no właśnie, wypada coś dzisiaj napisać

chociaż dzisiejszy poranek tak właściwie na niczym mi zleciał.
Chyba za długo mi się spało, ale sny miałam tak miłe, że wcale nie miałam zamiaru się za wcześnie obudzić.
Ale w związku z tym mam pewnie dzienne zaległości, w tym i te w pisaniu blogu.
Wczoraj dosyć obszernie opisałam swoje duchowe przygotowania do tego ważnego wydarzeniu w moim życiu, które ma już w następnym tygodniu nastąpić, wiec chyba nie ma już co do tej sprawy wracać.
Będzie jak będzie, jak być musi, nic teraz nie będę zmieniała, już nie pora na to. Podjęte plany trzeba po prostu wykonać, nawet gdy ma się pewne wątpliwości.
Jakoś dosyć spokojnie do nich dzisiaj już podchodzę, wyłączyłam nerwy i staram się po prostu o tym nie myśleć
Tak najlepiej – tak najwygodniej.
Mam nadzieję, że Boża Opatrzność nade mną czuwać będzie.
A jeżeli wierzę w życie pozagrobowe (a w nie jednak chcę wierzyć), to też wierzę, że i moja „niebiańska” Rodzina, czyli Mama, Tata, Siostra, Brat też mi pomogą jakoś ten czas przetrwać.
Zresztą, co tu mówić, niejednokrotnie pomoc z ich strony nie jeden raz odczułam.
A może kiedyś i mi przyjdzie komuś z „ziemskie” Rodziny pomagać, gdy tylko dostane się do Nieba?. Bo mam nadzieję, że jednak tam kiedyś się znajdę, innej możliwości nie widzę.
I tu weszłam na jakieś parapsychologiczne tematy, kto wie, ile w tym wszystkim jest prawdy, ale o tym przekonamy się, lub nie, dopiero po naszej śmierci.
Bo to takie trochę trudny temat do opanowania: z jednej strony, niby gdzie Ci wszyscy którzy odeszli mogą się pomieścić w niebieskich przestrzeniach, a z drugiej strony, jak to można całkowicie na wieki zaginąć i całkowicie nic po nas nie mogłoby pozostać?????
Na pewno każdy nad tym się zastanawia, a ja teraz szczególnie, gdy mój wiek osiąga coraz większe liczby coraz częściej o tym myślę i………. przyznam się, po prostu się boję.
Kiedyś zastanawiałam się, jak to będzie, gdy osiągnę wiek pięćdziesięciu lat, a jakoś wcale mi nie przyszło do głowy, ze nadejdzie rok 2020 i siedemdziesiątka mi już w nim stuknie.
A co będzie potem??????
Ale na razie mamy piątek, trzeci dzień stycznia, wstał nawet dosyć słoneczny i umiarkowanie chłodny, a ja cieszę się jeszcze moim domowym ciepełkiem i nastawiam się, oczywiście pozytywnie, na małe „wygnanie” za kilka dni.
No to miłego piątkowego popołudnia i wieczoru, bo poranek już nieodwołalnie przeminął.