to był naprawdę miły piątek


Mogę nawet powiedzieć, ze niespodziewanie miły piątek.
I to nie tylko za przyczyną  naprawdę  ślicznej pogody !!!

A  słonko przygrzewało wczoraj od samiuteńkiego ranka

Najpierw przyszła pani Ela i zrobiła porządek z moimi stopami, tak więc mam je już odświeżone, odnowione i mogę sobie  nawet biegać.
No, lekka przesada, na bieganie raczej nikt mnie nie namówi, ale i tak jest dobrze, gdy podeszwy nie palą.
A potem zatelefonował V.I.P.  i spytał, czybym się z nim do Parku nie wybrała.  Czemu nie!!! Wszak na tę chwilę czekałam i o niej myślałam, gdy siedziałam przy biednym chorym nieboraku w szpitalu. Nawet mówiłam mu: jeszcze trochę, a znów będziemy na naszej ławeczce siedzieli.
No i tak wczoraj się stało. Znaczy się, że Kaziu już tak wyzdrowiał, że nawet na dłuższy spacer mógł się wybrać, ale radość.
Trochę pochodziliśmy po parku (no troszeczkę tylko), a potem, siedząc  na ławeczce jak na dwoje starszych ludzi przystało,  podziwialiśmy jak pięknie przyroda do życia się budzi, jak lekki wiaterek po niebie obłoki goni.
Co prawda obok siedziała również jakaś „dosyć dorosła”, starsza  już para, ale gdy spytałam Kazia, czy my też tak wyglądamy dostałam od niego  kategoryczna odpowiedź „jeszcze nie”, co wyraźnie mnie ucieszyło. Czyli jeszcze aż tak źle z nami nie jest 🙂

A po spacerze poszliśmy do mnie do domku, gdzie przygotowałam moje popisowe popisowe danie własnego pomysłu : placek a’la Ewusia
Oto przepis:

Jedno jajko rozbełtać z mlekiem, dodać 2 łyżki mąki , przyprawy typu czosnek Knorra, kminek, czerwona ostra papryka wszystko wymieszać dokładnie i dosypać czubatą porcję pszennych otrębów, wkroić ser typu Lazur(można troszkę wkroić wędliny), można dosypać też suszoną żurawinę i wszystko podlać mineralną wodą, aż do uzyskania odpowiednio gęstej masy dającej wylać się  na patelnię  pokropionej  oliwą. Dalej postępujemy jak przy smażeniu normalnego omletu, to znaczy dokładnie obsmażamy dół placka tak długo, aż będzie całkiem brązowy i na tyle zwarty, że da się przełożyć na drugą stronę i dalej ten placek smażymy. Podajemy oczywiście z keczupem.
To jest porcja na taki omlet jednoosobowy, jeżeli masz więcej osób  na obiedzie, trzeba dodać więcej składników, względni każdą porcję smażyć osobo, co znów wcale aż tak długo nie trwa, a jest łatwiejsze przy obróbce tego omletu, przy przekładaniu go na druga stronę.
Smacznego!!!
Przez to, że w tym placku – niby omlecie  są otręby i woda mineralna (ja dodawałam Muszyniankę) robi się on nie tylko bardzo puszysty, ale również i bardzo syty. Polecam.
Po tym sytym, pysznym obiadku   wypiliśmy jeszcze kawkę (ja oczywiście, jak to V.I.P. mawia, piłam kawusię), porozmawialiśmy i gość sobie powrócił do swojego domku, a ja oddawałam się rozkoszom oglądania moich ulubionych seriali. 
No i tak ten piątek całkiem miło mi minął.

Dzisiaj nie zapowiada się aż tak przyjemny jak wczorajszy dzionek, ba, nawet straszą deszczem.
Co prawda prze moment słonko nawet się pokazało, ale już po chwili  gdzieś z chmurkę uciekło.
A niech trochę sobie popada, tym nowo rodzącym się roślinkom ciepły deszczyk bardzo do intensywnego rozwoju się przyda.

Życzę zatem mile spędzonej soboty.
Ja już pomału zaczynam myśleć …  o wyjeździe.
Wszak  nie po tej, ale po następnej już niedzieli będę się zaczynała pakować….

j