a dzisiaj mamy poniedziałek

Bo to naprawdę będzie miły tydzień, przynajmniej dla mnie.
Pojutrze już ŚRODA, na którą tak niecierpliwie czekam.
Zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że jest mi tu źle w Modlnicy, ale ja już chcę do domeczku i chyba nikt temu zbytnio się nie dziwi, tym bardziej, że na mnie czeka moja nowa łazieneczka z brodzikiem, do którego będę mogła podobno wskakiwać, a nie spindrać się jak do tego poprzedniego, tak przynajmniej twierdził wczoraj podczas rozmowy telefonicznej pan Wojtek
Według wczorajszych relacji pana Wojtka, podłoga i ściany już są wykończone, dzisiaj będzie wstawiony brodzik, zamontowane w nim będzie siedlisko i łapka do trzymania się, oczywiście koszyczki na płyn do kąpieli i na gąbeczkę, potem jeszcze tylko mała kosmetyka łazienki – lustra,szafki itp i……w środę wieczór odbędzie się uroczysta pierwsza kąpiel, oczywiście dopiero gdy pan Wojtek już sobie pójdzie do domu. Ale będzie pysznie !!!!!!
Oczywiście nie będę się mogła nie pochwalić moim nowym szczęściem, odpowiednie zdjęcia będą zamieszczone – obiecuję.
No, nadmienię jeszcze, że prócz łazienki mam też nowy zlewozmywak w kuchni, tak więc pół nocy spędzę na kąpieli, a drugie pół na zmywaniu naczyń, nawet tych czystych, a wodomierz, też zresztą nowy, będzie tylko odmierzał ile tej wody zużyłam.
Tylko jak ja po tak spędzonej nocy rano obudzę się do pracy?
A może po prostu z tych emocji wcale nie będę się kłaść spać?????
Szkoda tylko, że te 3 lata musiałam męczyć się z tym byle jakim brodzikiem, powinnam teraz zaprosić dysponentów poprzedniej łazienki, by pokazać, jak ona powinna wyglądać.
No, ale czasu nie cofnę, teraz za to będę miała pełen luksus łazienkowego życia.
Zresztą chyba sami widzicie, jak bardzo jest to dla mnie ważny problem, bo ciągle do znudzenia o tym piszę.
Wczoraj przeglądałam stare wpisy i okazuje się, że mój problem z łazienką trwa od połowy listopada, czyli od chwili, gdy popękała podłoga brodzika, co mnie zmobilizowało do remontu. Wcześniej też o tym myślałam, ale ten fakt zaważył na mojej decyzji. Proszę, minęło 2 miesiące i….mam nową, piękną, a co najważniejsze komfortową łazienkę, w której będę mogła kąpać się bez żadnych obaw i co najważniejsze, nie będę musiała jak dotychczas zbierać wody z podłogi po każdej kąpieli – to był naprawdę koszmar.
No dobra, już przestaję Was dzisiaj przynudzać, zresztą muszę sobie pozostawić dalszy ciąg „łazienka story” na czwartkowy wpis, gdy będę już pod wrażeniem poprzedniego wieczoru, Ale do tego tematu na pewno jeszcze powrócę!
Ten poniedziałek wstał w miarę pogodny, przynajmniej nie ma tej mgły i szarości za oknem, chyba to dobry dla mnie znak.
Dzisiaj przeczytałam list amerykańskich kongresmenów wystosowany do pana Dudy z radą, by nie podpisywał tej ustawy kagańcowej, bo jest ona sprzeczna z zasadami demokracji i stawia Polskę w wielkim oddaleniu od zasad, które przyjęliśmy wstępując do Unii.
Ale pan Duda nie lubi, gdy się mówi do niego, jak to nazwał, w obcych językach, on uznaje tylko jeden język, nawet nie polski, a kaczy.
Czy w takim razie jednak posłucha swoich wielkich przyjaciół zza oceanu, przed którym jak wiemy i on i cały Pis się płaszczą? Czy te słowa są w stanie przemówić do jego mózgu z budyniu stworzonego? Wątpię, bo teraz będzie chciał wygrać znów wybory, a żeby je wygrać musi mieć poparcie Pisu, czyli nie może się Jarkowi przeciwstawić.
I tu jest pies pogrzebany.
Pies? jaki pies? Pisi pies. który ogromnie warczy i kły Polsce pokazuje.
Na szczęście jednak poparcie jego sukcesywnie spada i jeszcze tylko kilka jego wrzaskliwych przemówień, bo inaczej on przemawiać już nie umie i………
OBY!!!!!
Życzę zatem Wszystkim wspaniałego tygodnia i ślicznego słonecznego poniedziałku.

m piszę