
A dzisiaj zdjęć z mojej łazieneczki jeszcze nie będzie.
Co prawda wróciłam już wczoraj do Krakowa i znów zamieszkałam przy Szymanowskiego, ale…..
Łazienka ciągle jeszcze jest w tak zwanej dokonczeniówce, czyli nie wszystko jest w niej jeszcze na tip – top. Dopiero po zakończeniu wszystkich prac umieszczę zdjęcia, by się nią pochwalić.
No cóż, sprawa prozaiczna, niestety dodatkowe zdejmowaniu kilku fliz i kucie ściany w poszukiwaniu uszkodzonej rury dało się we znaki biednemu panu Wojtkowi, jeszcze trzeba tę stronę łazienki ofilizować i pozostałą górną część ścian wymalować.
Ale oczywiście kabinka prysznicowa stoi i już wczoraj wieczorem mogłam dokonać w niej pierwszej ablucji. Ale mi się wspaniale w niej kąpało, tylko tyle, że jeszcze nie miałam podwieszonej na stałę słuchawki, ani uchwytów i koszyczków, ale to kwestia dzisiejszego dnia.
Pan Wojtek działa już od rana i właśnie montuje mi szafkę do łazienki, ale hałas z łazienki się donosi.
Niestety wczoraj nie udało się wszystkiego zamontować, bo zrobiło się późno i sąsiedzi denerwowali się, że coś im burczy i burczy, dlatego wiele prac trzeba było odłożyć na dzisiaj i pewnie na jutro i jeszcze pojutrze????
Zresztą diabeł zawsze tkwi w szczegółach, a te szczególiki mimo że niby niewielkie, ale czas zabierają.
Najważniejsze, że jestem na swoich śmieciach, nikomu już nie wadzę, a te kilka jeszcze dni jakoś przetrwam, nie mam innego wyjścia.
No i wreszcie mogę wykąpać się w nowej łazieneczce, która teraz stała się taka bardzo jasna, bo ta poprzednia przez tę kolubrynę – kabinę prysznicową o nomen omen czarnych ścianach robiła strasznie przygnębiające wrażenie. Kto to w ogóle wymyślił taką kabinę o czarnych ścianach? Chyba tylko Chińczycy mogli takie dziadostwo wymyślić.
Teraz kabina jest przeźroczysta, widać białe piękne flizy i przez to zrobiło się właśnie tak jasno i wesoło w mojej łazieneczce.
Dzisiaj nad ranem poszłam do łazienki w wiadomym celu i ciągle nie mogłam się nią nadziwić, zamykałam i odmykałam drzwi łazienki, ciągle zdumiona, jaka ona już jest piękna, a będzie jeszcze piękniejsza.
A gdy rano przyszedł pan Wojtek spytałam: naprawdę to jest moja łazienka?????
Ale radość sobie sprawiłam tą zmianą i wiecie co, wcale nie żałuję wydanych pieniędzy. Pieniądz rzecz nabyta, raz jest, raz jej nie ma, a przecież nie wydałam ich na głupotę, tylko na rzecz konkretną, umilająca mój komfort mieszkania.
No to teraz odejdę na moment od tematu „łazienka” i jeszcze napiszę, że nowy zlewozmywak w kuchni też wygląda imponująco, nareszcie mam pod nim szafki, gdzie będę mogła pochować kosz na śmieci, które już nie będą wyrczeć na całą kuchnię no i wszystkie inne potrzebne płyny. Okazuje się, że niby jest taka niepozorna, ale jednak bardzo pojemna.
Jeszcze planowana jest szafka nad zlewozmywakiem, w której będzie umieszczony ociekacz, ale na to jeszcze trochę muszę poczekać, bo niestety te ogólnodostępne są zbyt duże, nie mam tam tyle miejsca, trzeba taką szafkę przyciąć, albo zrobić na obstalunek.
Ale pan Wojtek, już chyba nie złota, a platynowa rączka wszystkiemu zaradzi.
Zresztą pan Wojtek bardzo dba o szczegóły, nawet pod kolor mojej podłogi kupił mi fajny kudłaty dywanik do łazienki, na który będę mogła stawać po wyjściu spod prysznica.
Warto jednak być cierpliwym i troszkę przeczekać czas remontu, bo rezultat końcowy zapowiada się naprawdę wspaniale.
W ogóle nie ma porównania z tym co było, a co jest obecnie, ale przecież po to zdecydowałam się na ten remont.
Tylko trzeba przyznać, że trafiłam naprawdę na bardzo dobrego i sumiennego fachowca, który żadnych fuszerek nie toleruje i wszystko zapina na ostatni guzik.
Pewnie, ze gdyby to było moje mieszkanie wsadziłabym jeszcze więcej pieniędzy na może ciut droższy materiał, ale nie przesadzajmy, mi akurat ta wyremontowana przypada do gustu, a przecież to ja mam się dobrze w niej czuć
Dzisiaj rozpoczynam mój czas adaptacji do nowych warunków, muszę się troszkę na nowo obsługiwać sprzęt, bo na przykład armatura jest całkiem inna, niż miałam dotąd, ale myślę, że to kwestia kilku dni, gdy mentalnie przestawię się na te nowe warunki i do nich się przyzwyczaję.
Pełna optymizmu życzę wszystkim bardzo udanego wtorku i też tak fantastycznego humorku, jak u mnie.