
Pierwsze to „ogólnodostępne”, czyli drugi dzień ŚWIĄT WIELKANOCNYCH”
A skoro drugi dzień Świąt, to Lany Poniedziałek, czyli polski Śmigus Dyngus.
Raczej
nie grozi mi to, że zostanę oblana, bo tu samo „nobliwe” towarzystwo,
chyba będę musiała sama sobie dyngusa urządzić na basenie, włączając ten
bicz wodny, który chlapie niemiłosiernie, aż cały człowiek jest mokry,
nawet oczy są zachlapane, nie mówiąc, że i cała głowa jest
mokrzusieńka.
Chociaż nie jestem pewna, czy powinnam dzisiaj iść na
basen, jestem nieco przeziębiona i drapie mnie w gardle po tych
basenowych uciechach.
Ale może jednak sobie zrobię taki urodzinowy, mokry prezent, taką uroczystą ablucję na dobre rozpoczęcie mojego nowego rocznika?
Bo
gdzie w Krakowie znajdę taki basen z łagodnym, schodkowym zejściem?
Chyba tylko w Parku wodnym. Bo drabinki stanowczo odpadają!!!!!!!!
A
swoją drogą, dlaczego na ogólnie dostępnych basenach nie ma takich
właśnie zejść dla osób niepełnosprawnych? Tyle się mówi o ułatwieniach
dla inwalidów, a baseny niestety nie są dobrze w tym kierunku
zabezpieczone. A osoba niepełnosprawna też jest człowiekiem, chętnie też
by się od czasu do czasu popluskała, a tu ZONK, przeszkoda nie do
pokonania.
Oj przydałaby się tu w Krakowie taka energiczna osoba, jak
Marta z Jastarni, ona od razu by załatwiła schodki dla
niepełnosprawnych na basenach
Ale dla mnie jest to jeszcze dodatkowa świąteczna okazja, bowiem……
Tak, jak zwykle dzisiaj obchodziłby rodziny Włodzimierz Lenin, za to obchodzi swoje urodziny Donald Tusk i…… oczywiście ja.
Może to nie są to jakieś wyjątkowe urodziny, bo nie okrągłe, te będą za rok, ale za to są to urodziny „przejściowe” pomiędzy sześćdziesiątką, a siedemdziesiątką.
Boże, naprawdę?????? to wręcz niemożliwe!!!!!! A jednak!!!!!
Słyszę Wasze wiwaty i życzenia dla mnie – 100 lat, chociaż czy ja wiem, czy warto tej setki doczekać?
A czego ja sobie życzę na te urodziny?
Żebym była szczęśliwa, pozbyła się tych moich czasami niedorzecznych lęków, bo one czasami mi komplikują moje życie,żebym troszeczkę nabrała więcej kondycji i siły (ostatnio coś z tym jest słabiutko) i przede wszystkim, abym znów pozbyła się tych nieszczęsnych kilogramów, które niestety, mimo operacji znów mi niepokojąco narosły.
Już nawet podjęłam w tym kierunku pewne plany, ale o tym na razie cicho sza.

Dzisiaj ostatni już dzień mojego pobytu we Wiśle, więc muszę go dobrze wykorzystać, jak tylko oczywiście pogoda dopisze.
Wczoraj odnalazłam fajne miejsce na polance, nie muszę wcale daleko chodzić, są tam ławeczki, można posiedzieć, troszkę się poopalać, nawet na Facebooka zaglądnąć i całkiem fajne zdjęcia porobić. Co prawda nie mam już wiele miejsca na moim telefonie, musiałam kilka starych zdjęć usunąć, ale po przyjeździe do Krakowa Daria obiecała, ze przeleje mi zdjęcia na komputer, czym zwolnię miejsca w telefonie i znów będę mogła trochę poszaleć z tym moim aparacie w telefonie.
Pokemony tu raczej bardzo rzadko przychodzą, zresztą ta mania pokemonowania już troszkę mi minęła, gram tylko okazjonalnie, od czasu do czasu, gdy sobie przypomnę, że te nieznośne istotki sobie bujają w obłokach.
Wszystko kiedyś się kończy, może i dobrze, bo zabiegów za wiele znów nie miałam, przynajmniej na tyle, że całkowicie mnie nie wyleczyły, klimat, jak pisałam niezbyt mi służył (stanowczo wolę morze), w dodatku na pewno jeszcze przybrałam masy, bo karmili mnie naprawdę fantastycznie, smacznie i niestety obficie.
Sam kotlet na wczorajszym obiedzie bez przesady zajął mi ponad pół talerza, nie było miejsca na sałatkę z buraczków i tartej marchewki z pomarańczą (tak tak, takie pyszności dawali), do tego był rosół z makaronem i z mięsnymi pulpecikami, a na deser spory kawał orzechowego mazurka.
Naprawdę lubię dobrze zjeść, ale te podawane porcje są nie do przejedzenia dla normalnego człowieka, a co dopiero dla zoperowanego żołądka?
Tak jeszcze dla przykładu dodam, że wczoraj na kolację podali żurek z jajkiem, pieczoną kiełbasę, a na talerzu był pomidor plastry szynki, pieczeni, kawałek sera Brie i jeszcze do tego rollmops ze śledzia po grecku (z jarzynkami), no kto by dał temu rady?????
Aż boję się dzisiejszego dnia, bo mój żołądek już całkiem zastrajkował, a w menu obiadowym jest typowy śląski obiad: zraz, kluski śląskie i modra kapusta. Chyba już tyko oczami będę jadła……….
Jak to dobrze, że nie rozpoczynałam diety przed moim pobytem we Wiśle, wszystko w niwecz by poszło 🙂
Dzisiejszy dzień sobie jakoś przeświętuję, a jutro rano, koło 9, przyjedzie po mnie Darka, tak wiec jutrzejszy wpis do blogu będzie trochę później zamieszczony, ale już pisany z Krakowa.
A właśnie sobie uprzytomniłam, że przecież niewiele czasu pozostało już do pisania tego blogu na tej stronie blox.pl.
Za równy tydzień, czyli 29 kwietnia zamieszczę tu ostatni mój wpis, a potem będę dostępna tylko na stronie : jasna0ster.home.blog
Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, że moja 15- sto letnia przygodna na stronie blox.pl przechodzi do lamusa 😦 😦 😦
Dzisiejszy
poranek jest nieco zachmurzony, przynajmniej tu gdzie jestem, we Wiśle,
ale może bliżej południa rozjaśni się i słonko mi zaświeci?
Wszak dzisiaj są moje urodziny, powinno być promiennie !
Życzę
Wszystkim udanego Lanego Poniedziałku, czyli bardzo mokrego Śmigusa –
Dyngusa i wiele, wiele radości z tym wiosennym, świątecznym dniem
związanych.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !!!!