deszcz

Od samego rana deszcz leje jak z cebra. Nie napawa mnie to wcale optymizmem, ale jakoś żyć trzeba, nie zawsze słońce może świecić
Wczoraj miałam telefon od pana Wojtka z relacjami z przeprowadzanego remontu – wszystko idzie pomału do przodu, ale niestety trochę to potrwa.
Bardzo dobrze jest mi tu w Modlnicy, ale już chciałabym być u siebie w domku. Kiedyś mi się wydawało, że samotność mi nie służy, a jednak teraz nie bardzo potrafię przez dłuższy czas żyć wśród tylu ludzi naraz. Nie, nie narzekam, ale są pewne moje przyzwyczajenia, które teraz muszę odłożyć nieco na bok, bo jednak jestem tu tylko gościem i muszę się liczyć z domownikami i ich zwyczajami, co przy moim, przyznaję się, egoizmie czasami mnie męczy. No cóż, życie to wieczny kompromis i te 2 tygodnie muszę jakoś z tym się uporać. Największy mój problem to nawet nie jest brak do dostępu do telewizji ( w sumie mogę seriale oglądać na laptopie, chociaż internet tu czasami działa jak ten ślimak), ciągle mam obawy, żebym nie była zbytnim obciążeniem dla domowników i za bardzo im nie przeszkadzała w ich codzienności, za bardzo im nie narzucała swojej osoby.
Bo ciocia to jednak tylko ciocia, a nie domownik.
Oj nie ma to jednak, jak na własnych śmieciach.
No i te dojazdy do Krakowa też nieco mnie przerażają, bo jak wiecie, nie jestem zmotoryzowana i muszę liczyć na Magdę, albo na taxi.
Ale wszystko się jakoś ułoży, mam nadzieję, że te 2 tygodnie jakoś mi zleci i znów będę niepodzielną panią swojego losu.
Jak widać z nie najlepszym nastawieniem do życia dzisiaj się obudziłam, więc nie będę Was dłużej męczyła swoimi wywodami.
Dobrze jest, jak jest, mam ciepło, głodna nie chodzę i co najważniejsze wciąż mam dostęp do łazienki, co w czasie remontu na Szymanowskiego byłoby niemożliwe, tam trwa obecnie rujnacja.
Oj biedni ci moi sąsiedzi, biedni…….
Mimo deszczu miłego czwartku życzę, deszcz tez kiedyś przecież przestanie padać