O wiadomej sprawie (łazienkowej) dzisiaj za wiele rozprawiać nie będę.
To znaczy dokładnie ani mru mru o ewentualnym moim powrocie do domu bo……….
Wiadomo, ja coś tam napiszę, a życie i tak swoim torem idzie, w całkiem innym kierunku, niż tego oczekuję.
Złośliwość rzeczy martwych, w tym przypadku gazowej rury, znów wczoraj szyki pomieszała.
Ale awaria tego typu to bardzo poważna sprawa, więc cierpliwie czekam.
Dodam tylko taką ciekawostkę: w minionych czasach używano jako zapełnienie takich rur, różnych dziwnych materiałów, niekoniecznie do tego przeznaczonych, nie wiem po co, ale tak wtedy dziwnie właśnie uszczelniali gazowe rury, najpewniej z braku odpowiednich do tego celu materiałów.
Dość powiedzieć, że właśnie w takiej rurze, nomen omen zaślepionej, nie prowadzącej donikąd, ale wypełnionej gazem, pan Wojtek znalazł starą, zwiniętą w rulonik gazetę z roku 1969, w której opisywali między innymi katastrofę samolotową pod Zawoją.
Jednym słowem, nawet nie wiedziałam, że mam swoiste archiwum w swojej łazience.
I właśnie ta pozornie wyglądająca nijako rurka była powodem dość poważnego wycieku gazu, z którym wczoraj pan Wojtek musiał walczyć, czyli najpierw zdejmować kilka fliz, by zlokalizować i zabezpieczyć tę rurę, no i flizować tę część łazienki na nowo.
Jednym słowem, syzyfowa praca, cóż, takie są mankamenty remontów w starych kamieniach, zawsze coś w paradę wchodzi.
A czy jeszcze coś wypłynie nowego i zatrważającego?, zobaczymy.
Na całe szczęście nie obudził mnie dzisiaj przed siódmą rano tak jak wczoraj, zatrważający SMS o treści: pani Ewo, proszę o pilny kontakt.
Co prawda mamy już ustalony pewien plan na dzień dzisiejszy, ale nie będę na razie o nim wspominała, by znów jakiegoś licha nie obudzić.
Podobno przezorny zawsze ubezpieczony. A LICHO jak widać NIE ŚPI!!!!!!!
Mogę tylko dodać, że dzisiaj mija dokładnie trzy tygodnie od dnia, w którym pan Wojtek wkroczył do mojej łazienki.
Długo to, czy nie długo? trudno powiedzieć. Mnie osobiście trochę ten czas się dłuży, o Magdzie i Jacku nie wspominając, bo dobry gość, to taki gość, który za długo się nie narzuca.
Jestem im naprawdę bardzo wdzięczna, bo sam pan Wojtek mi wczoraj powiedział, że pewnie tego remontu w moim mieszkaniu bez żadnych chorobowych kłopotów bym nie przetrwała : huk, kurz, pył no i ciągle te nerwy, gdy nowe komplikacje wypływały. Najpewniej bym w szpitalu lub w psychiatryku wylądowała, tym bardziej, że jestem mało odporna na stresy.
No ale mój i gospodarzy trudny okres pomału zbliża się do końca, tylko jeszcze będę musiała pomyśleć, w jaki sposób im się za te wspaniałe trzy tygodnie odwdzięczyć.
Ale zawsze mówiłam, że Magda i Jacek są dla mnie bardzo serdeczni i zapewnili mi naprawdę doskonałe warunki przetrwania tego niełatwego etapu mojego życia.
Samo słowo DZIĘKUJĘ to będzie stanowczo za mało.
Dzisiaj wstał poniedziałek i z nim nowy tydzień, nowe wyzwania.
Przyznam, aż się tych wyzwań boję, ale……..
Serdecznie pozdrawiam odpoczywających na feriach w Zawoi Basię, Pawła i Leona, mam nadzieję, że trochę sobie odpoczną od krakowskiego zgiełku no i będą mieli wiele okazji do wspaniałych zjazdów na nartach, bo podobno w górach leży sporo fajnego śniegu.
To naprawdę wielka frajda dla tych, którzy narty lubią, niestety nigdy tego sportu nie uprawiałam, zawsze panicznie się go bałam.
Leon, nabieraj sporo sił na nowy semestr , bo niestety dwa tygodnie szybko miną i znów zasiądziesz w szkolnej ławie, co prawda wiem, że jesteś bardzo dobrym i pilnym uczniem, ale nauka w Liceum, szczególnie w tak dobrym Liceum Sobieskiego, do którego uczęszczasz, to nie przelewki i sporo wysiłku będziesz musiał z siebie wylać po powrocie do Krakowa.
Zresztą fantastycznego odpoczynku życzę wszystkim uczniom odpoczywającym teraz na feriach bądź to na wyjeździe, bądź w swoim domu.
A pozostałym Blogowiczom życzę przyjemnego i słonecznego poniedziałku i bardzo udanego nowego tygodnia.
A JA SOBIE TAK TRWAM I TRWAM…….