Miał być śnieg, tym czasem za oknem deszcz całkiem niemiły sobie z nieba kapie i ludzi burością niby poranek denerwuje.
Pogoda nas zaskakuje, zimą jesień, tylko lato i wiosna były w miarę normalne. No nie można powiedzieć, jesień też była niezła, więc dzisiaj sobie pogoda może po kaprysi troszkę.
Nimesil już skoro świt zażyty, bo kostki tego już się od samego mojego powstania z łóżka domagały.Rano już załatwiłam sobie wizytę na środę u pani Krysi i u pani Eli ( przypominam, na piątek muszę być super elegancka na tym spotkaniu wigilijnym naszej firmy), a jeszcze dzisiaj przede mną wizyta w Cukierni, która ma wdzięczną nazwę ; „Słodka Manufaktura”, gdzie zamówię świąteczne wypieki.
No i własnie z tym mam taki dylemat, co zrobić z moim imieninowym tortem, czy mam sama upiec ten już mój tradycyjny koksowy tort imieninowy, czy tym razem skusić się i zamówić jakiś pyszny torcik w Manufakturze?
Mam wiec problem do przemyślenia, ale…Po pierwsze decyzję podejmę po dzisiejszej wizycie w owej cukierni, a po drugie, muszę się spytać Olci, czy jak zwykle pomogłaby mi przy własnym wypieku.
Niech dziewczyna się uczy, gdy kiedyś mnie już zabraknie, będzie mogła taki tort upiec już bez dyktanda i będzie swoim dzieciom, albo nawet i wnukom mogła powiedzieć: taki tort zawsze piekła moja Babcia Ania i moja Ciocia Ewa.
Tak, bo nasz tort kokosowy jest już tradycją objęty, można by powiedzieć, że nawet mogłabym się starać i licencję w Uni Europejskiej pod nazwą tradycyjny kokosowy tort rodziny Wyrobków. 🙂 😉 🙂
A co, skoro taką unijną licencję ma góralski oscypek, czy krakowski obwarzanek, dlaczego nie miałby mieć go i mój tort?
Żarty na bok, ale jednak co tu dużo mówić, co domowy wypiek, do jednak inny (lepszy?) smak. Przynajmniej wiem, co do środka dodaję.
No i Rodzinka tez bardzo lubi mój kokosowy torcik. I co najważniejsze, wcale nie jest on trudny do wykonania.
Tym razem nie podam już dokładnego przepisu, bo robiłam to już wielokrotnie przed moimi imieninami, ale tylko nadmienię, że zrobiony jest on tylko z bitej piany z cukrem i wymieszanym i wiórkami kokosowymi, oczywiście każdy blat, pieczony osobno (a są 3 blaty) ma w sobie też i łyżkę mąki i ciut cytryny by piana nie siadła.
No a masa do niego jest robiona według uznania, oczywiście z prawdziwego masła (żadna tam Kasia, czy inne smarowidło), można robić ją z budyniu (tak kiedyś robiłam), albo dodawać do niej masę kajmakową i oczywiście kawę, bo ten tort zdecydowanie najlepszy jest z masą kawową (ja dodaję Nescafe w granulkach). Oczywiście nie można też zapomnieć o odrobince prawdziwego spirytusu do masy, wraz z tą granulowana kawą dodają jej takiej fajnej ostrości.
Poza tym oczywiście będę tez musiała pomyśleć o kutii, bo wiem, że gospodarz domu, do którego idziemy na Wigilie w tym roku, czyli mąż Agi – Jarek własnie bardzo moja kutie lubi.
Tak wiec po drodze do cukierni będę musiała jeszcze zaglądnąć na plac na ul Lea, gdzie pewnie już powinna pojawić się w którymś stoisku potrzebna do kutii pszenica , wszak do Świąt pozostało tylko nieco ponad dwa tygodnie. pomału już we wszelakie dobroci i łakocie pewnie się już pokazały i trzeba zacząć się w nie zaopatrywać. Stopniowo, nie wszystko na raz, ale niczego potem zabraknąć nie może .
No i właśnie, chociaż pogoda za oknem całkiem nie grudniowa, nie można zapominać, że przed nami już niewiele czasu do rozpoczęcia świętowania nam pozostało.
Zresztą zawsze w tygodniu, w którym wypada nasza Firmowa Wigilia zawsze już tak jakoś przedświąteczne się czuję.
A teraz popatrzyłam właśnie za okno i zaczęło się wyraźnie już przejaśniać, deszczyk sobie odszedł, chmury wietrzyk po przeganiał i nawet coś na wzór słonka pokazuje się na niebiesie – znak, że mogę wyruszać na zakupy.
Życzę przyjemnego poniedziałku i całego tygodnia, niech spełniają się nasze przedświąteczne marzenia, na te świąteczne jeszcze troszkę musimy poczekać.
