HO HO HO JADĘ DO CIEBIE !!!!

 

A dzisiaj z drżeniem serca czekamy na tego Starszego, sympatycznego Pana z siwą  brodą i z olbrzymim workiem pełnym prezentów, prawda?

Tradycja, to tradycja, Ważny element z życia  każdego z nas od najwcześniejszych lat życia, aż po całkiem już dojrzałe lata.I znów przypominają mi się lata dziecinne, gdy na ogół Mikołaj przychodził do naszego domu wieczorową pora, wiec nigdy nie mogłam go podejrzeć, jak wkłada mi prezenty pod poduszkę.
Zawsze czułam w pewnym stopniu rozczarowanie, które jednak,oczywiście w trakcie rozpakowywania prezentów, gdzieś znikało.
Co prawda postać Świętego Mikołaja nadal owiana była tajemnicą, ale  już za chwile ważniejsza była zawartość pięknie zapakowanego  prezentu. 
Tak było do czasu, gdy raz moi Rodzice postanowili złamać tajemnicę tej postaci i zaprosiła Świętego do naszego mieszkania.
Ale to było wielkie przeżycie dla nas dzieciaków. Razem z moimi kuzynkami :z Krystyną i z Gugą, a także z kuzynami z Witkiem i z Piotrkiem czekaliśmy na tę ważną Osobę.
No i przyszedł, ubrany w zimowy kożuch, akurat wcale nie czerwony, ale obowiązkowo miał czerwoną czapę i oczywiście białą brodę.
Z wielkim przejęciem odbieraliśmy od niego nasze prezenty, ale w pewnym momencie było coś, co skupiło moją uwagę.To były buty, akurat takie same, jakie nosił Wujek Zbyszek, czyli Ojciec Witka i Piotrka.
Poczułam wtedy wielkie rozczarowanie i głośno wyraziłam swoje spostrzeżenie : to nie był żaden Święty Mikołaj, to był Wujek Zbyszek, bo nie dość, że nosił buty wujka, to w dodatku miał takie same okulary jakie on nosił.
No i sprawa się wydała. Od tego momentu przestałam wierzyć  w Świętego Mikołaja, moje kuzynki zresztą chyba również, tylko kuzyni, jednak o kilka lat młodsi niż my, do końca jeszcze nie  byli pewni, czy to był ich Tata, czy jednak  to był Święty Mikołaj.
No cóż, każdy z nas chyba pamięta ten ból, gdy wreszcie uświadomił sobie, że prawdziwy Mikołaj nie istnieje, że to rodzice  kupują nam prezenty, które następnie wkładają pod poduszkę, albo koło łóżka, o ile prezent był większego gabarytu. 
Ale nie mniej zawsze człowiek, będąc już całkiem dorosłym  czekał na ten dzień 6 grudnia.
Zresztą kiedyś była taka tradycja, że rodzice zamawiali przebranego  za mikołaja człowieka, który wraz z Aniołkiem i czasami z diabłem przynosił dzieciom prezenty przygotowane przez rodziców.
Pamiętam, że gdy Marcin i Magda byli jeszcze małymi dziećmi, moja siostra zamówiła kiedyś taką świąteczna ekipę do domu i…….
No nie był to najlepszy pomysł, bo dzieci przestraszyły się diabełka i wlazły pod stół, nawet nie chciały już żadnego prezentu, tylko płakały, żeby ten Mikołaj i jego świta już sobie poszli. Czyli jednym słowem nie była to zbyt udana impreza, bo jeszcze długo trzeba było dzieci uspakajać, tulić i oczywiście przekupywać prezentami, do których jednak za bardzo zaufania nie miały, mimo, że przebierańców już w domu nie było.
Zresztą kiedyś, wiele lat później sama przebrałam się za Świętego, ubrana zresztą byłam w ten sam kożuch, w którym kiedyś występował jako Mikołaj Wujek Zbyszek, do tego miałam ubrane buty mojego Taty, więc o kilka numerów za duże i ledwie w nich się poruszałam.
Ale wtedy zrobiłam niespodziankę nie tylko domownikom, ale również i mojemu koledze z parteru, a potem przemaszerowałam (z wielkim zresztą trudem), uczepiona ręki mojego Taty (ach, te za duże buty!!)  ulicami Krakowa do domu Feli, czyli drugiej zony mojego Taty z mikołajową niespodzianką.
Ach, z jaką ulgą zmieniałam potem buty na już normalne, moje własne, mogłam  spokojnie wrócić  do domu, nie potykając się o chodniki .
Ale mnie wtedy ludzie zaczepiali, każdy pytał, czy mam dla niego prezent, a ja odpowiadałam: nie, bo byłeś niegrzeczny.
Ale za to jakie piękne wspomnienia pozostały……
A potem, niestety im człowiek robił się bardziej dojrzalszy, jako Mikołaj zaczął coraz częściej zapominać o mnie, a teraz, gdy już mieszkam sama, na pewno mnie nie odwiedzi 😦
Taka jest niestety kolej rzeczy, ale nie szkodzi, zawsze pocieszam się tym, że przecież niedługo mam imieniny, więc na pewno z tej okazji jakiś prezent dostanę.
Bo ja bardzo lubię otrzymywać prezenty, zresztą kto tego nie lubi?????
Ale tak na wszelki wypadek będę dzisiaj przez okno na mój Park spoglądała, może akurat jakiś Święty Mikołaj się gdzieś  niespodziewanie pojawi.
Ale jedno wiem na pewno: dzisiaj pojawi się pan od naprawy piecyka, czyli sama sobie dzisiaj już po jego wizycie i po naprawie piecyka  zrobię mikołajkowy, w postaci nareszcie  cieplutkiej kąpieli. 
Też będę miała FUN, prawda??? A to jest najważniejsze!!!!

A ponieważ dzisiaj jest taki szczególny, świąteczny dzień, nie wypada zajmować się sprawami przyziemnymi, jaką może być polityka, więc zamiast moich politycznych rozważań dodam dzisiaj tylko jedno zdjęcie – mem, które bardzo mi się zresztą spodobało, bardzo mnie rozśmieszyło przez swój specyficzny humor sytuacyjny.

 

A wszystkim życzę bardzo przyjemnego czwartku i mnóstwo sympatycznych prezentów –  niespodzianek
Na szczęście od samego  rana świeci słoneczko, jakie to miła i wesoła odmiana po tych kilku „ołowianych” dniach.

I chociaż nie ma ani grama śniegu, to wydaje mi się, że już słyszę gdzieś  w oddali odgłosy dzwoneczków…………..