Nareszcie mogłam dzisiaj z wielką rozkoszą popluskać się w dobrze gorącej wodzie.
Piecyk naprawiony, woda gorąca z prysznica leci, z piecyka już się nic nie leje, więc nawet nie musiałam dzisiaj zbierać wody z całej powierzchni, na szczęście z niezbyt dużej mojej łazienki
Czyli jednym słowem : pełnia szczęścia w piątkowe przedpołudnie.
Żeby tak jeszcze jakieś słoneczko przez okno zaglądnęło…..ale nie, park spowity w ołowianych chmurach, czasami coś tam z nieba skapnie…..No proszę, jak nie wiele czasami człowiekowi do szczęścia jest potrzebne.
Co prawda pogoda nieco mnie deprymuje, ale kto by tam w piątkowe popołudnie (bo akurat już się faktem ono stało) przejmował by się takimi sprawami.
Najgorzej jednak, ze w piątek zdecydowanie nie ma czego w tej TV oglądać.
No proszę, niby mam Cyfrowy Polsat, niby mam na nim tyle programów, ale nic ciekawego dla mnie w tych programach nie umiem sobie znaleźć.
Do tego polikwidowano wiele stron, na których bezpłatnie można było sobie pooglądać jakieś filmy w internecie, przerabiając je na płatne.
No dobrze, wykupię sobie na ten jakiś przykład film za 9.50 zł, który potem okaże się dla mnie nie ciekawy i ….no własnie, nie dość, że stracę te 9.50 to w dodatku nadal nie będę miała co oglądać. Do kitu.
Co prawda bywają jeszcze niektóre stare filmy dostępne na Youtubie, ale i tu często mona przeczytać wiadomość, że film został zablokowany. Jednym słowem, smutny los potencjalnego pożeracza starych filmów.
A te, w porównaniu z dzisiejszymi były o całe niebo lepsze, przynajmniej miały jakieś przesłanie, teraz główna treścią obecnych filmów jest bij – zabij.
Może komuś się takie filmy podobają, mnie zdecydowanie one nie odpowiadają.
Może dlatego z takim sentymentem sięgam po te stare filmy, pełne romantyzmu, przepełnione jakąś lepsza wizja świata, niż ta, która nas ogarnia.
A ta niestety nie zapowiada się ciekawie. Dzisiaj przeczytałam przepowiednie na rok 2019, ułożone według znanego staro wiecznego wróżbity Nostradamusa, a także przepowiednie Saby, czy nawet aktualną naszego rodzimego wizjonera Jackowskiego i przyznam, że skóra na moim ciele się zjeżyła.
Przyznam, że bardzo złowróżbnie one brzmią, wszystkie mówią o wielkich zawirowaniach pogodowych, powodujących olbrzymie wręcz katastrofy, a także niestety też mówią o wybuchu III wojny światowej, tym razem jądrowej na wschodzie, która ma swoim ogniem objąć całą Europę.
W wyniku tych wszystkich katastrof i wojen wiele kontynentów wprost może przestać istnieć.
No i jak po przeczytaniu takich przerażających wizjonerskich artykułów człowiek ma miło spędzić piątkowe przedpołudnie?
Nawet ten poranny, miły prysznic stał się dla mnie już mniej ważny…..
Do tego dzisiejsza strona mojego blogu znów „fiksuje”, co chwilę się wyłącza i znów ten tekst przepisuje w nieskończoność.
Ech, to nie będzie dla mnie chyba jednak szczęśliwy piątek.
Oczywiście muszę dodać, że Święty Mikołaj do mnie jednak nie dotarł, widocznie na żaden prezent nie zasłużyłam.
Koniecznie muszę zrewidować swoje życie.
Jedyna pociecha, że następny piątek będzie dla mnie zdecydowanie milszy, albowiem własnie wtedy będziemy obchodzić Firmową Wigilię.
Znów spotkamy się wszyscy razem, tym razem nie przy stanowiskach pracy, a przy wspólnym, biesiadnym stole, powinno być miło.
Oczywiście nowa sukienka już czeka w szafie, w przyszłym tygodniu muszę jeszcze odbyć wizytę u fryzjerki Krysi i u pedikiurzystki pani Eli i będę gotowa do imprezowania.
Szkoda tylko, że po raz ostatni będę robiła sobie fryzurę u pani Krysi, od stycznia niestety ten Zakład już nie będzie istniał. Będę musiała sobie znaleźć inna fryzjerka(fryzjera?), bo z panią Elą nadal będę kontakt utrzymywała.
Tylko to było takie praktyczne, że dotąd oba zabiegi mogłam w jednym Zakładzie zrobić.
Znów muszę się duchowo (i cieleśnie) przestawić i znaleźć inna alternatywę na moją urodę.
I chociaż troszeczkę nastraszyłam może niektórych swoim wpisie o ewentualnie czekających nas w bliskiej przyszłości tarapatach, jednak życzę przyjemnego piątku
