
Aczkolwiek obudził mnie dzisiaj niezwykle mglisty dzionek, zupełnie, jakby ktoś mleko za oknem rozlał. I chociaż przez moment słonku udało się jakoś przebić i sobie nawet zaświeciło, jednak mgła silniejsza była i znów horyzont tą mleczną chmurą spowiła .
A u mnie cóż, pomału przyzwyczajam się do tej nieco innej, ale chwilowej rzeczywistości i…odliczam dni do powrotu. Jednak jestem niepoprawna, ale co zrobić, skoro w domku jest mi najlepiej?
Wczoraj w Modlnicy chodził ksiądz po kolędzie, mnie ta wizyta niestety ominęła, bo akurat wtedy byłam w pracy, trochę żałuję i zastanawiam się, czy na Szymanowskiego też ksiądz odwiedził naszą kamienicę, u nas jest tak jakoś dziwnie, ksiądz z kolędą przychodzi co dwa lata, a jakoś nie pamiętam, czy był, czy nie był zeszłego roku, chyba tylko jedną kolędę miałam na nowym mieszkaniu, więc według moich wyliczeń będzie ksiądz w tym roku i niestety nikogo nie zastanie. Oczywiście, że będzie pan Wojtek, ale pod nieobecność gospodyni żadnych gości przyjmować on nie będzie. Trudno, poczekam następne 2 lata, albo i za rok, jak mi kiedyś radził ksiądz, żeby zadziałać gdy będzie rok bez kolędy, zadzwonię do parafii i poproszę o wizytę. Tylko, że moja parafia, do której jestem przyzwyczajona od dziecka, jest daleko, na ul św Anny, tu mimo, że już troszkę mieszkam, nie czuję się ciągle ich parafianką.
Nigdy nie miałam nic przeciwko takiej świątecznej księżej wizycie, wszak do Kościoła przynależę, mimo, że nie zawsze uczestniczę w mszach św, ale to już jest całkiem inna i moja prywatna sprawa. Nigdy od Kościoła się nie odżegnywałam, tak byłam wychowana przez moich Rodziców. Pamiętam, jak z moją Mamusią, jeszcze jako małe dziecko chodziłam do Kościoła na ul Wiślną, widać moja Mama lubiła ten kościół, potem po latach chodziłam tam z panią Marią, a teraz jest on grecko- katolicką cerkwią, wrócił do prawowitych właścicieli.
Zresztą czytałam gdzieś, że z powodu braku księży w parafiach w całej Polsce świąteczne kolędy w domach będą się odbywać co 2 lata, z tym, że zawsze będzie można zadzwonić do parafii i poprosić księdza o indywidualną wizytę. I uważam, że jest to bardzo dobry pomysł.
A ja prawie codziennie odbieram raporty telefoniczne od pana Wojtka, na razie prosił, by nie przychodzić i mu w pracy nie przeszkadzać, a ponieważ mam do niego pełne zaufanie, wszak został polecony przez Kazia, w którego domu też wspaniale przeprowadził swój remont, zgodziłam się z jego prośbą i dopiero gdy łazienka będzie już prawie gotowa, wybiorę się na ul Szymanowskiego, by tylko ustalić już szczególiki w wystroju łazienki.
Dzisiaj, według planu, będą chyba już kładzione płytki na ścianie
Jeszcze muszę się uzbroić w cierpliwość, już coraz szybciej ten radosny dzień do mnie się zbliża.
Życzę przyjemnego wtorku i wiele pomyślności na dzisiaj i nie tylko na dzisiaj.