nie liczę godzin i dni….

A właściwie to już liczę, bo po dzisiejszej rozmowie z panem Wojtkiem okazało się, że już w połowie przyszłego tygodnia, około środy wieczór, wyprowadzam się z Modlnicy i powracam do swojego już wyremontowanego mieszkanka.
Nowa kabinka już stoi w łazience, nowa toaleta wisi na ścianie, no i prawie już jest całkowicie łazienka wyflizowana i sprawdzona pod względem szczelności i wody i gazu, co jest bardzo ważne, abym nikogo nie zalała.
Co prawda mogłyby to być ewentualnie tylko szczury w piwnicy – jeżeli tam w ogóle mieszkają, bo pode mną jest tylko własnie piwnica, no i nie grozi mi zatrucie gazem, ani czadem, co mogłoby być niebezpieczne.
Jeszcze do wykończenia jest kuchnia, a dokładnie kącik z nowym zlewozmywakiem – jak dobrze, że zdecydowałam się go wymienić, bo stary zeżarła już całkowicie rdza i najprawdopodobniej i tak musiałabym w tym lub przyszłym roku robić remont z powodu zalania kuchni, to było nieuniknione.
A co jeszcze liczę???? na pewno pieniądze, to ta najgorsza i najbardziej smutna strona każdego remontu, bo co prawda już trochę pieniędzy w ten remont włożyłam, ale jeszcze „wisi” nade mną jeszcze zapłata za pracę pana Wojtka, oj chyba jednak troszkę zadłużyć się będę musiała, tym bardziej, że dodatkowo sprawa kuchni wypłynęła, ale jak to już pisałam, to była sprawa wyższa i nieunikniona. Zresztą zawsze tak jest przy remontach, że wypływają dodatkowe koszty i z tym się liczyłam.
A dzisiaj w nocy będę miała pewnie kolorowe sny z radosną kąpielą w mojej nowe, ślicznej łazieneczce.
Pewnie to jeszcze nie koniec wizyt pana Wojtka, bo jeszcze trzeba tę łazienkę nieco dopieścić, a tu szafka, tu półeczka, a tu lustro, czy uchwyt na papier toaletowy – to są już szczegóły, ale też pewnie co najmniej dzień na tym panu Wojtkowi zejdzie, z tym, że ja już wtedy już będę w domku i te wszystkie szczególiki będziemy uzupełniać na bieżąco.
Dzisiaj już sobota, czyli pozostały mi jeszcze 5 dni tutaj w tym gościnnym domku i potem nastąpi jakże radosny powrót na własne śmieci.
Nareszcie nie będę się musiała denerwować, że kogokolwiek budzę tym moim nocnym markowaniem, a niestety teraz 2-3 razy w nocy muszę do łazienki biegać.
No masz, a Maciek ciągle na mnie krzycy, że za mało piję, gdybym piła jeszcze więcej, chyba musiałabym przenieść tapczan do łazienki (tylko gdzie by się on zmieścił?) i musiałabym chyba do rury jakiejś się podłączyć, czy co?
Żarty na bok, fakt faktem, że często w nocy urzęduję, nawet muszę włączyć sobie swojego „usypiacza”, aby w śnie lub półśnie dotrwać do rana
Kiedyś nie miałam takich nocnych kłopotów, dlatego mieszkanie z kimś jest jednak krepujące. Staram się zachowywać w nocy cicho, ale zawsze wtedy jakieś licho coś tam strąci i narobi łoskotu, takie jest prawo licha, który jak wiemy z porzekadła, nie śpi, tylko czuwa 🙂
Ale dzisiaj mój blog z wiadomych przyczyn kończę, w doskonałym humorku i takiego Wam wszystkim na dzisiaj i na cały weekend życzę