rzeczywiście, trzynastego wszystko zdarzyć się może






Bo wczoraj własnie 13 kwietnia miałam dzień odwiedzin. 
Najpierw przyszła, a właściwie przyjechała Magda, która przytargała mi moją dużą walizę, którą kiedyś jej pożyczyłam dla Olki.
Dawno temu  to było, a ponieważ od tamtego czasu nigdzie  na  dłużej nie wyjeżdżałam, a jeżeli  już jechałam do Modlnicy, to z moją mniejszą walizeczką,, więc nawet zapomniałam, że ta moja olbrzymia waliza jest naprawdę taka olbrzymia.
Bez przesady, całą szafę ubrań mogę tam zmieścić, nie muszę się ograniczać, tym bardziej, że jak już pisałam, będę zawieziona na miejsce i odwieziona z powrotem, nawet dźwiganie mnie ominie, bo waliza ma kółka, a poza tym, jakby co, po schodach nie ja ją będę musiała znosić.
No to hulaj dusza, piekła nie ma, będę się już jutro pakowała bez żadnych skrupułów, a w Wiśle nawet cztery razy dziennie (oraz dwa razy w nocy) będę się przebierała, a co, kto mi zabroni??????
Nie, oczywiście psa do walizki nie zabiorę przecież go nawet nie mam, a poza tym, za dużo miejsca by zajmował, gdzie bym swoje ciuchy do przebrania wtedy schowała????
Ale na pewno znajdzie się tam miejsce na mój ukochany laptopik, bez którego ani, ani.  Przecież muszę mieć jakiś  kontakt ze światem wirtualnym.
Już nawet Anna 19  napisała, że czeka na moje wieści z Wisły, myślę, że i Ulka i inni również będą ciekawi, co ja tam porabiam, więc od czasu do czasu do Was odzywać się na pewno  będę.
No dobra, wracam do wczorajszego dnia.
Ledwie  zdążyłam wypić kawę z Magdą i chwilę pozmawiać, dowiedziałam się, że za chwilę przyjedzie do mnie druga tura gości, czyli Maciek z Ela i z Darką.
Tym razem Sisi nie odwiedziła ciotki Ewy………. 😦
Ale to nie koniec jeszcze atrakcji tego wieczoru, bo potem miałam dwa miłe telefony, jeden  właściwie taki, którego się spodziewałam, czyli od mojego V.I.P.a, a drugi….
No własnie odezwał się mój chrześniak, ale tym razem nie Ksawery, tylko Marcin, najstarszy syn mojej siostry. 
Trochę  się  zdziwiłam, bo Marcin raczej bardzo rzadko do mnie dzwoni, najczęściej wtedy, gdy ma do mnie jakiś interes, tym razem dopadła go chyba jakaś rodzinna nostalgia, bo zatelefonował ot tak, bez wyraźnego powodu. Ba, nawet zaprosił mnie do siebie, ale na razie myślami jestem już przy pakowaniu  i przy wyjeździe i na odwiedziny teraz czasu nie mam, muszę odłożyć to na czas poświąteczny, a jak zam życie, to pewnie na jeszcze dłużej.
No chyba, że znów go rodzinna nostalgia dopadnie, ale ponieważ raczej dosyć trudno mi się z nim będzie porozumieć, nie będę wcale nalegała.
W każdym razie o tym teraz myśleć  na pewno nie będę.
Ma rację Marcin, że kiedyś był moim najbliższym sercu chrześniakiem, ale tyle czasu od tamtej pory minęło, tyle rzeczy się wydarzyło.. .ot jak to w rodzinie, jak to w życiu, różnie bywało.
Nie, żebym miała do niego jakiś żal, czy jakąś złość, wszak jest najstarszym synem  mojej Ukochanej  Siostry Ani, ale zbyt rzadkie wspólne przebywanie bardzo chyba nas od siebie oddaliło,  inaczej rozumiemy to nasze życie, co wcale nie oznacza, że tak nadal być musi.
Zresztą prócz Marcina i Ksawra mam przecież jeszcze jednego chrześniaka, Dominika, który jest w Stanach i też nie mam z nim żadnego kontaktu.
Fakt, Dominik nie jest ze mną związany rodzinnie, ale jest synem mojego Przyjaciela z lat dziecinnych, Janusza i też w pewnym sensie w moim sercu tkwi.
No dobrze, zaczęłam ten blog tak na wesoło, teraz coś mnie na łzawo znosi . ……….. dosyć.

TRZA BYĆ W BUTACH NA WESELU – cokolwiek miałoby to oznaczać.
A ja mam z tym stwierdzeniem pewne skojarzenia…….

Ale to wszystko już było, minęło, nie wróci………………..

