
Pokaż: Z tagiem: Z kategorii: Z miesiąca:
- Wielka Sobota pełna radości Wielka Sobota to właściwie już czas świąteczny.
Dzieci przybierają swoje koszyczki, wkładają tam baranki, kolorowe jajeczka, kurczaczki i świnki, a starsi przygotowują prawdziwą święconkę: kiełbasę, chrzan, babkę wielkanocną, chleb, masło i oczywiście kolorowe jajka…….wszystko przyozdobione jest zielonym bukszpanem, białymi, puchatymi baziami i żółtymi żonkilami – prawdziwa wiosna.
Pamiętam z dzieciństwa ten słodki czas oczekiwania na Wielkanoc i to podniecenie przy przygotowywaniu koszyczka , a potem wspólny spacer z Mamą, Tatą i Rodzeństwem do Kościoła, przed którym rozkładane były stoły przybrane białymi obrusami. Tam stawiało się swój koszyczek i czekało aż ksiądz poświeci jego zawartość.
Pamiętam dzień, gdy musiałam pożegnać się z moją różową, cukrową świnką, która mój Tata podarował małej córeczce Kolegi z pracy, ale była wtedy rozpacz wielka, bo jak koszyk bez tej świnki miał pięknie wyglądać, ale……Wielkanoc to też czas dzielenia się z innymi, teraz to rozumiem, wtedy jeszcze nie do końca godziłam się z takim „rozstaniem”
Powrotny spacer do domu był tez wielką radością, mam zdjęcie, na którym mała Ewusia, okuta w ciepły płaszczyk,w chustce na głowie, szła Plantami za rękę z Mamą, a w drugiej trzymam mały koszyczek. Ach, to były wspaniałe czasy, chociaż musiało być raczej, jak widać po ubraniu, w które byłam zaopatrzona dosyć chłodno, może to były ostatnie dni marca, albo pierwsze dni kwietnia, gdy wiosna jeszcze nie dotarła do Krakowa? A potem rozpoczynało się świętowanie, chociaż wtedy był czas, gdy w Wielką Sobotę obowiązywał jeszcze post, przynajmniej od potraw mięsnych.
A prawdziwa uczta rozpoczynała się śniadaniem Wielkanocnym i trwała z małymi przerwami aż do wieczora. Za stołem zasiadała cała Rodzina,: domownicy, Babcie, (Dziadkowie już nie żyli wtedy, przynajmniej ja nie pamiętam ich udziału w Świętach), wszystkie Ciocie i Wujciowie, Kuzyni, ale było wesoło. Oczywiście, zgodnie z rodzinną tradycją Dorośli świętowali osobno, w tak zwanym pokoju jadalnym, dzieci miały swój stół w pokoju obok.
A wiele lat później, gdy zabrakło już Rodziców, moja Siostra Ania przejmowała obowiązki Gospodyni Świąt, rozkładała specjalne obrusy ozdobne na te okazję i specjalne wielkanocne talerze z namalowanymi pisankami.
I też rodzinnie, wszyscy razem świętowaliśmy, teraz niestety każde z jej dzieci spędza święta w swoim rodzinnym kole.
I chociaż spędzam na ogół święta trochę u Magdy, trochę u Macka, a jednak mi żal, że nie jest tak jak kiedyś……..Wracają sentymentalne wspomnienia i łza w moim oku się kręci………
No a te Święta Wielkanocne będą już całkiem inne, niż te poprzednie, spędzę je samotnie, daleko od rodziny…..I chociaż trzeba przyznać, że Dyrekcja Sanatorium bardzo się stara o wystrój tych Świąt, wszędzie są piękne wiosenne, wielkanocne ozdoby, menu Świąteczne jest bardzo bogato zaplanowane (już nawet podano jego zawartość) jednak chyba będzie mi smutno……
Ale coś za coś, mam dobre zabiegi, basen z podgrzewaną wodą), fantastyczne powietrze, a w sumie samotność nie jest znów wcale taka zła, mam TV i komputer do towarzystwa. Te dwa dni świąt jakoś przetrwam. Bo jakoś nie znalazłam tu żadnej bratniej duszy do ciekawego wspólnie spędzonego świątecznego czasu. Szkoda tylko, że moja kondycja fizyczna jest dosyć słaba, chyba górski klimat niezbyt mi służy.
Wczoraj wybrałam się na nieco dłuższy spacer, właściwie to dobrze, ze szłam całkiem sama, bo moje nogi co rusz odmawiały mi posłuszeństwa, w głowie mi się kręciło i musiałam co chwilę stawać i głęboko oddychać, albo wręcz szukać ławeczki, na której bym mogłabym przynajmniej na moment przysiąść.
Wstyd by mi było przed kimś, kto by ewentualnie ze mną szedł……..
A wieczorem kilka razy łapał mnie skurcz obu łydek i obu stóp, musiałam wstawać kilkakrotnie
z łóżka i rozchodzić i po gimnastykować te stopy, by ból minął.
Matko, co się ze mną dzieje?? Przecież w Krakowie jednak o wiele lepiej chodzę, czyżby RZECZYWIŚCIE klimat mi nie służył??????
Ale
na szczęście są i dobre strony mojego pobytu: po pierwsze basen, a po
drugie te zabiegi, które naprawdę mi pomagają.Przynajmniej nie budzi
mnie już w nocy ten bolący bark, igiełki w dłoniach są mniej dokuczliwe,
już nie mówiąc o bardzo ograniczonym bólu kolan, czy kręgosłupa.
Może następnym razem tylko jakąś inna okolicę do kurowania wybiorę???
Dzisiaj tez zapowiada się piękna, słoneczna pogoda. Zaraz polecę na basen, a potem posiedzę na tarasiku, nie będę dzisiaj nigdzie wędrowała, bo jeszcze moje nogi po wczorajszych skurczach są nieco obolałe. A zresztą, kto mi (do cholery) każe maszerować po górkę???
Życzę przyjemnego dnia, dużo rodzinnej radości, uśmiechów dzieci, wnuków i najbliższych