ta środa już w Krakowie

No i oczywiście środowa różyczka dla Uleczki.

No to witaj Uleczko na moim blogu, z Krakowa już pisanego


Wszędzie Ulka jest fajnie, ale we własnym  domku jednak  najlepiej, najbezpieczniej, tak po prostu swojsko.
Pewnie przeczytałaś we wczorajszym moim wpisie, że byłam raczej zadowolona z pobytu we Wiśle, ale..zawsze przecież jakieś „ale” jest.
No wiem, akurat te słowa źle zaadresowałam do Ciebie, bo akurat Ty jesteś globtroterem uwielbiasz podróże, zwiedzanie nowych  miejsc i dobrze się w terenie czujesz. 
Ale też pewnie po takich wojażach jakąś ulgę z powodu powrotu w domowe zacisze odczuwasz., przynajmniej na czas, gdy znów nabierzesz wigoru do następnej podróży.
Dawniej jakoś bardziej lubiłam podróżować, teraz, przyznam się bez bicia, jakoś tak mnie podróże nie pociągają. 
Może trochę z lenistwa, może i lekki strach przed drogą mnie trochę przeraża….różnie można to tłumaczyć.
Ale jak widzisz, od czasu do czasu jednak się mobilizuję i jadę.
Tu miałam akurat szczęście, że i Maciek i Darka mi pomogli, trochę obawiam się, co będzie, gdy dostanę to „regularne” czyli NFZ-owskie skierowanie do sanatorium.
I  co będzie, gdy okaże się, że to będzie wyjazd na drugi koniec Polski?????
Jak sama sobie dam radę w takiej  dalekiej podróży???
Ale nie mam co już myślami pełnymi obaw naprzód wybiegać, zobaczmy, co los przyniesie.
A może uda mi się, że to będzie na przykład tylko Busko, albo jakaś inna niezbyt odległa sanatoryjna miejscowość?
Pożyjemy, zobaczymy, ale jechać jednak będę musiała, bo jak widać, troszkę to sanatorium jednak mi pomaga.
Ale fajnie byłoby Uleczku, żeby Tobie udało Ci się w tym samym czasie i w tej samej lokalizacji też dostać sanatorium ……
Pomarzyć przecież można, nie?  
Fajnie by nam razem było, nieprawdaż????
Serdecznie Cię Ueczku  pozdrawiam i miłej i słonecznej środy Ci  życzę.

A ja osiadam już w krakowskich realiach, chociaż czasami moja głowa buja jeszcze gdzieś po Wiślanych pagórkach.
Dobre  to było, ale się (niestety)  skończyło.
Najważniejsze, że  teraz mam łazienkę  tylko sama dla siebie i nie muszę się martwić że ktoś m ją zajmie, gdy będę z niej potrzebowała pilnie lub mniej pilnie skorzystać.  Teraz dopiero doceniam, jakie to jest bardzo ważne!!!!

Jak to mówią? żaba się zarzekała i tak do błota wlazła.
No własnie, a ja już wczoraj w internecie szukałam miejsca , gdzie mogłabym w lecie na tydzień, czy na dwa tygodnie wyjechać.  Oczywiście myślę o wczasach leczniczych dla seniorów, bo skoro seniorką jestem, należy z tego skorzystać, póki jeszcze na to silę mam.
Ale broń Panie Boże nie nad morze. bo to za daleko, chociaż akurat morski klimat zawsze mi służył.
Może dlatego, że jak kiedyś już pisałam, według moich obliczeń byłam poczęta własnie w   Jastarni, no i potem co roku tam z Mamą i rodzeństwem wakacje spędzałam, tata dojeżdżał tylko na jeden miesiąc, na ogól w sierpniu, bo ktoś przecież na taka liczną rodzinkę zarobić musiał.
No więc w któryś sierpniowy dzień 1949 roku tata zjechał do Jastarni, a dziewięć miesięcy później , 22 kwietnia 1950 roku, Ewusia przyszła na świat -)
Więc jak mam nie kochać morza?, jak mam nie kochać Jastarni????
Ale teraz  samotnie w tak daleką podróż bym się raczej nie wybrała, może więc gdzieś bliżej, myślę  wspominanym już Busku, gdzie na pewno dopadną mnie wspomnienia i nie jedną łezkę wyleję. Bo mój ostatni pobyt w Busku, we Włókniarzu, był z moja Kochaną Siostrą Anią i pewnie będzie mi się wszystko przypominało.
W sumie ten pobyt dla Niej nie był za dobry, niestety tam się rozchorowała, miała sporą gorączkę, jakaś rana na nodze się jej zrobiła, ale nie chciała wracać, chciała wytrwać do końca, by mnie nie zostawić tam samą. Boże, jaka Ona była Kochana!!!!!!
A tak właściwie to własnie tam, w Busku, rozpoczęły  się wszystkie jej choroby, które potem w krótkim czasie  doprowadziły do Jej śmierci, jedno zapalenie płuc, które właśnie zaczęło się w Busku, niedługo później  następne, potem zrobił się Jej ropień na nodze i tak już niestety poszło……..
I chociaż od tamtego mojego i Jej  pobytu w Busku minęło 11 lat, wciąż pamiętam, a co dopiero będzie, gdy tam pojadę?
Na pewno będę wypatrywała w Parku, czy gdzieś, daleko, nie zamajaczy mi Jej sylwetka….. czy nie spotkam Ją gdzieś siedzącą na ławeczce, albo przy kawiarnianym stoliku, popijającą kawkę. ECH !!!!!!!!
Ale na pewno są i inne możliwości, chociażby na przykład Krynica, gdzie niekoniecznie po górkach trzeba chodzić (ale dla chętnych są fajne górskie szlaki), jest na przykład fajny deptak z fontanną i z muszlą koncertową, można tam z dzbankiem pełnym pysznej, zdrowotnej wody mineralnej, przechadzać się tam i z powrotem  i odgrywać światowca:-)
Zupełnie ta, jak to robi na przykład  ceper, który zjechał do Zakopanego i dumnym krokiem po Krupówkach się przechadza, jakby chciał powiedzieć: „patrzcie i podziwiajcie, kto to do Zakopanego zjechał”.
Nie, mi wcale nie o to chodzi, by robić wrażenie (to już nie te lata, nie ten wzrok), chcę gdzieś spokojnie odpocząć, z dala od krakowskiego zgiełku.
Ale czy mi się to w tym roku uda?????
No masz, dopiero co wróciła do Krakowa, a już wyjazdy się jej marzą……

Na razie na pewno odwiedzać będę swój Park Krakowski, bo to i blisko i jest tam całkiem przyjemnie , całkiem już wiosennie( no i bezpłatnie, chyba, że kawkę z wózka, czy lody sobie kupię)
Teraz jednak muszę myśleć o bardziej przyziemnych sprawach i zacząć  ciułać pieniądze na  ewentualny następny wypad z Krakowa, gdzieś, gdzie  moje śliczne oczy mnie poniosą.
Wczoraj pan (niby) prezydent podpisał zgodę na trzynastą emeryturę dla emerytów i rencistów, więc już 880 zł mam prawie w kieszeni, będę mogła sobie na wyjazd odłożyć albo kupić na przykład nowy materac do mojego łózka. Jeszcze muszę temat przemyśleć.

Życzyłam Uleczce miłej i ciepłej, słonecznej środy i takiego samego dnia życzę Wszystkim Tym, którzy mój dzisiejszy blog przeczytają

WESOŁEJ ŚRODY !!!