oj! będzie się działo, będzie……

I znowu moja łazienka na tapecie dnia, tygodnia, mam nadzieję, że nie miesiąca.
Bo ile dni można obchodzić Dzień Brudasa????
Dzisiaj wieczorem ma przyjść do mnie pan Wojtek i mamy się umówić co do remontu tej łazienki.
Moim marzeniem jest, by zrobił to w jak najkrótszym czasie, przecież nie będę chodziła do sąsiadów na kąpiółkę, zresztą nie mam nikogo tak zaprzyjaźnionego w mojej kamienicy, do którego łazienki mogłam się wpakować.
Trudno, trochę sobie pośmierdzę i już.
To znaczy umyć się będę mogła tylko w kuchni i to wieczorem, przy zgaszonym świetle, bo szerokie okna z mojej kuchni wychodzą na blok na przeciwko, nie będę przecież swoją kąpielą przedstawienia ludziom robiła.
Zresztą co to jest za mycie się gąbką, w dodatku w zlewie czy w miednicy, gdy nie można porządnie pod prysznicem się spłukać. Do Kitu z taką niby kąpielą.
Ale takie dylematy już przeżywałam, jeszcze gdy mieszkałam na Smoleńsk i przed dwa czy nawet trzy tygodnie nie mogłam korzystać z prysznica.
Jak pamiętam, ciężko było, zwłaszcza, że to było lato i człowiek tego spłukania się wodą wprost dwa trzy razy dziennie potrzebował jednak.
Ale jakoś to przeżyłam, więc i ten remoncik też dam rady przetrwać.
Nie mniej teraz jest to temat wiodący w moim życiu, nawet polityka nie wydaje mi się tak ciekawa, jak moje domowe problemy.
Ale na razie poczekajmy, dzisiaj dopiero będzie wstępna wizyta pana Wojciecha, taki mały rekonesans, mam nadzieję, że jednak się podejmie pracy u mnie, tylko kiedy na to wygospodaruje czas?, nie wiadomo, bo wiem, że jest człowiekiem niezwykle zapracowanym.
Wcale się nie dziwię że ma tylu chętnych kontrahentów, skoro po prostu jest naprawdę bardzo solidnym i bardzo dokładnym, wprost perfekcyjnym fachowcem. A wiem coś na ten temat, przecież to on własnie tak pięknie wyremontował łazienkę u V.I.P-a – byłam pod wrażeniem, zwracał uwagę na każdy mały, niby pozornie nie najważniejszy szczególik. Pełna perfekcja w wykończeniu!
A łatwo w mojej łazience wcale nie będzie, bo, jak już pisałam, poprzednicy nie usunęli tych cholernych rur kanalizacyjnych, doprowadzających wodę do byłej wanny, a te rury są na całej długości jednej ściany i jeszcze na dwóch połówkach sąsiednich. Dlatego ten mój brodzik odstawał od ścian i wisiał w powietrzu!!!!
A co z tego wyniknie? to zależy do decyzji pana Wojtka, w jaki sposób sobie z tymi rurami poradzi, na szczęście nie mój problem.
Moim problemem będzie tylko potem (niestety) opłata za tej remont, już mi się włos na głowie jeży!!!!! Ale remont trzeba zrobić, nie ma to tamto.
Dzisiaj znów wchodziłam do brodzika ze strachem, żeby ta jego podłoga nie zrobiła całkowicie trach, jak długo można się kąpać pod takim strachem?????.
Ale znalazłam świetną metodę na swoje strachy, gdy czegoś się obawiam, zaraz włączam pozytywne myślenie pod tytułem : co zrobię, gdy ten kłopot się skończy, na przykład boję się tego brodzika, więc już sobie myślę że gdy z niego wyjdę i już się wytrę i ubiorę w nagrodę zrobię sobie pyszną kawkę. Zawsze wtedy ten swój strach czekającą mnie przyjemnością nieco pomniejszam.
Radzę wypróbować, gdy cię spotka coś przykrego, albo denerwującego, naprawdę ta metoda działa!!!!!!
Tym razem już sobie wyobrażam moją pierwszą kąpiel w nowym brodziku i….już się na nią cieszę i już nie mogę się doczekać…..
Bo tak to w życiu jest, ciągle człowiek pośród tych szarych, normalnych dni na coś przyjemnego czeka i to w jakiś sposób to go podbudowuje na duchu.
Może to być na przykład jakaś wizyta kogoś, albo u kogoś, święta, jakiś fajny film, na który pójdzie się do kina, czy jakaś impreza, dla mnie teraz ten miły czas wyczekiwania to przyszła kąpiel pod nowym prysznicem.
Oj, chyba przez godzinę spod niego nie wyjdę…….
A z drugiej strony, to fajnie, że jest jeszcze coś w życiu, co mnie cieszy.
Zwłaszcza w tym ponurym listopadowym miesiącu, zwłaszcza w tym bardzo ponurym politycznie czasie.
Za oknem bardzo ponuro, nijako, tak po prostu listopadowo.
Ale nie upadajmy na duchu, będzie dobrze.
Miłych poniedziałkowych godzin i udanego tygodnia.

P.S. Bardzo żal mi Kota Pistoriusa, niestety wczoraj odszedł na kocią łąkę 😦