tym, ze z kalendarza usunięto średniowieczne teksty poświęcone Mikołajowi. Zezwolono jednak na obchodzenie wspomnień pewnych świętych według uznania i przywrócenia ich kultu zgodnie z tradycja poszczególnych krajów.

No to spróbujcie teraz swoim dzieciaczkom powiedzieć, ze nigdy nie było żadnego Świętego Mikołaja i  w związku z tym rodzice zwolnieni są z jakichkolwiek prezentów w tym dniu. Ba, nie koniecznie tylko dzieci nie zgodziłyby i  takim twierdzeniem, bo przypuszczam, ze każdy w pewnym sensie czeka z drżeniem serca i z myślą: a nuż w tym roku i mnie ten Święty obdaruje??

Więc najpierw w Grudniu, a dokładnie w nocy z 5/6, z prezentami  przychodzi św Mikołaj, a w Boże Narodzenie , czyli w Wigilię w zależności od rejonu Polski, prezenty rozdaje Dzieciątko,  Gwiazdor, Aniołek, czy św Mikołaj. 
W  Krakowie (i chyba w  Małopolsce) oczywiście w wigilijny wieczór to  Aniołek przez otwarte okno wlatuje do pokoju, w którym stoi choinka i pozostawia pod nią prezenty. Tak było jak sięgam pamięcią  u mnie w domu i pewnie jeszcze dużo wcześniej

Tylko……. no własnie jak ten biedny święty Mikołaj w ten piątek  na saniach ma przyjechać, skoro znów plusowe temperatury powróciły, nawet w nocy nie spadnie ona poniżej zera. I tak ma być przez najbliższe dni.
Ja to się nawet z tego cieszę, nie powiem, nie tylko dlatego, że nie jest ślisko,  a może też i dlatego, że w Mikołaja jednak nie wierzę? (ciiiiiiii!!!)

Miłego poniedziałku i całego tygodnia Wszystkim zatem życzę i miłego oczekiwania na Pana w czerwonym płaszczu.
A jutro mają swoje święto górnicy, ale o tym napisze dopiero w nastopnym moim blogu

Na razie.

Dodaj komentarz