Wczoraj raz jeszcze czytałam kilka artykułów dotyczących katastrofy Titanica, bo własnie w  noc z  13/14 kwietnia 107 lat temu  Titanic uderzył w górę lodową i zatonął.
Okazuje się, że w internecie można znaleźć wiele ciekawostek związanych z tą katastrofą i to nie tylko takich, które do tej pory były mi znajome, ale kilka z gatunku parapsychologii, chociażby to, że jeszcze wiele lat po tej katastrofie, statki przepływające w tej okolicy, odbierały alarmowe wiadomości S.O.S. od jednostki, która była oznaczona symbolami własnie Titanica.
I bynajmniej nie były to jakieś kawały robione prze niemądrych figlarzy (zresztą kto by śmiał z takiego nieszczęścia robić pośmiewisko), gdyż ostatnia taka wiadomość przyszła po 70 latach od katastrofy. Różne były wytłumaczenia tego zjawiska, najczęściej tłumaczyli to interferencją fal głosowych, które po odbiciu się w kosmosie od jakiejś przeszkody, po prostu znów wracały na ziemię.
Mniej wytłumaczalnym faktem było ujawnienie się ducha głównego  kapitana Titanica Smitha, który miał ujawniać się w  domu, w którym przed ostatni swoją podróżą mieszkał. Dziwne było to, że ludzie, którzy wynajęli od spadkobierców ten dom, kilkakrotnie byli zalewani własnie wodą i mieli  te wrażenie, że duch kapitana  kręci się po prostu po swoim domu. Oczywiście ten dom poszedł pod młotek, ale nowi właściciele jakoś już nie zgłaszali potem swoich kłopotów z duchem pana kapitana.
Może rzeczywiście po latach spełnił jakąś misję, którą mu powierzono do zrobienia tu, jeszcze na ziemi i spokojnie  odszedł do wieczności????
Nie wiem, czy w to wierzycie, ja jednak sama  w młodości miałam kilkakrotnie kontakty z duchami, więc akurat w to wierzę.
Nie, nie wstydzę się wcale, parę razy wywoływałam całkiem sympatyczne duchy, jak na przykład ducha Kornela Matuszyńskiego, który był bardzo mi przyjazny, nawet bardzo sympatyczny i wesoły,  niektóre były może mniej dla mnie zrozumiałe, nie zawsze wiedziałam, o co im chodzi, na szczęście nigdy nie spotkałam żadnego złośliwego ducha, który byłby niebezpieczny dla mojego istnienia.
Ale kiedyś z dwoma chłopakami z mojej rodziny (specjalnie nie wymieniam imion) sprowadziłam ducha, który był bardzo namolny, nie chciał się dać odwołać, chciał długo przebywać z nami i  rozmawiać, nawet podawał mi numery totolotka, które zresztą wcale potem  nie wykorzystałam i trzeb było wiele czasu poświęcić na to, by namówić go wreszcie, by sobie poszedł w zaświaty z powrotem.
I od tego czasu postanowiłam, że już nigdy więcej żadnego  ducha wywoływać nie będę  i tego się trzymam do dzisiaj.
Ale to wcale nie znaczy, że w życie pozagrobowe nie wierzę.
Boże, po co ja o tym właściwie pisze, przecież……. 
Ale wracając raz jeszcze do Titanica: jeżeli ktoś jest ciekawy polecam wpisać w Googolach  słowo tajemnice Titanica, tam naprawdę wiele ciekawych i czasami wręcz niesamowitych rzeczy  dotyczących tego  nieszczęsnego rejsu przeczytać można.
Z innych dziwów tego życia: przeczytałam dzisiaj artykuł, w którym opisywali prośbę pewnej umierającej   amerykańskiej kobiety, aby pozwolili po jej śmierci przetworzyć jej ciało  ją na kompost do jej ogródka.
Dla mnie jest to raczej to pomysł niedorzeczny, ale rzeczywiście jej przyjaciółka doprowadziła do tego, że prośba ta została spełniona, a nawet pewne amerykańska, proekologiczna partia wystąpiła do amerykańskiego senatu z prośbą o zalegalizowanie takiego procesu, by każdy, kto wyrazi na to zgodę, mógł w przyszłości pozostać użyteczną częścią otaczającej nas przyrody.
Od razu mówię,  ten pomysł całkowicie mi się nie podoba, ale na szczęście ja mieszka w zaściankowej dosyć Polsce i na pewno nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, aby w taki sposób zachować czyjś pochówek.
U nas na pewno nie zgodził by się na taki  nie tylo katolicki zwyczaj nasz Kościół, ale pewnie i też mało byłoby partii, która gotowa byłaby taki pomysł poprzeć.
Ale w Stanach wszystko jest przecież możliwe……

Dzisiaj mamy szczególną, przedświąteczną  niedzielę, NIEDZIELĘ PALMOWĄ.
Dzisiaj w Kościele Katolickim obchodzimy święto uroczystego tryumfalnego  wjazdu Jezusa do Jerozolimy, tym samym rozpoczynamy Wieki Tydzień,  czas przygotowania się do męczeńskiej śmierci Pana Jezusa na Krzyżu a potem do Jego  zmartwychwstania, czyli do radosnego  świętowania Wielkanocy.

Od rana słonko usiłuje przebić się rzez resztę chmur po niebie błądzących, może  przyniesie trochę więcej nam ciepła i radości????

Zatem miłego odpoczynku i miłego  Palmowego  świętowania.