wpis w przedświąteczny piątek

 

 

 

A tak sobie wczoraj troszkę powierszykowałam.
Od czasu do czasu tak lubię.
Następny mój wierszyk, już okazjonalny, na pewno zamieszczę w poniedziałek, w Wigilię.
Będą to zarazem moje życzenia świąteczne dla Wszystkich moich wiernych Czytelników i ich Rodzin.

Ale to dopiero w poniedziałek.
Dzisiaj za oknem piękna zimę mamy.
Cały mój Park Krakowski w bielutkiej szacie jest spowity, chociaż z drzew już śnieg nieco opadł.
Słoneczko co prawda pokazuje się tylko na bardzo krótkie chwilki i niknie gdzieś w chmurzyskach, ale przynajmniej nie ma na niebie tej ołowianej czapy, która przynosiła tylko depresyjne samopoczucie.
Bo dowiedzione jest, że w zimie, gdy jest niedosyt słonecznego światła nasza psychika bardzo cierpi, wtedy też wszystkie ciemne myśli na człowieka nachodzą.
No to Święta już co raz bliżej, można powiedzieć, że już za pasem.
W niedzielę jadę do Modlnicy, która też jest już podobno cała  śniegową pierzyną otoczona.
Może tego śniegowego krajobrazu do czasu mojego tam przyjazdu pozostanie?
Ale przynajmniej nie będę musiała wychodzić na papieroska na ten mroźny taras, to jest jeden z atutów posiadania  mojego elektrona.
Dzisiaj jeszcze tylko niewielkie w pobliskim sklepie zakupy uczynię no i koniecznie muszę zamoczyć pszenice, którą następnie będę gotowała do miękkości, jako składnik mojej kutii.
Prawdopodobnie będę ja już robiła jutro, musi się dobrze przegryźć  w lodówce, by była smaczna. Tylko najwyżej w niedzielę wieczór doleję do niej jeszcze troszkę słodkiej śmietanki.
A jak robię kutię? 
Kiedyś, dawno już temu zrobiłam okropny błąd i przemieliłam pszenicę przez młynek, zrobiła się potem niesamowicie niesmaczna bryja, a nie kutia.
Pszenicę trzeba ugotować  z odrobiną soli do miękkości,podobnie jak każdą kaszę, czyli można ją chwilę pogotować i potem schować garnek przykryty oczywiście pokrywką pod koc, by potrawa „doszła”.
Wystudzoną pszenicę łączę z mielonym makiem i do tego dodaję wszystkie pyszne dodatki,więc siekane orzechy, płatki migdałowe, siekane figi i daktyle, skórkę pomarańczową,(można dodać trochę kokosowych wiórek) oczywiście rodzynki i na koniec mieszamy to wszystko z odpowiednia ilością miodu.
A gdy potrawa już się przegryzie można dodać kilka łyżeczek słodkiej, 30 procentowej  śmietanki.
Oczywiście nie wspomnę, że kutia jest bardzo słodką i niezwykle kaloryczna potrawą, ale raz do roku na taka rozpustę można sobie pozwolić, tym bardziej, że zjedzenie w Wigilię maku,orzechów i miodu ma przywieźć dobrobyt na cały następny rok, a pozostałe słodkie  składniki mają osłodzić wszystkie dni następnego roku.Tak więc polecam tę potrawę, bo trzeba przyznać, że jest naprawdę bardzo dobra.

To tyle na dzisiejszy wpis, bo przyrzekłam sobie, że przez ten cały świąteczny okres nie będę się politycznie wypowiadała, żeby nie psuć sobie i moim Czytelnikom dobrego humoru, który powinien być przez święta dominujący.
No, chyba, że mnie coś podkusi??????

Życzę umiarkowanej krzątaniny w kuchni przy wypiekach i tworzeniu wigilijnych dań, pamiętajcie, że ten czas  powinniście poświęcić głównie Rodzinie, dla której tak mało czasu w ciągu roku mamy…
Miłego przedświątecznego piątku